Sport.pl

Tamas Kadar ofiarą decyzji podjętych latem. Trzeba go było sprzedać

To, co dzieje się w ostatnim czasie z Tamasem Kadarem z Lecha Poznań, jest nauczką dla Kolejorza, by nie robić problemów przy transferze piłkarzowi gotowemu do wyjazdu.
Odkąd Nenad Bjelica został trenerem Lecha Poznań, wystawia na lewej stronie obrony Tamasa Kadara. Reprezentant Węgier to najlepszy piłkarz na tej pozycji nie tylko w poznańskim klubie, ale prawdopodobnie także w całej ekstraklasie. Jednak na mecz Pucharu Polski do Chorzowa Chorwat Tamasa Kadara już nie zabrał. Nenad Bjelica nie wyjaśnił swojej decyzji, ale bardzo możliwe, że chciał, by piłkarz odpoczął i zastanowił się nieco nad swoimi ostatnimi występami. A te nie były najlepsze.

W meczu z Pogonią Szczecin rywale jako pierwsi strzelili gola, a piłkę do siatki wpakował Łukasz Zwoliński po tym, jak Tamas Kadar niespodziewanie przestał go pilnować w polu karnym. Pozostałe poważne błędy w defensywie uszły Węgrowi na sucho, bo napastnik Pogoni koszmarnie pudłował. Obrońca Kolejorza spowodował jeszcze rzut karny.

W niedzielę w Gdańsku Lech przegrał po samobójczym zagraniu Macieja Wilusza i to on został uznany za winowajcę porażki z Lechią. W pierwszą bramkę dla gospodarzy bardzo mocno zamieszany był jednak Tamas Kadar.

Węgierski obrońca Kolejorza popełnił kilka błędów w krótkim czasie. Przede wszystkim nieatakowany przez rywala wybił piłkę na rzut rożny. Gdy już Lechia miała korner, Tamas Kadar nie upilnował Marco Paixao, który najpierw uderzył piłkę głową, a następnie dobił swój strzał z kilku metrów. Lechita nawet nie ruszył się do piłki.

Trudno podejrzewać Tamasa Kadara o to, że teraz, po fiasku licznych rozmów transferowych latem, nie zależy mu już na losach Lecha. Wręcz przeciwnie. Uczestnik Euro 2016 nadal jest bardzo aktywnym zawodnikiem, walecznym i zdecydowanym, a do tego często rusza do akcji ofensywnych. Zawodzi jednak w kluczowych momentach i, przeciwnicy to wykorzystują.

Zamieszanie związane z niedoszłym transferem Tamasa Kadara za granicę też ma swoje znaczenie. Przypomnijmy, że przed wyjazdem na mistrzostwa Europy Węgier usłyszał od szefów Lecha Poznań, że będzie mógł odejść latem do klubu, który zapłaci określoną sumę. Z nieoficjalnych informacji wynika, że było to półtora miliona euro. I menedżer Tamasa Kadara bez problemu znalazł chętnych. FC Bologna, US Palermo, AEK Ateny, Burnley czy nawet SM Caen w ostatnich dniach okresu transferowego - to tylko kilka klubów, które wyraziły zainteresowanie lechitą. Po świetnych występach Węgra we francuskich mistrzostwach Lech Poznań zwiększył jednak swoje oczekiwania finansowe i gotowi byli je spełnić właściwie tylko Rosjanie z Lokomotiwu Moskwa. Tamas Kadar był gotów odejść, ale nieoczekiwanie działacze Lokomotiwu wycofali się z transferu

Kilka dni temu menedżer Węgra udzielił wypowiedzi dziennikowi "Nemzeti Sport", w której przyznał, że on i Tamas Kadar byli jednak zawiedzeni tym, że nic nie wyszło z transferu. - Jest wiele powodów tego, że latem nie doszło do transferu, a jednym z nich była jego suma odstępnego podyktowana przez polski klub - zdradził Viktor Kovesdi i dodał, że piłkarz będzie chciał zmienić barwy zimą.

Szefowie Kolejorza liczyli z pewnością na to, że Tamas Kadar zareaguje na fiasko rozmów transferowych podobnie, jak rok temu zrobił to Karol Linetty, który wrócił na Bułgarską po zdanych już testach medycznych w Brugii i niezmiennie był jednym z najlepszych piłkarzy Lecha Poznań. W przypadku Węgra na razie ten scenariusz się nie sprawdza, co powinno dać władzom klubu do myślenia. Może warto było w lipcu zgodzić się na odejście Tamasa Kadara, a w jego miejsce ściągnąć kolejnego lewego obrońcę, który zresztą został już nawet wytypowany. Dziś Nenad Bjelica miałby gracza na tę pozycję na dłużej niż tylko do zimy.

Więcej o: