Częstochowski Tytan przegrał pierwszego seta Rennes Volley, ale wygrał trzy kolejne i jest bliski awansu do półfinału rozgrywek Challenge Cup. Czy znajdzie się wśród najlepszych drużyn rozgrywek, to rozstrzygnie się za tydzień we Francji.
Początek meczu z czwartym zespołem Ligue 1 pokazał, że pokonać Francuzów łatwo nie będzie. Rywale zaczęli ostrożnie, ale im dłużej grali, tym lepiej. Agresywnie zagrywając, zmuszali akademików do pojedynczych błędów i systematycznie budowali przewagę. W pewnym momencie urosła ona do czterech punktów (14:18) i wydawało się, że w pierwszym secie wielkich emocji już nie będzie. Ale częstochowianie potrafili się pozbierać. Od początku nie prezentowali się źle (niektórzy jak Bartosz Janeczek czy Krzysztof Gierczyński nawet bardzo dobrze), a gdy poprawili zagrywkę i zdobyli ważny punkt blokiem, doprowadzili do remisu 23:23. Na więcej stać ich jednak nie było i rywale objęli prowadzenie w meczu.
Okazało się, że to był najciekawszy i najbardziej zacięty set w spotkania. AZS szybko pokazał Francuzom, że również ma swoje atuty. Blok, skuteczne ataki ze środka i szybka gra skrzydłami pozwoliły tytanowcom przejąć inicjatywę, a potem kontrolować przebieg gry. Goście próbowali walczyć, ale znacznie gorzej zagrywając, nie byli w stanie wiele zwojować. Tytan wygrał więc do 21, odrobił straty w meczu, a potem już konsekwentnie dążył od celu - czyli zwycięstwa otwierającego drogę do półfinału. Trzeciego seta rozpoczął od prowadzenia 7:0 (sześć zagrywek Wiśniewskiego, atomowe zbicia Janeczka i Murka) i choć potem tak łatwo już nie było, przewaga drużyny Marka Kardosa nie podlegała dyskusji. Trochę nerwów i niepewności było natomiast w czwartej partii. Tylko jednak do czasu. W końcówce AZS przycisnął zagrywką (znowu brawa dla Wiśniewskiego) i częstochowscy kibice mogli się cieszyć z kolejnego pucharowego sukcesu.