Sport.pl

Zagłębie Sosnowiec bez Artura Derbina. Anatomia upadku

Artur Derbin po raz pierwszy tak mocno odczuwa na własnej skórze, jak to jest przejechać się piłkarską kolejką górską. Najpierw wyniósł swój zespół na szczyt, a potem pomknął w dół na łeb na szyję...
Ćwierkamy dla was o sporcie na Śląsku >>

Porażka w Bytowie przesądziła o tym, że posadę pierwszego trenera stracił w Sosnowcu Artur Derbin. Szkoleniowiec, który zdawał się być dla Zagłębia rozwiązaniem wymarzonym.

Gdy latem minionego roku Derbin przejmował zespół najczęściej powtarzano, że "za wcześnie". Że brakuje mu doświadczenia, że się zwyczajnie wyłoży. Derbin nawet się nie potknął i dał kibicom najlepsze pół roku w wykonaniu Zagłębia w XXI wieku. Sosnowiczanie zupełnie nieoczekiwanie zaczęli liczyć się w walce o awans. W Pucharze Polski eliminowali kolejne zespoły z Ekstraklasy, żeby awansować aż do półfinału.

Tego wszystkiego dokonywał beniaminek na zapyziałym stadionie i wiszącymi nad głową kilkoma milionami długów wobec ZUS-u i Urzędu Skarbowego.

Derbin - chłopak z Sosnowca, wyprowadzał zespół na boisko przy dźwiękach hitu "Brunetki, blondynki" innego "chłopaka z Sosnowca", czyli Jana Kiepury, a kibice wierzyli, że to będzie trwać i trwać.

Wiary w cuda dodawały chociażby takie mecze, jak z GKS-em Katowice, gdy zespół w samej końcówce poderwał się z kolan i ograł rywala, który dopisywał już do swojego konta trzy punkty.

Derbin był kochany przez kibiców. Był przecież jednym z nich. Opowiadał o tym, jak to w latach 90-tych sam płakał na Bukowej, gdy Zagłębie z GKS-em przegrywało.

Derbin miał ten błysk w oku i pewność siebie, której tak bardzo w tym zawodzie potrzeba. Chciał się uczyć. Słuchał i wyciągał wnioski. Dlaczego więc to wszystko popsuł?

Skleiły mu się kartki w notesie? Nie wiedział jak? Nie ma co jednak dyskutować. Źle przygotował zespół do rundy rewanżowej. To nie jest granie, tylko udręka. Zawodnicy rzeczywiście prezentują się tak - a wierzy w to wielu kibiców! - jakby co tydzień obstawiali u buka swoją przegraną.

Do tego transfery. Nie trafione. Dimityr Wezałow, jak się mylił, to niemal zawsze kończyło się to golem. Carles Martinez bezproduktywny. Robert Bartczak i Michał Bajdur - tylko przebłyski. Naprawdę warto było ich sprowadzać w miejsce Przemysława Mizgały i Tomasza Szatana?

Sytuację mają ratować Karol Michalski (współpracownik Jana Kociana w Ruchu Chorzów) i Bartłomiej Grzelak - specjalista od przygotowania motorycznego. Stery pierwszego trenera przejmuje tymczasowo Tomasz Łuczywek - dotąd asystent Derbina. Klub już jednak zapowiedział, że za kilka dni przedstawi nowego szkoleniowca i wygląda na to, że będzie nim związany przez lata z Legią Jacek Magiera.

A Derbin? Derbin pewnie z czasem wróci i dokończy słowa piosenki "Jezu, jak się cieszę..." Klausa Mitffocha, które nucił na konferencji prasowej po wygranej z Chrobrym Głogów.

Czekamy szczególnie na frazy... "Znowu mogę myśleć, trochę jakby ściślej. I wymyślać śmiało nowy plan..."

Więcej o: