Sport.pl

Lech Poznań - Cracovia 2:1. Kolejorz wreszcie wygrał i odbił się od dna!

Lech Poznań najpierw nasłuchał się na swój temat, a potem strzelił dwa gole i odniósł pierwsze zwycięstwo w sezonie - 2:1 nad Cracovią


Lech Poznań po raz trzeci w tym sezonie wystąpił na swoim stadionie. Dotychczas nie zdobył tu ani bramki, ani nawet punktu. W sumie przegrał trzy z czterech meczów ligowych i gdyby nie wtorkowe 3:0 z Podbeskidziem Bielsko-Biała i awans do 1/8 finału Pucharu Polski, już od początku nie byłoby za wesoło na trybunach.

Lechitom pomógł też nieco fakt, że w całej lidze obchodzono w ten weekend Święto Wojska Polskiego: odśpiewano hymn państwowy, piłkę jako pierwszy kopnął 95-letni generał Jan Podhorski i kibicom udzielił się patriotyczny nastrój.

Początkowo też piłkarze Lecha nie grali tak najgorzej. Zawieszenie za czerwoną kartkę Abdula Tetteha rozdzieliło nierozłączny dotąd duet defensywnych pomocników Kolejorza. Łukasz Trałka został w tej roli sam, a miał za to wokół siebie więcej kreatywnych graczy z Darko Jevticiem na czele. Szwajcar był jednym z tych zawodników, którzy po dobrym występie w Bielsku-Białej pozostali w pierwszej jedenastce.

Jeśli gra poznaniaków się poprawiła, to na krótko. Darko Jevtić strzelił celnie z dystansu, ale z rzutu wolnego. Więcej braw dostał Tamas Kadar, który pięknie uderzył z daleka, ale tuż nad poprzeczką. Po chwili Szymon Pawłowski dośrodkował w pole karne, a tam bliski uderzenia piłki głową był Tomasz Kędziora.

Powodów do euforii nie było, ale od biedy taki początek można było wziąć za dobry omen. Pozytywne wrażenie prysło zanim nastała dwudziesta minuta meczu. Wrócił chaos, niechlujstwo, rażąco niecelne podania i nieudolne próby zawiązania jakiejś akcji. Gdy któryś z lechitów miał piłkę na połowie Cracovii, można było być niemal pewnym, że poda do nikogo, albo kopnie w przeciwnika.

Dla widowni ten pokaz piłkarskiej nieudolności to było już za wiele. Nie minęły dwa kwadranse, a zaczęły się okrzyki pod adresem samych zawodników, jak i władz klubu. "A w Poznaniu wciąż bez zmiany, cały zarząd do wymiany" czy "Hej Rutkowski, nie rób ściemy, dawaj bejmy na transfery" - to przykłady tych bez wulgaryzmów.

Ten festiwal uzasadnionych pretensji trwał do końca pierwszej połowy. Na boisku nie działo się wtedy nic ciekawego.

Po zmianie stron, gdy pod "Kotłem" stał już w bramce Grzegorz Sandomierski z Cracovii, wrócił głośny, rytmiczny doping. Po kilkunastu minutach odżył też Lech Poznań, a symbolem dobrej zmiany był Nicki Bille. Duńczyk popisał się ładną akcją, w której najpierw dryblował w polu karnym, a potem oddał minimalnie niecelny strzał.

Parę chwil później Darko Jevtić podał do Nickiego Bille tak, że ten pędził w stronę bramki z obrońcą u boku. Gdy strzelił, trafił w rywala. Finisz marny, ale coś się w grze Kolejorza ruszyło. Pomogło to, że lechici zaatakowali odważniej Cracovię i jeszcze zanim przekroczyła połowę, zabierali piłkę.

Gdy akcje nie dawały efektu, pomógł stały fragment gry. Tomasz Kędziora trącił piłkę głową w polu karnym, a Jan Bednarek z bliska strzelił pierwszego w tym sezonie gola dla Lecha przy Bułgarskiej. Dla 20-latka było to debiutanckie trafienie w ekstraklasie.

Prowadzenie poznaniaków wiele zmieniło w sytuacji na boisku. Skończyło się kunktatorskie "pilnowanie" wyniku i angażowanie się głównie w to, by przeszkadzać przeciwnikom. Cracovia nadal grała z kontrataku, ale musiała do niego zaangażować więcej sił, by myśleć o sukcesie. To z kolei sprawiło, że posypały się też akcje dla Lecha. Było ich zdecydowanie więcej niż w dotychczasowych występach i były groźniejsze od szans dla przyjezdnych.

Wręcz popisową kontrę piłkarze Jana Urbana rozegrali w 78. minucie. Szymon Pawłowski wypuścił Marcina Robaka i ten znalazł się sam na sam z bramkarzem Cracovii. Czasu miał nieprzyzwoicie dużo, zdążył więc porządnie przymierzyć i huknąć w prawy róg bramki. Było 2:0 i wyglądało na to, że jest już po sprawie. Że Lech cofnie się i nie pozwoli już zrobić sobie krzywdy.

Stało się jednak inaczej, bo już w 81. minucie Mateusz Szczepaniak wstrzelił piłkę w pole karne, a tam Miroslav Covilo sam był chyba zdziwiony, że nie jest na spalonym. Natychmiast uderzył z półwoleja i zrobiło się już tylko 2:1.

Do końca Lech nie dał się już zaskoczyć. Wygrał więc pierwszy raz w sezonie i w nagrodę opuścił ostatnie miejsce w tabeli, na którym spędził ostatnie dwa tygodnie. Jest nadzieja, że odbił się od dna na dłużej.

Lech Poznań - Cracovia 2:1 (0:0)

Bramki:
1:0 Bednarek (64. minuta), 2:0 Robak (78.), 2:1 Covilo (81.)

Lech: Putnocky - Kędziora, Bednarek Ż, Arajuuri, Kadar (80. Gumny) - Makuszewski (84. Jóźwiak), Trałka, Majewski, Jevtić, Pawłowski - Bille (67. Robak).

Cracovia: Sandomierski - Wójcicki, Wołąkiewicz, Polczak, Deleu (90. Steblecki) - Jendrisek, Covilo, Budziński, Cetnarski (76. Dimun), Vestenicky (80. Wdowiak) - Szczepaniak.

Sędziował Tomasz Kwiatkowski z Warszawy

Widzów 10 724

Wielkopolska na igrzyskach - historyczne medale i nadzieje w Rio

Więcej o: