Sport.pl

Wayne Rooney dla Piotra Malarczyka nie taki straszny [WYWIAD]

- Jestem w Anglii ledwie miesiąc i od razu na słynnym stadionie Old Trafford mogę grać przeciwko Manchesterowi United... Ale nie pomyślałem sobie wtedy: "co ja tutaj robię?" - o przygodzie z ligą angielską opowiada Piotr Malarczyk, nowy piłkarz Cracovii.
Jarosław K. Kowal: Grał pan ostatnio w Ipswich. Wraca pan do Polski, bo...

Piotr Malarczyk: W Anglii nie miałem możliwości, by dalej się rozwijać. Siedzenie na ławce rezerwowych albo na trybunach nie jest moją ambicją.

Rozmawiałem z trenerem Markiem Motyką, który wprowadzał pana do ekstraklasy. Powiedział: "wydawało się, że liga angielska dla Malarczyka jest idealna". Dlaczego się nie udało?

- Choćbym chciał, to nie jestem w stanie wskazać konkretnej przyczyny. Robiłem wszystko, by przekonać trenera, że zasługuję na grę, ale rotacja była bardzo mała. Biorąc pod uwagę to, ile minut spędziłem na boisku, to mam za sobą nieudany rok. Ale mimo to nie uważam, że decyzja o wyjeździe była błędem, że to była jakaś tragedia. Nie było tak, że codziennie sobie mówiłem: "muszę jak najszybciej wracać".

Anglia to był piłkarsko inny świat niż Polska?

- Jeśli chodzi o organizację, to wszystko zależy od tego, na jaki klub się trafi. Na boisku główną różnicą jest tempo gry. Stawia się na szybkość czasem nawet kosztem taktyki. Co sezon do rozegrania mają tam 46 ligowych meczów, więc dobre przygotowanie fizyczne jest w cenie. Czy coś jeszcze mnie zaskoczyło? Nic wielkiego. Stereotyp jest taki, że w Anglii ciągle leje, a ja miałem to szczęście, że byłem na wybrzeżu, gdzie klimat jest łagodny.

Występ na Old Trafford przeciwko Manchesterowi United to dla pana marne pocieszenie czy nagroda?

- W pewnym sensie nagroda, ale bardziej zastrzyk energii. Zagrać przeciwko Manchesterowi to przyjemne przeżycie. Dlatego nie traktuję tego jak marne pocieszenie, bo, powtarzam, nie żałuję, że tam byłem. I staram się z niego jak najwięcej wynieść. Co innego przeczytać wywiad z piłkarzem, którzy grał za granicą, a co innego doświadczyć tego na własnej skórze.

Wayne Rooney nie taki straszny?

- Przy bramce, którą nam strzelił, mogłem zrobić więcej. Zastanawiałem się nawet, czy zachowałem się nie najlepiej, bo to był Rooney, czy to on zrobił wszystko tak dobrze. Różne myśli przychodzą do głowy przed takim meczem. Wyjeżdżam do Anglii, jestem tam ledwie miesiąc i od razu na Old Trafford mogę grać przeciwko Rooney'owi, Fellainiemu. Mimo to nie czułem, że dzieli nas przepaść. Nie pomyślałem sobie, że...

"Co ja tu robię"?

- Dokładnie. Tego nie było.

Wymienił się pan koszulkami z którymś z nich?

- Z jednej strony nie przywiązuję wagi do takich rzeczy, ale z drugiej fajnie byłoby mieć taką pamiątkę. Ale wtedy o tym nie myślałem. Byłem rozczarowany, przegraliśmy 0:3. A nikt nie lubi przegrywać, nawet z Manchesterem.

Dlaczego Cracovia?

- To nie był jedyny zainteresowany klub. Ale po prostu uznałem, że to dla mnie dobre rozwiązanie.

Łatwiej mnie to będzie napisać, niż panu powiedzieć, ale Cracovia w obronie popełnia ostatnio dużo błędów i zmiany pewnie będą potrzebne.

- Na pewno nie myślałem tymi kategoriami. Zresztą każdy zespół popełnia błędy. Jestem ambitny, chcę się rozwijać i rywalizacja nie jest mi obca. Gdybym się jej bał, to nie poszedłbym do Anglii, tylko dalej grał w Koronie. Byłem tam kapitanem i mogłem zostać. Walka o miejsce w składzie to część tej gry.

Kolejny wyjazd za granicę w pana przypadku wchodzi w grę?

- Nie wybiegam tak daleko, nie będę składał deklaracji. Piłka jest na tyle dynamiczna, że trudno cokolwiek przewidywać. Dobry przykład dał Jamie Vardy [piłkarz Leicester City - przyp. red.], który w kilka lat z amatorskiej ligi doszedł do mistrzostwa Anglii.

Więcej o: