Sport.pl

Toruńska para łyżwiarska w 1,5 roku osiągnęła poziom światowy

Natalia Kaliszek i Maks Spodyriew to duet, którego postępy muszą robić wielkie wrażenie.
W ciągu zaledwie 1,5 roku zostaliście taneczną parą i choć wcześniej nigdy nie trenowaliście razem, właśnie zajęliście 16. miejsce na mistrzostwach świata. Realne staje się to, że Toruń będzie miał łyżwiarski duet na igrzyskach olimpijskich. Niespodzianka?

Natalia Kaliszek: Trochę tak, szybko się to wszystko toczy.

Jak doszło do tego, że utalentowana torunianka stworzyła duet ze znakomitym Ukraińcem, który na dodatek został już Polakiem i zamieszkał na Pomorzu?

NK: - Miałam na lodzie paru partnerów. Najpierw jeździłam razem z bratem, a gdy skończyliśmy - szukałam odpowiedniej osoby.

I trafił się Maks.

Maksim Spodyriew: Tak. Trochę mniej niż rok byłem bez partnerki. Jeździłem na Ukrainie. Z Rosjanką, ale zrezygnowała. Cóż, tak się zdarza. Z Natalią znaliśmy się z widzenia, taki kontakt podczas zawodów. I od słowa do słowa wyszło na to, że spróbujemy razem.

NK: To bardziej dzięki naszym trenerom. Załatwione było dość... "odgórnie". Maks przyjechał na próbę i mieliśmy tydzień próbny. Okazało się, że wszystko jest OK.

Łyżwiarstwo figurowe to nie tylko kwestia umiejętności, ale i chemii pomiędzy ludźmi.

NK: Spędzamy ze sobą większość czasu. Dogadać się, zawsze dopasować. To naprawdę ciężkie zadanie. Nam się udało. Oczywiście, że zdarzają się zgrzyty, ale tak jest wszędzie. W pracy, domu, w rodzinie. Zawsze to rozwiązujemy.

Łyżwiarstwo to dla was bardziej praca czy hobby?

MS: Praca i hobby. Przecież normalnie, w każdym tygodniu zajmujemy się tym sześć dni.

NK: A czasami nawet więcej niż sześć. Jest to w jakimś sensie praca, ale wykonywana z przyjemnością.

Można powiedzieć, że jesteście szczęśliwymi ludźmi. Pracujecie w czymś, co naprawdę lubicie.

NK: Nic dodać, nic ująć.

Zostaliście parą taneczną jesienią 2014 r.

NK: 01 września 2014 wyszliśmy oficjalnie na lód.

1,5 roku to mało, by od podstaw doprowadzić duet do stopnia mistrzowskiego. Przecież pary taneczne współpracują latami.

NK: Na tle innych par jeżdżących ze sobą od dzieciństwa to bardzo mało! Dlatego zdarza się nam czasami, że jesteśmy nieco niezgrani. Ale dopracowujemy to, czas pracuje na naszą korzyść.

To była rewolucja szczególnie dla Maksima.

MS: Tak, wiązała się przecież z przeprowadzką. Ja dwa lata temu nawet nie zakładałem, że w ogóle będę wyjeżdżał z Ukrainy. A że dostanę polskie obywatelstwo? Że będę walczył o igrzyska? Nigdy w życiu!

A skąd pasja do akurat tej dyscypliny sportu?

MS: Zacząłem, gdy miałem pięć lat. Nie pamiętam dokładnie, dlaczego mama zaprowadziła mnie akurat na łyżwiarstwo. Pamiętam tylko jedno. Jak wszedłem na lód, to od razu się przewróciłem. I gdy tak leżałem, to patrzyłem w sufit (śmiech). Ale później jakoś mi się to wszystko spodobało.

NK: Ja też niewiele pamiętam. Pierwszy raz na lodzie? Miałam pewnie z cztery lata. Mama zabrała nas na ślizgawkę. Tam zaproszono nas do szkółki. I od września zaczęłam treningi.

Ile czasu w roku poświęcacie teraz łyżwiarstwu?

NK: Łatwiej powiedzieć, ile mamy dni wolnych w roku. Miesiąc. Miesiąc wakacji - a pozostałą część roku spędzamy na treningach, zajęciach, wyjazdach.

Łyżwiarstwo to katorżnicza praca nad własnym ciałem. Całoroczny cykl treningowy, plany odżywiania.

MS: Brokuły, brokuły i kalafior (śmiech). U nas nie było tradycji takiego jedzenia, jak teraz w Polsce - wielu warzyw.

NK: Jak jeździłam do Rosji, to zwyczajowo było mięso, kasza...

... I może jeszcze smażony stek?

NK: Mniej więcej tak (śmiech). Pilnowanie wagi należy głównie do mnie. Partner, jeśli nie jest zbyt duży, nie musi się tym zajmować. Za to ja powinnam być lekka. Tak, by mógł mnie bez problemów unosić. Dobrze, by ważyć poniżej 50 kilogramów.

Tak jest w twoim przypadku?

- Różnie (śmiech). Muszę bardzo uważać.

Jak wygląda przeciętny dzień pary Kaliszek - Spodyriew w Toruniu?

NK: Na zawodach wszystko staje do góry nogami. Za to w Toruniu? Całe szczęście już nie mamy treningów o 6 rano. Tylko w soboty. Są o 6:30.

6:30? Większość twoich rówieśniczek w sobotnie poranki o tej porze przekłada się na drugi bok.

NK: Też byśmy czasami chcieli (śmiech). Od poniedziałku do środy zaczynamy zajęcia po 10. Tylko czwartki i piątki są wcześniejsze.

Ile godzin dziennie trzeba trenować, by zostać jedną z najlepszych par łyżwiarskich na świecie?

NK: To jest zmienne. Są dni, kiedy mamy zajęcia po cztery godzinny dziennie - bez przerwy. Są też takie, gdy mamy np. 1,5 rano i drugie tyle wieczorem. Jeśli są luki pomiędzy hokeistami wchodzimy w nie. Do tych treningów na lodzie dochodzą jeszcze treningi ogólnorozwojowe, balet, choreografia. Najczęściej wypełnia nam trening około 7 godzin dziennie. Do tego dochodzą dojazdy i właściwie łyżwiarstwo wypełnia nam prawie cały dzień.

Ludzie, którzy przygotowują się do igrzysk olimpijskich muszą w Toruniu wciskać się gdzieś w grafik innych grup?

NK: Tak. Aczkolwiek od pewnego czasu miasto Toruń bardzo nas wspiera.

Marek Kaliszek, ojciec Natalii i prezes klubu Axel Toruń: Teraz walczymy np. o to, by na Tor-Torze był lód do 15. maja. Potrzebne jest to z powodów czysto szkoleniowych.

NK: To najlepszy czas na przygotowania do kolejnego roku - mówię tu o programach. Jesteśmy w formie, mamy mnóstwo pomysłów, a to jedyny okres kiedy możemy się tym spokojnie zająć.

I macie zapał. Ktoś mógłby powiedzieć - koniec sezonu: czas odpocząć. Wy nie chcecie.

N: Oczywiście, że jesteśmy zmęczeni. Ale bardzo nam się chce!

Czy udałoby się wam walczyć o igrzyska i być wśród najlepszych par świata, gdyby nie Axel Toruń i jego znakomity rozwój?

NK: Na pewno nie. Tu w Toruniu po pierwsze pracuje nasza trenerka Sylwia Nowak-Trębacka. Nasze wyniki to Jej ciężka i wspaniała praca. Tu mamy dobre możliwości, wielu życzliwych wokół ludzi, dzięki którym możemy skupiać się na treningu. Tu też przecież cała nasza trójka aktualnie mieszka.

Okazuje się, że wcale nie trzeba wyjeżdżać z Polski, by osiągnąć sukces w tej dyscyplinie.

NK: Ja uważam, że żadne Stany Zjednoczone czy Kanada nie są wcale nam potrzebne. Sam wyjazd z nikogo nie zrobi dobrego sportowca. Oprócz warunków do dobrego wyniku potrzebny jest po prostu zapał, dobrzy trenerzy, chęć.

MK: To nie jest tak, że Natalia, Maks czy ktoś inny ma w Toruniu idealne warunki do treningów. Bo ich w Polsce nie ma. Ale bierze się to z przyziemnych problemów. Na zachodzie każdy trener ma swoją specjalizację, większy dostęp do lodowiska, a na bandzie lodowiska nie zamarza woda do picia w butelce. To prozaiczne, ale każdy obiekt trzeba ogrzewać - jeśli jest inaczej, niszczy się. U nas toruńskie lodowisko jest przykładem miejsca zimnego chowu łyżwiarzy. Niestety poza kilkoma imprezami nie jest ono ogrzewane i tym samym warunki do treningów dla łyżwiarzy są trudne a niekiedy ciężkie. Na samo lodowisko też brak jego ogrzewania dobrze nie wpływa, po prostu szybciej niszczeje.

Mimo, że przechodzi modernizacje?

MK: Zapomina się jednak, że nic to nie da jeśli lodowisko będzie niszczone prze wilgoć ze względu na brak ogrzewania. Gdy zimą jest -15 stopni, z małymi dziećmi czy też starszymi zawodnikami, trudno cokolwiek zrobić.

NK: My przed wyjazdem na mistrzostwa świata mieliśmy straszliwy kryzys, ponieważ na Tor-Torze było przeraźliwie zimno. Wchodziliśmy, szybko się przebieraliśmy... Ja miałam wtedy z osiem warstw na sobie. Rękawiczki, czapki, szaliki. Rozbieraliśmy się tylko na przejazd, a potem znów szybko wszystko na siebie. Bo inaczej nie dawało się tam wytrzymać.

Nawet w tych warunkach udało się rozwinąć wasz talent do niezwykłych rozmiarów. Rozwinął się też sam klub Axel.

MK: Rozwój klubu jest faktem. Dziś podchodzimy do treningów systemowo. W klubie działają trzy sekcje: solistów i par sportowych - pod okiem Doroty i Mariusza Siudek, tańców - gdzie trenerem jest Sylwia Nowak-Trębacka i łyżwiarstwa synchronicznego, pod kierunkiem Karoliny Dąbrowskiej-Pawlonka. Szkolenie dzieci to długi proces. Trudno oczywiście ocenić małe dziecko, czy będzie rokowało za 10 lat. My w Axlu postawiliśmy najpierw na inwestycję w trenerów. Ściągnęliśmy Dorotę i Mariusza Siudków, jest Sylwia Nowak- Trębacka. Zbudowaliśmy prawdziwy system szkolenia. I dzisiaj po ośmiu latach takiego budowania klubu otrzymaliśmy raport z Ministerstwa Sportu i Turystyki za sezon 2015/16, według którego jesteśmy najlepszym klubem w kategoriach dzieci i młodzieży. I możemy dodać, że jako klub jesteśmy numerem jeden w Polsce - również wśród seniorów. Szkoda, że ma w polskim łyżwiarstwie systemu wspierania młodych zawodników i ich trenerów. Niestety nasz związek sportowy od lat nie ma żadnego pomysłu na rozwój tej pięknej dyscypliny. A szkoda. Szczerze mówiąc gdyby nie wsparcie Urzędu Miasta Toruń, to naszych wyników by nie było. My do tego też jesteśmy uparci w dążeniu do postawionych sobie celów i w taki sposób z roku na rok jesteśmy coraz silniejsi. Teraz przychodzą pierwsze międzynarodowe, duże sukcesy. To cieszy, gdyż z pewnością wpływa na popularyzację łyżwiarstwa w Polsce, a w szczególności u nas w Toruniu. To z pewnością będzie owocowało większą liczbą chętnych do uprawiania łyżwiarstwa.

Miasto wydaje się być za to coraz bliższe modzie na łyżwiarstwo. Na ślizgawkach sporo osób, na galach organizowanych przez Axel - tłumy. Jak takie występy wyglądają z perspektywy uczestników?

NK: Na różnych zawodach nie często zdarzają się pełne trybuny. Ale w Toruniu jest inaczej, bo tu na pokazy przychodzi z roku na rok coraz więcej osób, rodzin z małymi dziećmi co dla nas jest szczególnie ważne. Niesamowite wrażenie wiedzieć, że w Toruniu tak wielu fanów tej dyscypliny.

Jesteście idolami dla dzieciaków?

NK: Często przychodzą do nas i opowiadają, jak to pięknie jeździmy, że też tak chcą. Dla nas to rola trochę liderów, pokazujących dzieciom jak należy pracować, że ciężkie treningi popłacają. Widać coraz więcej osób w szkółkach.

Nawet chłopaków? Oni się raczej do łyżwiarstwa nigdy nie garnęli?

NK: To zazwyczaj wielki problem, więc jeśli są, to każdy chce ich zatrzymać. Piłka nożna ich odbiera (śmiech).

Maks, ciebie piłka nigdy kusiła?

MS: Bardzo dobrze grałem z kolegami. Ale jeździłem trenowałem. Piłka to biegasz i biegasz. A łyżwiarstwo to siłownia, akrobatyka, tańce, jazda na lodzie. Wszechstronność. Do pełni szczęścia brak tylko kontraktu piłkarskiego (śmiech).

Więcej o: