Sport.pl

Ruch Chorzów. Odczarowane stroje i tąpnięcie, jakiego Szczecin nie znał

Ruch Chorzów - dzięki wygranej w Szczecinie - jest coraz bliższy realizacji wymarzonego celu, jakim jest awans do ósemki, która na koniec sezonu powalczy o mistrzostwo Polski. - To coraz bardziej realne, ale wciąż musimy być czujni - zaznacza Dariusz Smagorowicz, prezes niebieskich.

Stwórz własną drużynę i Wygraj Ligę!



Na cztery kolejki przed końcem pierwszej części sezonu Ruch Chorzów jest siódmy, a nad dziewiątą Termaliką Bruk-Bet Nieciecza ma pięć punktów przewagi. Mogło być lepiej, ale w czasie przerwy zimowej niebiescy stracili jeden punkt za opieszałość przy spłacaniu starych długów.

Stawiamy, że dla najbliższej przyszłości chorzowskiej drużyny kluczowy był właśnie mecz z Pogonią. Po pechowej stracie punktów na własnym boisku z Cracovią, kolejna przegrana ustawiłaby niebieskich w bardzo trudnej sytuacji na finiszu rozgrywek. Nie twierdzimy, że Ruch nie obroniłby miejsca w lepszej ósemce, ale jednak byłoby to zadanie niezwykle trudne. Spójrzmy na terminarz. Niebieskich czekają jeszcze mecze z Lechem Poznań (dom), Śląskiem Wrocław (wyjazd), Wisłą Kraków (d) i na koniec z Lechią Gdańsk (w). - Wciąż jest do zdobycia dwanaście punktów, a to oznacza, że za naszymi plecami nadal są drużyny, które mogą nas wypchnąć z mistrzowskiej ósemki. Cały czas musimy być więc zwarci i skoncentrowani - podkreśla Smagorowicz.

Prezes Ruchu przyznaje, że spotkanie w Szczecinie kosztowało go masę nerwów. - To była huśtawka emocji. Odrabialiśmy straty, zmarnowaliśmy karnego. Potem w końcu wyszliśmy na prowadzenie... Po takim meczu trudno zasnąć - uśmiecha się.

Niebiescy nie zagrali z Pogonią wybitnego meczu, ale już dawno nie byli tak zdeterminowani. Mieli w sobie coś z boksera, który mimo tego, że chwieje się na nogach, to wciąż wierzy, że wyprowadzi kończący cios.

- Przy naszej trzeciej bramce spadł mi taki kamień z serca, że pierwszy raz w Szczecinie odnotowano tąpnięcie - żartował na twitterza Paweł Oleksy, który wcześniej nie był bez winy przy drugim golu dla Pogoni.

"Paweł przed następnym meczem mocna kawa wielce wskazana". "Paweł troszkę uważniej po Twojej stronie, w 1 połowie wchodzili tam jak w ser szwajcarski..." - radzili obrońcy niebieskich kibice Ruchu.

Na przemotywowanego wyglądał też Michał Koj. Były zawodnik Pogoni na pewno chciał się pokazać na starych śmieciach z jak najlepszej strony, ale wyszło to średnio. Koj kilka razy spóźnił się z interwencją. Źle czytał grę.

Na szczęście miał za plecami Matusa Putnocky'ego, który pewnie znowu zgarnie nagrodę za interwencję kolejki. - Wygrał zespół. Nawet jeżeli z osobna mieliśmy słabsze z chwile, to jako zespół byliśmy jak maszyna, która uparcie dążyła do celu, jakim było zwycięstwo. Cieszy mnie, że bardzo dobrą zmianę dał Łukasz Moneta. Razem z Kamilem Mazkiem mogą dać nam spokój i wielką jakość na skrzydłach - chwali prezes.

Jak już jesteśmy przy Mazku, to ten ciągle łypie na rywali okiem, jak z horroru. Pomocnik niebieskich został boleśnie trafiony w twarz podczas meczu z Legią Warszawa. Ucierpiał wtedy nie tylko oczodół, ale i sama gałka, która wciąż jest mocno nabiegła krwią. - Z boku rzeczywiście nie wygląda to dobrze. Kamil na pewno odczuwa z tego powodu dyskomfort, ale najważniejsze, że może grać - mówi Smagorowicz.

Na koniec dodajmy, że w Szczecinie niebiescy w końcu odczarowali też żółto-niebieskie - górnośląskie stroje - w których dotąd o wygrane było trudno.



Więcej o: