Sport.pl

Paryż ma wielkie gwiazdy, Kielce mają wielką drużynę [KOMENTARZ Z KOLONII]

Piłkarze ręczni Vive Tauron Kielce w sobotnie popołudnie w Kolonii dokonali dwóch wielkich rzeczy. Po pierwsze pokonali najbogatszy, galaktyczny wręcz zespół Paris Saint-Germain, a po drugie wspięli się tam, gdzie jeszcze nie byli. Na światowy szczyt.
Na trybunach Lanxess Areny, największej hali sportowej w Europie, dziennikarze mają miejsce blisko boiska. Tym razem mnie przypadł trzeci rząd, miejsce nr 13. Podczas prezentacji drużyn dokładnie naprzeciwko mnie stanęli gracze PSG. Jeden słynniejszy od drugiego, wyliczanie indywidualnych sukcesów większości z nich zajęłoby mnóstwo czasu. Wystarczy napisać, że kilku z nich było wybieranych w ostatnich latach na najlepszych piłkarzy ręcznych świata.

I jak tu z nimi wygrać? Przecież jeśli zagrają na 100 procent swoich możliwości, to ich pokonanie wydaje się niemożliwe. Mimo że Vive Tauron Kielce to także zespół z wieloma gwiazdami światowego formatu. I właśnie to okazało się kluczem do gigantycznego sukcesu.

Zespół.

Kielczanie wygrali, bo tworzyli zespół. Prawdziwy team, w którym każdy za każdego poszedłby w ogień. W bramce niesamowity Sławomir Szmal, drużyna pod wodzą niesamowitego kapitana Michała Jureckiego i jeszcze z poprzednim kapitanem Grzegorzem Tkaczykiem, który ostatnio coraz częściej ma łzy oczach. Kończy bowiem wspaniałą karierę.

Gdy tylko komuś nie szło, ciężar gry brali na siebie inni. Gdy gorzej było z rzutami z dystansu, bramki zdobywał Uros Zorman. Gdy trzeba było nadrabiać straty, strzeleckie popisy urządzali sobie Jurecki i Krzysztof Lijewski. Gdy w trudnych momentach piłki dostawali skrzydłowi Manuel Strlek, Ivan Cupić i Mateusz Jachlewski wiedzieli, co z nimi robić. A Tobias Reichmann znów udowodnił, że ma stalowe nerwy. Często niedoceniany Mateusz Kus wraz Piotrem Chrapkowskim harowali w obronie co nie miara. Słowem: drużyna. I to wielka.

Właśnie to było kluczem do sukcesu. Team z charakterem, który stworzył trener Tałant Dujszebajew ze swoim sztabem, potrafiący w trudnych momentach wziąć się garść. A takich w sobotnim półfinale nie brakowało. Choćby ten niespełna kwadrans przed końcem, gdy kielczanie przegrywali 19:21, a rywale byli na fali.

Ale rywale nie mieli drużyny. Mieli gwiazdy, które nie stworzyły tak charyzmatycznego teamu, jak kielczanie. I za to zespołowi, władzom klubu z Bertusem Servaasem na czele, oraz działaczom i sponsorom należą się wielkie gratulacje.



Więcej o: