Sport.pl

GKS Tychy. Grzegorz Bednarski: Nie jesteśmy Legią, żeby nie myśleć o budżecie

GKS Tychy wciąż wierzy, że wiosną skutecznie powalczy o pierwszą ligę. Śląski klub pracuje nad systemem stypendialnym, który pozwoli mu wychowywać, a potem sprzedawać z zyskiem utalentowaną młodzież.
Facebook? » | A może Twitter? »


Tyszanie, po spadku do drugiej ligi, nie grali jesienią na miarę oczekiwań swoich i kibiców. Zespół trenera Kamila Kieresia mylił się zbyt często, dlatego dziś traci do miejsca premiowanego bezpośrednim awansem osiem punktów. Wielką słabością drużyny była w pierwszej części sezonu gra napastników. Zawiedli przede wszystkim Michał Grunt i Wojciech Okuniewicz (strzelili po jednym golu), których nie ma już w klubie.

Priorytetem na zimowe okno transferowe było więc wzmocnienie linii ataku. Stąd i transfery Artura Pląskowskiego z Nadwiślana Góra oraz Adama Varadi - Czecha, który ma za sobą grę m.in. w Sigmie Ołomuniec, Viktori Pilzno i Baniku Ostrawa. Zespół wzmocnili również pomocnik z Ukrainy Stepan Hirskyj oraz wychowanek klubu Maciej Mańka, który ostatnie sezony spędził w Górniku Zabrze.

Przeczekać i dorobić

Czy to jest już zespół na miarę skutecznej walki o pierwszą ligę? - Osobowo jesteśmy blisko tego co sobie założyliśmy. Nie powiem teraz, że to już koniec naszej ofensywny transferowej. Nie wykluczam, że dołączy do nas jeszcze ktoś nowy. To może być chociażby doświadczony ligowiec. Powtarzam jednak - nic na siłę. W ostatnich latach zbyt często decydowaliśmy się na transfery zawodników, którzy po prostu chcieli grać w Tychach - mówi prezes klubu Grzegorz Bednarski. - To za mało. Teraz każdy transfer poprzedza wnikliwa obserwacja, badania, ocena osobowości takiego gracza. Nie działamy już na łapu-capu. Nasze działania obejmują już dwa kolejne okresy transferowe. Zespół będzie sukcesywnie zmieniał tak by w końcu dać nam sukces, na który czekamy. Nie interesują nas gracze, którzy wpadają do klubu na pół roku po to, żeby przeczekać lub dorobić - dodaje.

GKS liczy, że z każdym miesiącem o sile drużyny stanowić będzie coraz więcej wychowanków. - Już teraz jest pod tym względem nieźle. Łukasz Krzczuk, Mateusz Grzybek,

Bartosz Rutkowski, Damian Nieśmialowski, Michał Biskup... Coraz więcej młodych graczy z naszej akademii rozpycha się w kadrze pierwszej drużyny. To doskonała wiadomość, a ja zapewniam, że będą kolejni - mówi prezes.

Nie ma sięgania, jak po swoje

Tej zimy wydawało się, że GKS straci jeden ze swoich talentów, bowiem Grzybkiem poważnie interesował się Ruch Chorzów. Prowadzono już rozmowy na temat odstępnego, ale niebiescy nie byli w stanie sprostać oczekiwaniom śląskiego drugoligowca.

- Mateusz rzeczywiście miał oferty z innych klubów, ale uznaliśmy, że jest dla nas zbyt ważny, żeby go tracić już teraz. W pół drogi. Mamy zadanie do wykonania. Przed nami trudna wiosna podczas, której margines błędu będzie znikomo mały. Mateusz ma trzy olbrzymie atuty. Jest naszych wychowankiem, jest młody, a przede wszystkim potrafi dobrze grać w piłkę. No to na kim budować zespół, jak nie takich graczach?

Skończyły się już czasy, gdy lepszy klub sięgał po zawodników z niższej ligi, jak po swoje - zapewnia prezes. Z Grzybkiem jest jednak taki problem, że po sezonie kończy mu się kontrakt. - Oczywiście, że liczymy na to, że umowa zostanie przedłużona. Pracujemy nad systemem stypendialnym, który pozwoli nam na spokojną pracę z młodymi zawodnikami bez obaw, że stracimy ich jak tylko zabłysną w pierwszej drużynie - mówi Bednarski.

Mimo to GKS zakłada oczywiście, że będzie sprzedawał swoich wychowanków. - Nie ma innej drogi. Tak działa ten interes. Sprzedają wszyscy. Nawet najbogatsi. Nasz budżet wymaga ciągłej pracy. Nie jesteśmy Legią Warszawa czy Lechem Poznań, żeby nie obawiać się o budżet i wydawane pieniądze. To jest ciągła praca. Docieranie do firm i ludzi, które mogą nam pomóc. Liczę, że piłkarze nam pomogą i swoją dobrą grą w rundzie wiosennej skłonią do zainwestowania w klub kolejne firmy. Mówię w klub, bo przecież GKS to również hokeiści i koszykarze - zaznacza prezes.

Więcej o: