Sport.pl

Pomoc Wisły ma przede wszystkim atakować

U trenera Dariusza Wdowczyka w środku pola Wisły nie ma miejsca dla nominalnego defensywnego pomocnika. - Muszą tam grać piłkarze, którzy potrafią zagrozić bramce - uzasadnia.
Obsada środka pomocy od początku wiosny spędzała sen z powiek trenerom Wisły. W pięciu spotkaniach, najpierw u Tadeusza Pawłowskiego, później u Marcina Broniszewskiego, za każdym razem zestawienie było inne. Poszukiwali zastępcy kontuzjowanego Krzysztofa Mączyńskiego, który przeszedł artroskopię kolana i wciąż nie wrócił do gry.

- Chcemy znaleźć na tę pozycję piłkarza, który da nam jakość, ale na pewno to nie będzie ten poziom co Krzyśka - rozkładał ręce Pawłowski.

Ze Śląskiem Wrocław wystawił tam Alana Urygę, Rafała Boguskiego i Rafała Pietrzaka, nominalnego lewego obrońcę. Potem próbował jeszcze Tomasza Cywkę i Denisa Popovicia. Wzmocnienia doczekał się dopiero przed trzecim meczem, z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Wypożyczony z Fiorentiny Rafał Wolski po zaledwie kilku treningach z zespołem wskoczył do pierwszego składu, ale Wisła przegrała, a Pawłowski pożegnał się z posadą.

Trener odszedł, gdy klub sfinalizował kolejne wzmocnienie drugiej linii. Do Krakowa trafił Petar Brlek i - podobnie jak Wolski - z marszu znalazł się w pierwszej jedenastce. W ostatnim meczu pod wodzą Broniszewskiego Chorwat zagrał u boku Wolskiego i Popovicia.

Potem zespół przejął Dariusz Wdowczyk. I postawił właśnie na Polska i Słoweńca. Zaskoczył kibiców, bo przed nimi ustawił dwóch napastników. Wcześniej mało kto wyobrażał sobie tak ofensywnie ustawioną Wisłę. Popovicia sprowadzono jako następcę Semira Stilicia, jesienią kilka razy grał na pozycji numer 10. A Wolskiemu zdarzało się nawet pełnić rolę fałszywego napastnika.

- Większość drużyn ekstraklasy gra dwoma defensywnymi pomocnikami. Tylko w mojej filozofii dwóch takich zawodników nie oznacza, że muszą być w defensywie. To muszą być piłkarze, którzy potrafią pobiec z piłką do przodu i zagrozić bramce rywala. Na boisku wszystko zmienia się tak szybko, że mówienie o kimś, że jest piłkarzem defensywnym, może nie mieć sensu. Na przykład boczni obrońcy często przez większość meczów są skrzydłowymi. To bardzo płynne - tłumaczy Wdowczyk.

Wspólną grę chwalą sobie również sami piłkarze. - Współpraca dobrze nam się układa. Rafał to dobry zawodnik, ma duże umiejętności. Grać z takim piłkarzem nie jest trudno - podkreśla Popović.

Słoweniec wystąpił w tym sezonie w 22 meczach ekstraklasy, z czego 13 razy zaczynał je w podstawowym składzie. Z Jagiellonią przez jego nogi przechodziła niemal każda akcja Wisły - według statystyk Ekstraklasy zagrał piłkę prawie 200 razy. Do tego odzyskał aż 20 piłek - wraz z Maciejem Sadlokiem najwięcej w drużynie. Prezentuje się na tyle dobrze, że we wtorek klub przedłużył z nim kontrakt.

Wolski dołączył do drużyny pod koniec lutego, ale nie potrzebował czasu na aklimatyzację. Zdążył już strzelić dwa gole i zaliczyć trzy asysty. Więcej ostatnich podań w zespole ma od niego tylko Boban Jović. - Dobrzy piłkarze zawsze się zrozumieją - uśmiechał się po pierwszym meczu.

Teraz dodaje: - Czułem, że to dobry moment na powrót do Polski, że tego potrzebuję. Zgłosiła się Wisła i obie strony na tym korzystają. Wszyscy trzej trenerzy mi zaufali, a ja odwdzięczam się grą.

24-letni pomocnik dobrze spisuje się też w odbiorze piłki, co nie zawsze było jego mocną stroną. Dlatego para Popović - Wolski radzi sobie bez wsparcia defensywnego pomocnika. - Gram trochę niżej, mam więcej zadań defensywnych. Na to muszę uważać, ale na pewno w przyszłości mi to pomoże. Kiedy atakujemy, trener każe mi wyjść wyżej, więc nie mam problemów w tym ustawieniu - zapewnia Wolski.

Niedługo pole manewru Wdowczyka będzie jeszcze większe. - Po spotkaniu z Ruchem powoli spróbuję wprowadzić do treningów z drużyną Mączyńskiego - zapowiada trener.

Więcej o: