Sport.pl

Ruch Chorzów. Krzysztof Warzycha: Nie pasuję do Legii Warszawa czy Górnika Zabrze [WYWIAD]

Krzysztof Warzycha, legenda Ruchu Chorzów i Panathinaikosu Ateny, zdobywa teraz trenerskie doświadczenie na Cyprze i nie wyklucza, że w przyszłości sprawdzi się także w naszej Ekstraklasie.
Na co stać w tym sezonie Ruch Chorzów? Podyskutuj na Facebooku >>

52-letni Warzycha, były reprezentant i mistrz Polski w niebieskich barwach, jest obecnie drugim szkoleniowcem Omonii Nikozja. W tym tygodniu sporo czasu spędza też z Ruchem Chorzów, który przygotowuje się do rundy rewanżowej Ekstraklasy właśnie na Cyprze.

Wojciech Todur: - Czy to grecki kryzys sprawił, że zamienił Pan Ateny na Nikozję?

- Od lutego byłem bezrobotny. Szukałem pracy. Omonia to na Cyprze topowy klub. Obecnie na pewno w cieniu APOEL-u, któremu w ostatnich latach udawało się awansować do Ligi Mistrzów, ale jednak ścisła czołówka. Omonia Nikozja to taki Panathinaikos Cypru. Omonia ma problemy finansowe, a zapracowali na nie poprzedni właściciele klubu, którzy wydawali więcej niż mieli. Stąd i długi, które teraz trzeba spłacić. Klub jest w prywatnych rękach, ale duży wpływ na jego funkcjonowanie mają również kibice, którzy nie tak dawno pomogli sfinalizować transfer jednego z graczy.

W Grecji pracował Pan ostatnio jako pierwszy szkoleniowiec. Na Cyprze pogodził się Pan z rolą asystenta. Dlaczego?

- Pierwszym trenerem Omonii jest Vladan Milojević. To mój przyjaciel. Graliśmy razem w Panathinaikosie. Potem razem zdobywaliśmy trenerską licencję UEFA Pro. Podczas seminariów dzieliliśmy razem pokój.

Można powiedzieć, że zgodziłem się na taką rolę ze względu na niego.

Czy praca na Cyprze rożni się czymś od tej w Grecji?

- Tak jak już mówiłem, Omonia to na tutejsze realia topowy klub. Stoją za nim bogata w sukcesy historia i oddani kibice. Podobnie jak w Atenach. Pomaga mi fakt, że na wyspie również jest w użyciu język grecki.

Oczywiście rdzenny Cypryjczyk potrafi użyć takiej gwary, że trudno go zrozumieć. Coś jak z nami na Śląsku. Da się jednak dogadać, a gdy zna się jeszcze angielski, to już zupełnie nie ma problemu.

Mimo wszystko nie żyje Pan jednak w swoim domu, a na walizkach.

- To prawda. Zgodziliśmy się podpisać krótkie kontrakty do maja przyszłego roku. Jeżeli osiągniemy zadawalający wynik, to trzeba będzie pomyśleć o stabilizacji. O wynajęciu mieszkania, kupnie samochodu. Na razie mieszkam w hotelu.

Co Pan rozumie przez "zadawalający wynik"?

- Obecnie jesteśmy na czwartej pozycji ze stratą dziewięciu punktów do lidera z Larnaki. Wciąż rywalizujemy też o Puchar Cypru. Chcemy zdobyć to trofeum, a sezon zakończyć na podium.

Naszym celem jest awans do europejskich rozgrywek.

Codzienność jest podobna do tej w Grecji?

- Nie ma wielkich różnic. Grecy może są tylko bardziej głośni. Tak naprawdę na razie nie miałem nawet czasu, żeby poznać Nikozję, nie mówiąc już o innych miastach. Na początku koncentrowałem się na poznawaniu drużyny. Potem na jej budowie. Teraz wciąż gramy mecz za meczem.

W Atenach był Pan człowiekiem-legendą. Czy w Nikozji jest Pan równie popularny?

- Za krótko tutaj jestem, Pewnie, że zdarzy się, że ktoś mnie rozpozna na ulicy. Wielu Cypryjczyków ogląda przecież na bieżąco ligę grecką. Żadnej "Warzychomani" jednak nie ma. Te czasy minęły bezpowrotnie.

Mówi Pan, że pracuje w topowym cypryjskim klubie. A jak to wygląda w mniejszych ośrodkach?

- Boiska wszędzie są przyzwoite, zaplecze też. O organizacji klubów się nie wypowiadam, bo za wiele na ten temat nie wiem. Podczas meczów wyjazdowych często bywa tak, że to nasi kibice dominują.

Ilu kibiców ogląda średnio spotkania ligowe na Cyprze?

- Na naszych meczach jest to około 5 tysięcy osób. Nie ma zwycięstw, to nie ma też i fanów. Teraz gramy wyjazdowy mecz na Pafos, a potem prestiżowe spotkania z AEK i Apoelem. Jeżeli wygramy na Pafos, to liczę, że na derbach stadion wypełni się ponad 20 tysiącami widzów.

Jaki jest pomysł na budowę cypryjskiej drużyny?

- W każdym zespole może być aż 15 obcokrajowców - w tym pięciu spoza Unii Europejskiej. Na Cyprze jest co prawda przepis, że w podstawowej jedenastce musi wybiec na boisko dwóch krajowych zawodników, ale łatwo go obejść. Wystarczy zapłacić 1,5 tysiąca euro kary za jednego gracza i już można wstawić do składu obcokrajowca. To na pewno nie sprzyja rozwojowi cypryjskiej piłki. W naszej drużynie mamy Brazylijczyka, Portugalczyka, Chorwatów...

Nie chciał Pan Polaka?

- Nie tak dawno do Limassol trafił Arkadiusz Piech. W Larnace gra Adam Marciniak. W Omonii na razie Polaków nie ma. Postawiliśmy na sprawdzonych graczy, którzy znają cypryjską ligę.

A ile się tutaj zarabia?

- W Omonii? Na pewno nie tyle, co jeszcze kilka lat temu. Do APOEL-u nam daleko. Zarząd klubu ustalił, że maksymalna pensja nie może przekroczyć 10 tysięcy euro miesięcznie.

Jak Pan oceni poziom rozgrywek. O które miejsce w lidze greckiej walczyłaby Omonia?

- Omonia, a także kolejne trzy, cztery najlepsze kluby na Cyprze spokojnie dałyby sobie radę także w Grecji.

Interesuje się Pan wynikami Ruchu Chorzów. Którego z graczy by Pan wyróżnił?

- Mariusza Stępińskiego. To gracz, który przypomina mi młodego Roberta Lewandowskiego. Tylko od niego zależy jak poukłada swoją przyszłość, ale moim zdaniem może osiągnąć wiele. Ile chcą teraz za niego zapłacić? Milion czy półtora miliona euro? Jeżeli wiosną nadal będzie strzelał regularnie, to wtedy Adam Nawałka weźmie go na Euro do Francji, a jego cena zdecydowanie wzrośnie.

Stępińskim zainteresowały się również dwa klubu z Grecji. O które drużyny może chodzić?

- Na taki wydatek na pewno byłoby stać Olympiakos Pireus. No może jeszcze AEK Ateny i PAOK Saloniki. Panathinaikos takich pieniędzy już by nie wyłożył.

Kto jeszcze z Cichej ma szansę na zrobienie międzynarodowej kariery?

- Kamil Mazek, Patryk Lipski. Nie można też zapominać o Michale Heliku, który ostatnio leczy kontuzję. Waldek Fornalik potrafi stawiać na młodych graczy. Kto się spodziewał po Ruchu, że ten po pierwszej części sezonu będzie aż na piątym miejscu?

Kilka razy był Pan przymierzany do objęcia funkcji trenera Ruchu. Wyobraża Pan sobie swój powrót na Cichą?

- Nie będę przecież kopał dołków pod Waldkiem... Ruch to moje miejsce, ale są w Polsce kluby do których na pewno bym nie pasował. Górnik Zabrze, Legia Warszawa, Lech Poznań - tam mnie nie zobaczycie.

Mógłbym pracować w Polsce, ale moje chęci to za mało. Gdy stawia się na szkoleniowca, to ocenia się jego CV, dokonania. A ja czym mogę się pochwalić? W Grecji pracowałem samodzielnie w drugoligowych klubach, które nie miały wielkich ambicji, a przy tym nękały je problemy. Nie da się ukryć, że jako trener nic jeszcze nie osiągnąłem. Dopiero pracuję na swoje nazwisko. Mam swoje ambicje i zawsze chce się być tym pierwszym, ale różnie to wygląda. Można pracować w mniejszym klubie, ale walczyć o utrzymanie. Omonia to jak na cypryjskie realia duży klub. Potrafię to docenić.

A może jest Pan urodzonym asystentem?

- Gdy pomagałem Nikosowi Niopliasowi, zdobyliśmy mistrzostwo i Puchar Grecji. A czy moim przeznaczeniem jest bycie wiecznym asystentem? Może i tak jest. Na pewno lepiej być drugim w takim klubie jak Omonia, który gra o wysokie cele w lidze, a potem rywalizuje w europejskich pucharach, niż pracować samodzielnie w jakiejś podrzędnej drużynie.

Co Pan sądzi o cypryjskiej bazie Ruchu?

- Gramy tutaj mecze, ale sami trenujemy w innym miejscu. Ośrodek jest na uboczu miasta. W czym to jednak przeszkadza? Przecież przyjechali tu do pracy. Za moich czasów o takich wyjazdach mogliśmy tylko pomarzyć. Na zgrupowania to jeździliśmy do Zakopanego, Ostrawy czy do Drezna. Polska piłka bardzo się od tamtych czasów zmieniła. Nowe stadiony, więcej kibiców. Telewizja też wszystko fajnie pokazuje. Poprawił się poziom sędziowania. Gwiżdżą, to co widzą. Kiedyś częściej wygrywał ten, kto po prostu miał wygrać.

To może na koniec zapytam o zbliżające się mistrzostwa Europy. Jaką rolę rezerwuje Pan dla reprezentacji Polski?

- Już sam awans był sukcesem. W kadrze jest wielu zawodników, którzy grają w dobrych klubach. To już nie są ludzie na dorobku, a ukształtowani gracze. Powinni na tych mistrzostwach coś ugrać. Wyjście z grupy jest realne, a później wszystko może się zdarzyć.

Który klub zdobędzie wiosną najmniej punktów?
Więcej o: