Sport.pl

Gwiazda Copernicus Cup: Swoboda biegająca ze swobodą

Eksperci widzą w niej drugą Irenę Szewińską. Narzeka, że chyba jest trochę za gruba - choć pobiła właśnie 30-letni rekord. Oto Ewa Nikola Swoboda - jedna z najciekawszych postaci dzisiejszego Copernicus Cup
Piątkowy miting w Arenie Toruń - drugi w historii miasta - to mnóstwo wielkich nazwisk światka lekkiej atletyki, ale to na Swobodę warto zwrócić uwagę najbardziej. Już wieszczy się jej wielką światową karierę.

I to zarówno sportową, jak i medialną - to uosobienie humoru, lekkości, dystansu wobec siebie. Ma wszystko, co potrzebne, by za kilka lat zawładnąć na dobre marketingową machiną lekkoatletyczną. Sprint, w którym coraz bardziej zadziwia, od lat uznawany jest za najbardziej widowiskową formę zmagań biegowych - ci, którzy należą w nim do światowej czołówki zyskują status ponadsportowych celebrytów, postaci powszechnie rozpoznawalnych na całym świecie.

Właśnie na takiej drodze jest Swoboda.

Bieg zaprzeczający aerodynamice

W ciągu nieco ponad miesiąca zdążyła właśnie pobić ponad 30-letni rekord Polski w biegu na 60 m, poprawić rekord Europy juniorek, wygrać mocne mitingi w Dusseldorfie i Łodzi oraz zdobyć tytuł lekkoatletki miesiąca w Europie. W hali ma w tym roku szósty czas na świecie. Od liderki dzielą ją 0,06 s.

Biega jakby chciała zaprzeczać aerodynamice. Koneserzy kontestują jej technikę, narzekają na stosunkowo przeciętny refleks na starcie, ale jednocześnie łapią się za głowy widząc jej siłę. Jest mocna, zrywna. Przypomina trochę maszynę, która może pozostawi trochę złudzeń rywalkom w pierwszej sekundzie, ale później wchodzi na naprawdę wysokie obroty. Za wysokie dla konkurencji.

Braki finezji Swoboda nadrabia energią. Tak jak świat tenisa właśnie siłą mięśni i potężnymi odbiciami podbiły siostry Williams, tak sprinty może - dzięki podobnym walorom - zdominować kiedyś Polka. Niektórzy widzą w niej drugą Irenę Szewińską, ktoś żartował, iż Polska doczeka się niegdyś Usaina Bolta w spódnicy. Sama Swoboda mówi, że biega szybko, bo nie cierpi, gdy ktoś na nią chucha z tyłu. Więc musi uciec jak najdalej. Dziwna teoria? Taka właśnie jest Swoboda - całkowicie niebanalna pod każdym względem.

Makijaż, tatuaże, bezpośredniość

18-latka to postać naprawdę ekscentryczna. I tym buduje swoją rozpoznawalność.

Uwielbia makijaże - najlepiej wyraziste podkreślenie oczu. Nogę zdobi wytatuowany kwiat, prawą rękę - angielski napis informujący o wielkiej miłości do rodziców. Na żebra trafił kot. Gdy lekkoatleci często nie zwracają uwagi na fotoreporterów i operatorów kamer telewizyjnych, Swoboda zachowuje się inaczej - pozuje, uśmiecha, żartuje, przyciąga ich uwagę.

Nie bawi się w subtelności, nie lubi medialnej dyplomacji i rozmów o niczym. W wywiadach opowiada za to o tym, że właściwie to "strasznie lubi zjeść" i "widać, że jest gruba", bo odżywia się niezdrowo. Nie wyjaśnia tylko, jak możliwe jest, by w takiej sytuacji bić rekordy, których w Polsce nie udało się poprawić przez ostatnie trzy dekady.

Tabloidy rozpisują się za to o jej kobiecej sylwetce i cieszą się, że na medialną gwiazdę lekkiej atletyki w Polsce wyrasta zawodniczka, która nie wygląda, jakby była na całorocznej diecie. Kibice już ją uwielbiają - szczególnie po tym, jak zadeklarowała, że rozdawanie autografów jest tak fajne, że mogłaby to robić nawet i przez pięć godzin.

Na bieganie długo nie patrzyła w kategoriach jakiegokolwiek zarobku. Miała być to zabawa. Zmienia się w marketing, wizję sukcesów, potencjalnych kontraktów reklamowych. Swoboda przyznaje, że "powoli może to traktować jak pracę", choć zawsze będzie to miało w sobie coś z zabawy.

Sprintów uczy się w Żorach. Teraz ma już 200 metrów tartanu, ale wcześniej bieżnia była żwirowa. Nie było tam hali, nie było też siłowni. Swoboda nie narzekała, tylko biegała. - Nie lubię oglądać się za siebie - kwituje.

Więcej o: