Sport.pl

Korona zmuszona do eksperymentów. Największy problem ma w obronie

Tylko dwa dni miał trener Marcin Brosz na wyciągnięcie wniosków i konsekwencji kadrowych po przegranym w słabym stylu wyjazdowym spotkaniu w Łęcznej.
A te wydają się być nieuniknione. Żółto-czerwoni, którzy jesienią imponowali żelazną defensywą, teraz popełniają w niej proste błędy. - Najprościej byłoby zrzucić winę na bocznego czy środkowego obrońcę, ale to nie takie proste. Za grę w destrukcji odpowiada cała drużyna. Z Wisłą musimy zagrać dużo bardziej odpowiedzialnie - podkreśla Rafał Grzelak.

Wszystko wskazuje na to, że we wtorek z Wisłą Kraków (godz. 18 przy Ściegiennego) wreszcie doczeka się swojej szansy na występ. I najprawdopodobniej od razu na najbardziej newralgicznej pozycji - stopera. Czwarta żółta kartka eliminuje bowiem z gry Radka Dejmka, na dodatek pod znakiem zapytania stoi występ narzekającego na uraz Dmitrija Wierchowcowa. Gdy dodać do tego problemy z mięśniem dwugłowym Bartosza Rymaniaka, kielecki szkoleniowiec z ustawieniem linii obrony będzie miał niemały ból głowy. Naturalnym zmiennikiem prawego obrońcy jest co prawda Vladislavs Gabovs, ale wariantów przy ustalaniu pary środkowych jest co najmniej kilka. W sparingach na zgrupowaniu na Cyprze na tej pozycji próbowany był Bartosz Kwiecień, w odwodzie pozostaje też Senegalczyk Pape Diaw. - Zmiany na pewno będą, ale w sumie jest to na nie najlepszy moment. Mamy szeroką kadrę, wielu chłopaków czeka na swoją szansę. We wtorek ją dostaną i jestem pewien, że zrobią wszystko, by ją wykorzystać - mówi Marcin Brosz.

I dodaje, że w starciu z "Białą Gwiazdą" elementy czysto piłkarskie liczyć się będą w mniejszym stopniu. - Wszystko wskazuje na to, że zagramy w bardzo trudnych warunkach atmosferycznych. Taktyka w takim przypadku nie będzie tak istotna jak bieganie, determinacja i zaangażowanie. Ale tego moim zawodnikom, niezależnie od wyników, odmówić przecież nie można - uważa trener Korony. Zdaniem szkoleniowca krytyka, jaka spadła na jego piłkarzy po porażce w Łęcznej, była zbyt ostra. - Po Lechii wszyscy ich chwaliliśmy. Nie szukajmy na siłę winnych po jednym meczu. W piłce nożnej ważna jest pewność siebie, nie odbierajmy jej tym chłopakom w takim momencie sezonu - apeluje.

Zarówno on, jak i zawodnicy muszą sobie zdawać sprawę z tego, że dla fanów obu klubów mecz będzie wyjątkowy, najważniejszy w sezonie. Tym bardziej że po ponad sześciu latach na Kolporter Arenie pojawi się zorganizowana grupa sympatyków Wisły. Przypomnijmy, że od zakończonego awanturami meczu Korony z Wisłą (2:3) w październiku 2009 roku kibice "Białej Gwiazdy" regularnie spotykali się odmową wpuszczenia na kielecki stadion.

- Nowa ustawa zezwala na kupno biletu bez Karty Kibica, czyli teoretycznie nawet jeśli oficjalnie nie wydalibyśmy zgody na wpuszczenie fanów Wisły, ci mogliby nabyć wejściówki na normalne miejsca. W tej sytuacji stwierdziliśmy, że bezpieczniej będzie ich przyjąć i zgrupować w jednym miejscu - informuje rzecznik prasowy Korony Paweł Jańczyk.

Jest już pewne, że do Kielc zawita 710 kibiców z Krakowa. Strzec porządku na trybunach mają wzmożone siły policyjne. - Fani obu drużyn muszą mieć na uwadze to, że sześć lat temu na naszym obiekcie było nieco ponad 40 kamer. Teraz jest ich 113 i obejmują swoim zasięgiem wszystkie przejścia. Nikt nie będzie mógł czuć się anonimowo - przestrzega Jańczyk.

Więcej o: