Sport.pl

Środowe mecze Ligi Mistrzów

Piłkarze Valencii, jedni z faworytów Ligi Mistrzów, w 92. minucie gry uratowali remis w meczu u siebie z Ajaksem Amsterdam. Trzy gole Thierry'ego Henry dały londyńskiemu Arsenalowi wyjazdowe zwycięstwo nad Romą 3:1.
Jeśli kierować się tylko liczbą zdobytych punktów, najlepszymi drużynami w Lidze Mistrzów byli na razie piłkarze Valencii i Barcelony. Ci pierwsi błyskawicznie osiągnęli wczoraj przygniatającą przewagę nad skazywanym na rolę statysty w grupie B Ajaksem, ale pod bramką fatalnie pudłowali. Skompromitował się zwłaszcza John Carew, który stał trzy metry od bramki, gdy piłka spadła pod jego nogi, ale zdołał przenieść ją nad poprzeczkę. Norweg grał zresztą bardzo słabo, chwilę później znów znalazł się w dogodnej sytuacji, ale jego strzał obronił Didulica. Interesujący się pozyskaniem napastnika Realu Sociedad Darko Kovacevicia szefowie Valencii chyba podwoją wysiłki, bo ich jedyny wczoraj klasyczny napastnik zawiódł na całej linii. Tak jak i mający go wspierać Mista. Gospodarze oddali mnóstwo strzałów, ale większość blokowali tłoczący się w polu karnym obrońcy lub wyłapywał uchodzący za jeden z najsłabszych w Ajaksie bramkarz Didulica.

W 88. minucie wydawało się, że niewiarygodna nieskuteczność Valencii zostanie ukarana. Jeden z nielicznych wypadów Holendrów zakończył się golem Zlatana Ibrahimovicia. Gospodarze postawili wszystko na jedną kartę, czyli właściwie nie zmienili taktyki. I wreszcie im się powiodło. W drugiej minucie doliczonego czasu gry wyrównał Miguel Angel Angulo. On i partnerzy tak się cieszyli z punktu, że zapomnieli, iż przed meczem celowali w zwycięstwo i nawet nie śpieszyli się, by wznowić walkę.

Piłkarze Barcelony przystępowali do drugiej rundy jako jedyni, którzy w pierwszej fazie odnieśli komplet zwycięstw. Zakochany w schematach trener Louis van Gaal nie pozwalał dotąd, by na boisku równocześnie przebywali kierujący się intuicją Argentyńczycy Juan Roman Riquelme i Javier Saviola. Tym razem na ławce posadził obu, jakby uparł się, by odebrać swojemu zespołowi resztki fantazji. Pożałował tego już w 39. minucie, kiedy zupełnie niepilnowany Dymitar Berbatow wyskoczył do piłki wrzucanej z rzutu rożnego przez Babicia i nie dał żadnych szans bramkarzowi Roberto Bonano. Niemcy, którzy z kolei zaczęli rozgrywki fatalnie, od upokarzającej klęski (2:6) w Pireusie, zasłużyli na prowadzenie. W pierwszej połowie Barcelona miała tylko przewagę pod jednym względem - fauli. Jej piłkarze łamali przepisy średnio co trzy minuty, atakowali za to niemrawo i niewielką liczbą zawodników.

W przerwie van Gaal poszedł po rozum do głowy, wpuszczając na boisko Riquelme oraz Saviolę. Na efekt czekał trzy minuty. Już pierwsza akcja argentyńskiego duetu przyniosła wyrównanie dzięki strzałowi tego ostatniego. Najlepszy obcokrajowiec Primera Division zdobył czwartą bramkę w tej edycji LM. Niespełna kwadrans później rzut karny wykonywał Riquelme, jednak strzelił zbyt lekko i Hans Joerg Butt złapał piłkę. W końcówce trzy punkty zapewnił Katalończykom trzeci rezerwowy, wracający do formy po długim leczeniu kontuzji Marc Overmars.

Świetną passę klubów włoskich podtrzymał Inter, który już do przerwy był pewny wygranej w Newcastle. Srogi rewanż za rywali z Premiership wziął w Rzymie Arsenal. Kanonierów długo ratowało szczęście, m.in. wybijali piłkę z pustej bramki po uderzeniu Francesco Tottiego. O ich sukcesie przesądził geniusz Henry'ego.

Grupa A

BAYER LEVERKUSEN - BARCELONA 1:2 (1:0): Berbatow (39.) - Saviola (48.), Overmars (89.);

NEWCASTLE - INTER MEDIOLAN 1:4 (0:3): Solano (72.) - Morfeo (2.), Almeyda (35.), Crespo (45.), Recoba (81.)

Grupa B

ROMA - ARSENAL 1:3 (1:1): Cassano (4.) - Henry (6., 70. 75.);

Valencia - Ajax 1:1 (0:0): Angulo (90.) - Ibrahimovic (88.).