Sport.pl

To się stało naprawdę! Cracovia wygrała z Lechią w meczu o puchary

Jeszcze rok temu ktoś uznałby, że to za kiepski żart, ale to prawda: Cracovia zagra w europejskich pucharach! Awans dało jej efektowne zwycięstwo z Lechią Gdańsk 2:0.
W tę historię do niedawna byłoby w stanie uwierzyć tylko niewielu. Jeszcze kilkanaście miesięcy temu w krakowskim klubie martwili się, czy rozbita drużyna nie spadnie z ekstraklasy, a niedługo rozpoczną się przygotowania do reprezentowania Polski w Europie. I wszystko zmieniło się niemal w kilka chwil, bez dokonywania rewolucji. Czwarte miejsce w lidze i przepustkę do eliminacji Ligi Europy dali Cracovii w zdecydowanej większości ci sami piłkarze, którzy tkwili z zespołem tuż nad strefą spadkową.

Wtedy Bartosz Kapustka miał łatkę "młody utalentowany", ale nic więcej. Dziś jest reprezentantem Polski i z jego gry bije dojrzałość. Wtedy Mateusz Cetnarski był cieniem piłkarza. Dziś jest gwiazdą ligi, którego przy ul. Kałuży mogą nosić na rękach. To on zdobył pierwszego gola - zagrał w pole karne z rzutu wolnego, żaden z kolegów do piłki nie doszedł, ale ona i tak wpadła do siatki. W końcówce Cetnarski jeszcze zmarnował rzut karny, ale to akurat niczego już nie zmienia. W 90. minucie trener zdjął go chyba tylko po to, by kibice mogli wstać z miejsc.

Mimo że dla Cracovii to był najważniejszy mecz od lat, to bilet było można kupić jeszcze tuż przed pierwszym gwizdkiem. Było kilka pustych krzesełek, ale od razu dało się zauważyć, że to nie jest dzień jak co dzień. W sumie historycznym mecz z trybun oglądało 12359 osób. Nie wszyscy wszystko widzieli, bo jeszcze w pierwszej połowie jeden z sektorów zakryła wielka flaga z wizerunkami Józefa Piłsudskiego, Jana Pawła II, Józefa Kałuży oraz obecnego i byłego prezesa: Janusza Filipiaka z Pawłem Misiorem.

Piłkarze dostaną duże pieniądze za to, że spełnili marzenia prezesa. Właściciel Cracovii powtarzał, że bardzo zależy mu na awansie już kilka tygodni temu, kiedy jeszcze ani trener, ani piłkarze na temat europejskich pucharów nie chcieli głośno mówić. Niedługo od Filipiaka dostaną ok. 1 mln zł do podziału. Do portfela będzie trzeba też sięgnąć, by zapłacić grzywnę, bo na trybunach zapłonęło kilkadziesiąt rac.

Krakowianom do zrealizowania celu wystarczyłby remis, ale od początku wysyłali sygnały, że grać na alibi nie zamierzają. Lechia, której szansa na puchary przeszła koło nosa, postawiła na ryzyko i od początku zostawiała gospodarzom dużo miejsca. Dlatego goli mogło być więcej: świetną kontrę zmarnowali Cetnarski z Erikiem Jendriszkiem, efektowny strzał zza pola karnego oddał Bartosz Kapustka. Rywali straszył też Tomasz Vestenicky, który tym razem zagrał jako wysunięty napastnik. Kilkoma zagraniami pokazał, że być może warto postarać się o wykupienie go z Romy.

Do siatki najpierw trafił ostatecznie... Rafał Janicki. W jaki sposób? Jakub Wójcicki dośrodkował w pole karne, a obrońca Lechii wpakował piłkę do własnej bramki.

W oczy nie rzucał się brak Miroslava Covili i Damiana Dąbrowskiego (zarówno bez jednego jak i drugiego Cracovia zagrała po raz pierwszy w tym sezonie). Polak co prawda usiadł na ławce rezerwowych, ale to najprawdopodobniej był tylko ukłon w jego stronę, bo ciągle rehabilituje się po operacji barku. Ostatnio co prawda wrócił do treningów, ale nie wykonywał wszystkich ćwiczeń.

Mimo kilku problemów i braku poważnych wzmocnień w Krakowie ostatecznie rozpoczynają świętowanie, choć do tego, by spełnił się scenariusz idealny, zabrakło tylko jednego. Nie udało się zdobyć pierwszego od 1952 roku medalu mistrzostw Polski. Na trzecim miejscu zostało Zagłębie Lubin, które wygrało z Piastem w Gliwicach.

Cracovia - Lechia Gdańsk 2:0 (1:0)

Bramki: Cetnarski (9.), Janicki (65., sam.)

Cracovia: Sandomierski - Deleu, Bejan Ż, Wołąkiewicz Ż, Jaroszyński - Budziński Ż, Kapustka Ż - Wójcicki (70. Dialiba), Cetnarski (90. Zjawiński), Jendriszek - Vestenicky (76. Wdowiak)

Lechia: Milinković-Savić - Wojtkowiak Ż, Maloca, Wawrzyniak (46. Janicki) - Peszko Ż (72. Kobylański), Kovacević, Chrapek, Mila (60. Stolarski Ż), Krasić - Paixao, Kuświk

Więcej o: