Sport.pl

Euro 2012. Poznaliśmy dwie pary ćwierćfinałowe

Niemcy z Grecją, Portugalia z Czechami zagrają w ćwierćfinałach Euro 2012. Holandia próbowała utrzymać się w turnieju postawieniem na murawie wszystkich swoich gwiazd, prowadziła, ale marzenia o awansie wybił jej z głowy Cristiano Ronaldo.
2 : 1
Informacje
Euro 2012 - Grupa B
Niedziela 17.06.2012 godzina 20:45
Wyniki szczegółowe
Wynik
Portugalia
2
Holandia
1
Od mistrzostw Europy w 1996 r., pierwszych, na których zwycięstwo nagradzano trzema punktami, nie zdarzało się jeszcze, by zespól, który przegrał dwa mecze, cieszył się z awansu do ćwierćfinału.

Najbliżej osiągnięcia tego, co niemożliwe Holendrzy byli między godz. 21.04, a 21.09. Prowadzili wtedy z Portugalią 1:0, a we Lwowie Niemcy wygrywali z Danią 1:0. Do awansu "Pomarańczowi" potrzebowali jednego gola.

Na wieczór inny niż wszystkie zapowiadało się już, gdy trener Bert van Marwijk ogłosił pierwszą jedenastkę. Jedenastkę, która wyglądała, jakby zbudował ją nastolatek oderwany na chwilę od Football Managera. Jakby wczoraj nie grano o ćwierćfinał Euro, ale urządzano mecz gwiazd, w którym podstawowa trudność polega na upchnięciu ich na boisku w nieprzyzwoitych ilościach.. Albo jakby na zgrupowaniu Holendrów zawarto pakt.

Może van Marwijk zobowiązał się zmieścić w składzie wszystkich czarodziejów ofensywnych, którym siedzenie na ławce sprawiało ból, ale w zamian wynegocjował, że niektórzy z nich biegać będą nie w tym miejscu boiska, do którego przywykli. Innego wyjścia zresztą nie było, gdyby każdy zachował pozycję, Holandia grałaby z czterema obrońcami, jednym defensywnym pomocnikiem, dwoma rozgrywającymi (Sneijder, van der Vaart), skrzydłowym (Robben) i dwoma napastnikami (Huntelaar, van Persie).

I pomyśleć, że taką jedenastkę wepchnął na boisko trener, którego dwa lata temu na mundialu w RPA pomarańczowe autorytety - zaczynając oczywiście od Johana Cruyffa - odsądzały od czci i wiary. Zarzucały mu, że zbudował zespół nieholenderski, w którym tylko czterech piłkarzy odpowiadało za budowanie ataków.

Jedenastka inna niż wszystkie działała przez kilkanaście minut, gdy Portugalia nie wiedziała jak obchodzić się z tak dziwnym stworem, mającym sześć głów, zamiast jednej. Holendrzy z łatwością najeżdżali na portugalskie pole karne, co najważniejsze, najeżdżali pracą zespołową. Arjen Robben w trzech pierwszych akcjach oddawał piłkę lepiej ustawionemu koledze. Taka seria na ME prawdopodobnie jeszcze mu się nie zdarzała. W Charkowie za trzecim razem miał już asystę, bo po jego podaniu gola strzelił Rafael van der Vaart. Po chwili dla Niemców trafił Lukas Podolski.

Jeszcze zanim Holendrzy sklecili kolejną akcję, na obu stadionach były już jednak remisy. W Charkowie do pracy wziął się krytykowany od początku turnieju Cristriano Ronaldo. Nieniepokojony w środku pola (defensywny pomocnik Nigel de Jong pracował wczoraj na dwa etaty, bo ludzie, którzy biegali obok niego zainteresowani odbieraniem piłki rywalom nie byli) niszczył marzenia o transferze do wielkiego klubu prawego obrońcy Gregory'ego van der Wiela. Zagrał najlepszy mecz na Ukrainie, strzelił dwa gole, a mógł mieć hat-tricka, bo pod koniec trafił jeszcze w słupek.

Holendrzy, choć pomysł na pokonanie Portugalii bankrutował na ich oczach, ani myśleli spróbować czegoś innego. Ani myśleli przypominać normalnej drużyny piłkarskiej. Po przerwie van Marwijk lewego obrońcę Jetro Willemsa zastąpił skrzydłowym Ibrahimem Afellayem.

Naprawdę, wczoraj wieczorem w koszulkach reprezentacji biegał zestaw, wcześniej na tym poziomie niespotykany.

I pewnie długo już takiego nie zobaczymy. Żeby powstrzymać tych, którzy wyobrażają sobie, jak wyglądałaby reprezentacja Hiszpanii, gdyby trener Vicente del Bosque skorzystał z pomysłu van Marwijka, wystarczy powiedzieć, że najlepszym holenderskim piłkarzem był wczoraj Maarten Stekelenburg. Trzy razy odbijał piłkę, choć wydawało się, że ta musi wylądować w jego bramce.

Dla Holendrów to najgorsze mistrzostwa kontynentu od 1984 r., gdy nie zakwalifikowali się do turnieju. Później zawsze przynajmniej wychodzili z grupy, cztery razy dobijali do półfinału. Wczoraj odpadli, ale odpadli po swojemu. Kto inny wpadłby na pomysł rzucenia na boisko tylu ludzi kochających ataki?

Więcej o: