Sport.pl

Cracovia. Paweł Jaroszyński - obrońca pod opieką narzeczonej

Był pewniakiem do gry w pierwszym składzie, ale mecze Cracovii ogląda z gipsem na nodze. - To męczące - przyznaje Paweł Jaroszyński, który po powrocie będzie musiał zmierzyć się z nowym konkurentem.
To zdarzyło się w sparingu z Ruchem Chorzów, tuż przed startem sezonu. Jaroszyński biegł, źle stanął i nogą kopnął w drugą nogę. Masażyści musieli pomóc mu zejść z boiska, trzeba było szybko jechać do szpitala. Diagnoza? Złamana kość strzałkowa. - Doszło do tego w najmniej spodziewanym momencie - rozkłada ręce Jaroszyński.

Pech. W ubiegłym sezonie 22-letni reprezentant młodzieżowej reprezentacji Polski zapracował na pewne miejsce w składzie Cracovii i przed sezonem był w zasadzie jedynym kandydatem do gry na lewej stronie obrony.

Na razie rehabilituje się m.in. ultradźwiękami, ma zabiegi laserowe. O poważnych ćwiczeniach nie ma mowy - ciągle chodzi o kulach, a noga jest w gipsie. - Przy wysokich temperaturach to tym bardziej męczące. Jest uciążliwe, aż odechciewa się chodzić. Dlatego ostatnio głównie leżałem i wstawałem tylko, by pójść do łazienki - przyznaje.

Był na pierwszym meczu Cracovii z Piastem Gliwice (5:1) przy ul. Kałuży. Drugi - z Bruk-Betem Termalicą Nieciecza (2:3) - obejrzał w telewizji. Zapewnia, że na porażkę drużyny patrzył ze spokojem. Kiedy obrońcy popełniali koszmarne błędy, mięsem nie rzucał. Czy pomyślał wtedy, że drużynie brakuje Jaroszyńskiego?

- Przyszło to do głowy. Zdaję sobie sprawę, że wiele osób tak myśli. Proszę mi wierzyć, że gdy kładę się codziennie spać, myślę: "kurde, czemu nie mogę pomóc?". Trudno się oglądało tamten mecz, tym bardziej że nie był najwyższych lotów. A wcześniej na trybunach nie mogłem sobie darować, że nie ma mnie na boisku. Ale takie życie piłkarza. Jest wiele gorszych przypadków niż mój - podkreśla.

Chwilowo ma przerwę w rehabilitacji, bo cały sztab medyczny Cracovii wyjechał z piłkarzami na zgrupowanie do Sieniawy. A on uciekł z Krakowa przed problemami komunikacyjnymi związanymi ze Światowymi Dniami Młodzieży. Jest w rodzinnej Łęcznej pod opieką... narzeczonej. - Jest dla mnie podporą. Powiem brzydko, że usługuje mi jak tylko może. Podaje leki, szklankę wody... Przygotowanie śniadania czy obiadu też na nią spadło. Wiem, że to uciążliwe, bo narzeczona pracuje, nie może siedzieć w domu bez przerwy - opowiada Jaroszyński.

Kiedy znów zagra? Odpowiada, że "przydałoby się wrócić jak najszybciej". Czyli pod koniec sierpnia chciałby wznowić treningi, a od września wykonywać już wszystkie ćwiczenia na pełnych obrotach. Ale to nie koniec, bo potem będzie potrzebował jeszcze trochę czasu, by dojść do formy.

I przede wszystkim zastanie go nowa rzeczywistość. Już nie będzie pewniakiem, bo w trybie awaryjnym Cracovia znalazła zastępcę - dzisiaj kontrakt podpisał Diego Ferraresso. Pochodzi z Brazylii, ale ma też bułgarski paszport. - W zespole są Brazylijczyk Deleu i Bułgar Anton Karaczanakow, z oboma mam kontakt, więc aklimatyzacja na pewno będzie łatwiejsza - powiedział po złożeniu podpisu pod roczną umową (z opcją przedłużenia o dwa lata).

Jaroszyński: - Jak to się mówi, chcę wrócić mocniejszy. Nie próżnuję i nie mogę się doczekać.

Więcej o: