Sport.pl

Lijewski: Napiszcie dużymi literami: Sławek Szmal jest bohaterem finału [OPINIE]

- To był prawdziwy cud, ale cudowi trzeba pomóc. Ten mecz zapisze się w historii mojej całej kariery, klubu oraz całej dyscypliny - mówił szczęśliwy Krzysztof Lijewski, rozgrywający Vive Tauron Kielce po wygranym finale Ligi Mistrzów z MVM Veszprem.
- Jesteśmy pierwszym zespołem w naszym kraju, który wygrał Ligę Mistrzów. To był cud, ale cudowi trzeba pomóc. Chyba nikt na trybunach nie wierzył, że ten mecz można odwrócić.

Cały czas pchaliśmy jednak piłkę do przodu. Veszprem za szybko uwierzył, że jest już po meczu. Ich trener wprowadził dziwne zmiany. Rezerwowi nie wytrzymali takiego tempa i wysokiego poziomu, jak wcześniej. Rzuciliśmy kilka łatwych bramek i zaczęliśmy odrabiać straty - opowiada Krzysztof Lijewski.

Podkreśla również, że bohaterem finału został Sławomir Szmal, bramkarz kieleckiego zespołu. - Sławek jest ojcem tego sukcesu. Napiszcie wielkimi literami, że Sławek jest bohaterami finału - dodał "Lijek".

On również był jednym z bohaterów, bo zdobył bramkę, która dała Vive Tauron Kielce dogrywkę. - Zapamiętam tą bramkę do końca życia, ale nawet nie wiem, jak piłka wpadła do siatki. Zostałem uderzony przez rywala i tylko zobaczyłem rękę sędziego w górze. Kamień wtedy spadł mi z serca - dodał Lijewski.

Kielczanie dokonali rzeczy niezwykłej, bo przegrywali w 46. minucie 19:28. Wtedy jednak zdobyli dziewięć bramek z rzędu.

- Jesteśmy bardzo, bardzo szczęśliwi. Może ciężko w to uwierzyć, ale naprawdę do końca wierzyłem, że możemy odrobić straty. Powtarzałem chłopakom, że gramy do końca. To pokazało, że w sporcie trzeba grać do końca i wierzyć w swoje marzenia oraz umiejętności. Nigdy w życiu nie grałem w takim meczu. To jest coś niesamowitego, bo przecież Veszprem przez 45 minut był zespołem lepszym w każdym elemencie gry. Potem to my złapaliśmy wiatr w żagle i wygraliśmy - przyznał Mateusz Jachlewski.



Więcej o: