Sport.pl

Odprawa dla masera Witka: Nielojalność, brak kwalifikacji oraz sprawa, o której lepiej nie mówić...

1. Oficjalna wersja rozstania masera Witolda Szachowicza i koszykarskiego Stelmetu BC Zielona Góra: maser odchodzi, bo rozkręca własny biznes.
2. Wersja nieoficjalna: maser postanowił odzyskać grube zaległości płacowe z pomocą windykatora, czym ściągnął na siebie gniew właściciela klubu.
3. Wersja właściciela klubu: maser okazał się człowiekiem nielojalnym, został w tyle z kwalifikacjami, a na dodatek jeszcze coś zmalował.
Przynajmniej raz do roku wyniki i gra koszykarzy Stelmetu BC Zielona Góra chowają się w tle spraw... - nazwijmy - okołoklubowych. Są to historie różnego kalibru - od podartej kurtki Adama Łapety oraz odchodów psa Quintona Hosleya, po strajk drużyny, przewrót kadrowy czy zakaz dokonywania transferów.

Janusz Jasiński, właściciel większości udziałów klubu, mógłby rzec, że owe historie są tak naprawdę złośliwymi zabiegami dezinformacyjnymi anonimowych krzykaczy. Mógłby, gdyby sam nie brał udziału w ich podkręcaniu i tworzeniu.

Kiedyś Jasiński otwarcie wyznał:

Jestem trochę wariatem i chciałbym, żeby ludzie brali na to poprawkę. Często wypowiadam się w sposób stanowczy i barwny, bo uważam, że tak mogę zaciekawić kogoś rozmową. Nikt nie chce mdłych informacji podanych w sposób urzędowy. W każdym razie ja temu nie służę. Temu może służyć rzecznik prasowy. A jeżeli rozmowa ma być ze mną, to ona ma dojść do sedna problemu. Ma ludzi spolaryzować.



Przypominamy ten cytat z dwóch powodów.

1. Jasiński właśnie znów spolaryzował ludzi tak, jak na forum internetowym Radia Zielona Góra bodaj nikt wcześniej nie spolaryzował.

2. Raczej nie wszyscy, którzy zaangażowali się w dyskusję, biorą poprawkę na to szef klubu bywa trochę wariatem.

Rzecz zaczęła się od powodów rozstania Stelmetu BC Zielona Góra i masera Witolda Szachowicza. Współpraca stron trwała siedem (chyba tłustych) lat. Zatem z pokładu zszedł członek załogi z czasów jeszcze I-ligowego Zastalu.

Dlaczego?

Wersja oficjalna: maser rozkręca własny biznes i nie dałby rady pogodzić obowiązków.

Wersja nieoficjalna: maser postanowił odzyskać grube zaległości płacowe z pomocą windykatora, czym ściągnął na siebie gniew właściciela klubu.

Przy okazji wyprawy na mecz o Puchar Europy do Sankt Petersburga Jacek Białogłowy, reporter Radia Zielona Góra, zapytał Jasińskiego o przyczyny rozstania z Szachowiczem.

Jasiński najpierw, lecz bez szczególnego uporu w głosie, zasłonił się wersja oficjalną. Białogłowy ripostował wersją nieoficjalną. I wtedy chyba zagotowała się krew w żyłach szefa klubu. Bo zarzucił, że Szachowicz nie jest lojalny, że zaufanie wobec niego się wyczerpało, że dużo zarabiał, a z kwalifikacjami nie nadążał za rozwojem koszykówki w Zielonej Górze. Na sam koniec Jasiński zostawił jeszcze sprawę "...o której lepiej, żebyśmy nie mówili na antenie radia...".

Tego typu niedopowiedzenia się sprawdzają. Zacząć jakiś donos i nie dokończyć, to czasami budzi wyobraźnię i kłuje mocniej niż precyzyjnie sformułowane oskarżenie. W każdym razie na forum RZG wywiad z Jasińskim wywołał dyskusję o Szachowiczu, ale także w szerszym kontekście, o tym, czy klub w ogóle ma duszę, czy szanuje kibiców i czy staje się zasadą, że każdy komu nie po drodze z Jasińskim i jego metodami, musi na odchodne dostać w tyłek kopniaka z etykietą wroga.

Żeby było ciekawiej, w dyskusji bierze udział "JJ" i wypowiada się tak, jakby mógł wypowiadać się Jasiński, co w sumie wielkiego zdziwienia nie wywołuje, ponieważ szef Stelmetu BC już wcześniej angażował w spory na forach internetowych. Tym razem trochę wylewa gorzkie żale, że poświęca na zielonogórski basket swoje pieniądze i twierdzi, że jest największym sponsorem klubu. Trochę się tłumaczy, że czasami klub po prostu nie ma pieniążków i wierzyciele muszą czekać. Trochę atakuje, żeby ci, którym polityka Stelmetu BC nie pasuje, założyli sobie własny klub. Trochę ujawnia, pisząc o 9-miesięcznej odprawie dla b. prezesa Rafała Czarkowskiego. A trochę też kpi, gdy mówi o powrocie do II-ligowych czasów ku szczęśliwości "prawdziwych" kibiców.

I w sumie - z jednej strony nudy nie ma, dzieje się! Klub ma szefa z krwi i kości, trochę wariata, który gotuje się jak kibic, w pierwszym odruchu po przegranym meczu obwinia sędziów o ustawienie meczu, a koszykarzowi z Afryki, mimo że przegrał sprawę, płacić nie zamierza, bo nie będzie później komornika wysyłał do Kongo...

Gdyby jednak z drugiej strony Jasiński spojrzał wstecz, tyle że tak już bez zagotowanej krwi, musiałby przyznać rację, że rozstania nie są mocną stroną Stelmetu. A opluwanie po rozstaniach trąci wręcz dziecinadą.

Co jeszcze? JEŚLI CHCECIE PRZEŚLEDZIĆ DYSKUSJĘ NA FORUM RZG , pewnie wyciągniecie własne wnioski. Ja przychyliłbym się do opinii, że jest coś na rzeczy z tworzeniem przez załogę Jasińskiego klimatu oblężonej twierdzy. Ale, żeby była jasność, od drugoligowej duszy (stety-niestety) wolę mistrzostwo, Barcelonę, Ponitkę oraz aferę raz do roku.

Więcej o:
Skomentuj:
Odprawa dla masera Witka: Nielojalność, brak kwalifikacji oraz sprawa, o której lepiej nie mówić...
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX