Sport.pl

Cracovia. Erik Jendrisek: Rywale motywują się na nas, jak na Legię

W poprzednim sezonie było nam łatwiej, bo nie spodziewano się po nas takiej gry. Krzysztof Piątek? Grałem z Raulem i Klaas-Janem Huntelaarem, więc konkurencja mnie nie martwi.
Rozmowa z Erikiem Jendriszkiem, napastnikiem Cracovii

Damian Gołąb: Latem do Cracovii trafiło aż 12 nowych piłkarzy. Jak drużyna odebrała tyle transferów?

Erik Jendriszek: Bardzo fajnie. Oby wzmocnienia pomogły nam w powtórzeniu wyniku z ostatniego sezonu. Zrobimy wszystko, by nowi koledzy czuli się tutaj jak w domu. Tak było ze mną, kiedy przyszedłem do klubu. Z tym nie powinno być problemów.

Na początku tygodnia w zespole trenowało 24 zawodników. Był pan kiedyś w drużynie, w której kadrze było tylu piłkarzy?

- Zdarzało się, ale raczej na początku okresu przygotowawczego. A teraz kilku jeszcze brakuje, bo pojechali na zgrupowanie kadry. Trener jednak wie, co robi. Nie martwię się tym, ilu nas jest, tylko staram się wykonywać moją robotę.

Latem dołączyło dwóch Słowaków, w sumie w Cracovii jest was już czterech. Milan Dimun i Jakub Cunta przed transferem pytali pana o klub?

- Z Milanem chwilę rozmawialiśmy, z Jakubem pierwszy raz spotkałem się dopiero w Krakowie. Już w Polsce starałem się im pomóc w szukaniu mieszkania, zakładaniu konta bankowego, telefonu... We wszystkim, co mogło im ułatwić początek w nowym zespole i kraju. Kiedy trafiłem do Cracovii, miałem już za sobą pobyt za granicą [Jendriszek grał w Niemczech - przyp. red.]. Wiem więc, jak trudno jest na początku w nowym kraju. Dlatego staram się im pomagać.

Spotykamy się też po treningach, parę razy jechaliśmy razem na Słowację. Jest między nami różnica wieku, ale w piłkarskiej szatni wszyscy czujemy się tak samo młodzi.

Do ekstraklasy trafia ostatnio wielu Słowaków, w Bruk-Becie Termalice Nieciecza jest ich aż siedmiu. Dlaczego polska liga stała się dla pana rodaków tak atrakcyjna?

- Język polski nie jest dla nas trudny, są tu lepsze warunki do pracy. Stadiony prawie jak w Bundeslidze, sama liga też jest lepsza. Polskie zespoły regularnie kwalifikują się do fazy grupowej Ligi Europy, teraz Legia zagra w Lidze Mistrzów. Widać różnicę między naszymi ligami. Mamy dobrych piłkarzy za granicą, ale w słowackiej ekstraklasie stawia się na młodych. Fajnie, że mogą zdobywać doświadczenie, ale kiedy nie ma starszych zawodników, czasami pojawiają się problemy.

Ekstraklasa to dla Słowaków dobre miejsce na pierwszy wyjazd za granicę?

- Pewnie. Polscy piłkarze są coraz bardziej cenieni, w Europie wszyscy ich znają. Krychowiak gra w PSG, Lewandowski w Bayernie... Na mecze przyjeżdża wielu skautów, np. z Niemiec. Ekstraklasa to dobre miejsce, by się wybić. Pokazał to Ondrej Duda, który trafił do Bundesligi. Nie wszystkim uda się od razu wyjechać do Niemiec, ale można się tu pokazać. Oby naszym młodym z Cracovii udało się tak, jak Bartoszowi Kapustce.

Wśród tych młodych jest też niedawno sprowadzony Krzysztof Piątek. To napastnik, więc konkurencja w ataku wzrośnie.

- Jasne, ale chodzi przecież o to, by drużyna osiągała jak najlepsze wyniki. Byłem zresztą w klubie, w którym moimi kolegami byli Raul i Klaas-Jan Huntelaar, więc nie muszę się jakoś martwić konkurencją. Oczywiście będę walczył o pozycję, koledzy pewnie tak samo. A zdecyduje trener. Zdrowa konkurencja mi nie przeszkadza.

Piątek jeszcze z wami nie trenuje, ale zna go pan z ligi. Jak go pan ocenia?

- To młody piłkarz, strzelał już bramki w ekstraklasie. Bardzo dobrze gra głową. Dużo biega, walczy, Cracovii na pewno się przyda. Dla niego transfer do Krakowa to może być dobry krok, bo w Lubinie nie grał tak dużo, jak chciał. Oby u nas strzelił nawet 15 bramek.

Trener Jacek Zieliński przyznaje, że zastanawia się nad grą dwoma napastnikami. Panu odpowiada taki system?

- Właśnie w takim ustawieniu zostałem na Słowacji królem strzelców i strzeliłem 30 bramek w Kaiserslautern, kiedy wywalczyliśmy awans do pierwszej Bundesligi. To mój wymarzony system, tylko prawie żaden zespół nie gra już w ten sposób. Dlatego kręcę się po skrzydłach, ale ucieszyłbym się z gry dwójką napastników.

Jest pan zadowolony z pierwszych kolejek sezonu? Na razie strzelił pan tylko jednego gola.

- Start na pewno mógł być lepszy, ale się nie martwię. W poprzednim sezonie pierwszą bramkę zdobyłem dopiero w dziewiątej kolejce. Nie chcę nakładać na siebie presji ani się załamywać. Jestem zadowolony z tego, ile czasu spędzam na boisku i mam nadzieję, że statystyki się poprawią. Zresztą jako napastnik grałem w tym sezonie na razie może 40 minut.

Całej drużynie nie jest tak łatwo, jak w poprzednim sezonie, gdy byliśmy niespodzianką. Teraz wszyscy podchodzą do nas inaczej, motywują się na nas jak na Legię. Aż czasami mnie to dziwi. W grze rywali widać agresję, koncentrację, nie odpuszczają nam nawet na 20 centymetrów. Ale się z tego cieszę. Pokazaliśmy, że umiemy grać w piłkę i dlatego tak nas traktują.

Ostatni mecz u siebie z Ruchem graliście bez publiczności. Z Lechią i kibicami na trybunach będzie łatwiej?

- Pierwszy raz w życiu grałem mecz ligowy bez kibiców. Myślałem, że będzie to wyglądało jeszcze gorzej. A nie był to tak zły mecz. Gdyby jednak nasi kibice byli na stadionie, pewnie złamalibyśmy Ruch wcześniej. Pomogliby nam dopingiem. Szkoda, ale to już za nami. Cieszymy się, że z Lechią kibice będą nas wspierać.

Lechia to dobry moment na pierwsze zwycięstwo od derbów? W ostatnich trzech meczach czegoś wam brakowało.

- W Szczecinie do wygranej zabrakło minuty. Szkoda, bo zagraliśmy bardzo dobry mecz na wyjeździe. Strata bramki w samej końcówce boli. Ale sezon jest jeszcze długi, do lidera tracimy cztery punkty. Z Lechią chcemy zdobyć trzy. Nie można sobie pozwolić na kolejne porażki czy remisy. Ostatnio wygrywaliśmy z Lechią, mam nadzieję, że podtrzymamy tę serię.

Więcej o: