Sport.pl

Finał Pucharu Polski: Lech Poznań - Legia Warszawa. Czas na koniec koszmarów

Finał Pucharu Polski, w którym Lech Poznań zagra dziś z Legią Warszawa, może stać się alternatywą dla koszmarów obecnego sezonu. Gorzej, jeśli jego koszmary potwierdzi...
Dla młodszych kibiców Lecha Poznań zadziwiający może być fakt, że gdy kiedyś Kolejorz trafiał do finału Pucharu Polski, nie grał w nim z Legią Warszawa. Tak jednak bywało - w 1982 roku Lech wygrał Puchar Polski kosztem Pogoni Szczecin, w 1984 roku - Wisły Kraków, w 2009 roku - Ruchu Chorzów.

Ostatnie lata to jednak głównie pojedynki z legionistami - w 1988 roku wygrany, w 2004 roku wygrany. I kiedy już wydawało się, że gdzie jak gdzie, ale w Pucharze Polski poznaniacy z Legią sobie radzą, przyszły finały w 2011 i 2015 roku. Oba przegrane.

Teraz Lech przystępuje do meczu finałowego po raz drugi z rzędu, co nigdy wcześniej mu się nie zdarzyło. I po raz trzeci z kolei rywalem jest Legia.

Ta sama Legia, która może w tym roku odebrać Lechowi koronę mistrzowską, bo prowadzi w tabeli.

Ta sama Legia, z którą Lech gra już po raz trzeci tej wiosny i po raz siódmy od zeszłorocznego finału Pucharu Polski. Siedem spotkań w rok! Czy to się może znudzić?

- Zdobycie trofeum po pokonaniu Legii dla mnie nie ma większej wartości niż po pokonaniu kogoś innego. Dla kibiców tak. To zupełnie normalne - mówi trener Jan Urban.

Trener Legii Stanisław Czerczesow, słynny pogromca dziennikarskich pytań, dodaje, że taki skład finału dodaje mu rangi. - Gra wciąż aktualny mistrz Polski, jakim jest Lech, oraz wciąż aktualny zdobywca Pucharu Polski, jakim jest Legia - podkreśla. - Co do tego dodać?

Creme de la creme - można by nazwać ten pojedynek, gdyby nie fakt, że kibice Lecha i Legii widzą go w zupełnie innym kontekście. Dla Legii to okazja na zdobycie nawet dubletu, podkreślenie bardzo dobrego dla niej sezonu, w którym znalazła się na pierwszym miejscu w tabeli.

Dla Lecha to marne pocieszenie po nieudanym sezonie, w którym - jak podkreśla trener Czerczesow - mistrz Polski najpierw w tabeli był ostatni (sic!), następnie pod wodzą trenera Jana Urbana zaczął odrabiać straty, by dać swym kibicom nadzieję na napisanie zupełnie niesłychanej historii, aż wreszcie zawiódł w rundzie finałowej.

Finał Pucharu Polski wypada akurat w jej środku i zastaje Lecha w sytuacji, w której nie wygrał w tej rundzie choćby jednego meczu. - Jeżeli wygramy pozostałe mecze rundy finałowej, awansujemy do pucharów z racji pozycji ligowej. Jestem o tym przekonany - powiada trener Jan Urban.

Nie jest w stanie jednak przekonać kibiców, dla których ten sezon to jakiś koszmar. Nie tylko ze względu na wyniki i 15 porażek, które już poniósł mistrz Polski! To doprawdy niesłychane, bo tyle mają spadkowicze.

Większym koszmarem jest poczucie kibiców, że Lech idzie w złą stronę. Zarzucają one władzom brak wizji, kunktatorstwo, sknerstwo i zabijanie duszy tego klubu, która ściągała na trybuny tłumy przez dziesiątki lat. Dzisiaj już nie ściąga.

Nawet jeżeli Lech zdoła wspiąć się na wyżyny, trudno mu będzie poprawić wizerunek zespołu, który zawiódł w lidze.

A Puchar Polski?

Pytanie o to, czy wygranie poniedziałkowego finału jest w stanie poprawić nastroje zgorzkniałych kibiców? O wszystkich tych rozczarowaniach i wpadkach, o wielomiesięcznej mizerii trudno będzie nawet wtedy zapomnieć, jednakże to jednak starcie z Legią. Jej pokonanie ma w Wielkopolsce swój smak.

Pod warunkiem że tym razem Lech nie zawiedzie i że nie wrócą żadne koszmary tego sezonu. To możliwe, bo Puchar Polski to jednak inne rozdanie. Sytuacja Lecha w lidze jest kiepska, tutaj - bardzo dobra. Jest w finale i to rozgrywanym w tak spektakularnym miejscu.

Piłkarze Lecha po przyjeździe na Stadion Narodowy w Warszawie rozglądali się po nim z namaszczeniem. To jednak nie jest żadna ligowa arena, to nie jest zwyczajny obiekt. Tu odbyło się Euro 2012, tu gra kadra narodowa, tu odbywają się finały Pucharu Polski, rok temu grano też finał Ligi Europejskiej. Gdy Stadion Narodowy otwiera bramy dla piłkarzy, znaczy to, że dzieje się coś niezwykłego.

- Działa, działa - mówi Łukasz Trałka o klimacie tego miejsca. - Wielu z piłkarzy Lecha nigdy tu jeszcze nie grało.

Początek meczu o godz. 16. Lech Poznań w finale grał dotąd osiem razy. Pięciokrotnie sobie poradził.

Więcej o: