Sport.pl

Pogoń oszczędziła gwiazdy. To mógł być ostatni sparing w Pobierowie

Pogoń Szczecin rozegrała w tym roku już dwie gry kontrolne, ale z żadnej nie można wyciągać daleko idących wniosków.
Po pierwsze dlatego, że Portowcy mierzyli się z rywalami na co dzień występującymi w ligach okręgowych. Jeszcze w Szczecinie zespół Czesława Michniewicza rozstrzelał Arkonię 8:1, a w minioną sobotę wygrał w Pobierowie z Mewą Resko 4:0. Boisko, na którym przyszło grać granatowo-bordowym było jednak w fatalnym stanie i rozgrywanie tego meczu w zasadzie straciło sens.

- Trudno mi mówić na temat postawy mojej drużyny skoro przyszło nam grać na płycie, która była zamarznięta - mówi trener, Czesław Michniewicz. - Gra skrzydłami była niemożliwa i nadrzędnym celem tego sparingu stało się zakończenie go bez żadnego urazu. Wygląda na to, że się udało. Na tym lodowisku ciężko było utrzymać się na nogach, więc ciężko mówić o czymś więcej. Strzeliliśmy cztery gole i biorąc pod uwagę klasę rywala, powinniśmy ich zdobyć więcej.

Fani obeszli się smakiem

Jak co roku, sparingi w Pobierowie przyciągnęły nad polskie morze sporą rzeszę fanów granatowo-bordowych, którzy stęsknieni za drużyną, przyjechali z różnych zakątków regionu. Nie zobaczyli jednak wszystkich piłkarzy Pogoni. Czesław Michniewicz w hotelu pozostawił większość kluczowych zawodników na czele z Rafałem Murawskim, Adamem Gyurcso, Adamem Frączczakiem, Jarosławem Fojutem oraz duetem podstawowych bramkarzy.

- Nie chcieliśmy ryzykować ich zdrowia, bo przecież wartość tych zawodników jest nam doskonale znana - tłumaczy trener. - Rafał Murawski chciał za wszelką cenę zagrać, ale powiedziałem mu, że w przyszłym tygodniu są jeszcze dwa mecze i wtedy na pewno wystąpi. Pierwsze dwie gry kontrolne chcieliśmy wykorzystać na sprawdzenie młodzieży, którą zabraliśmy, ale w takich warunkach konstruktywna ocena jest bardzo ciężka.

Snajper wraca do formy

Kibicom w Pobierowie nieoczekiwanie zaprezentował się Łukasz Zwoliński. To sygnał, że napastnik Pogoni jest już zdrowy. W sobotę zanotował ładną asystę przy pierwszej bramce Patryka Paczuka.

- To było pewne ryzyko, szczególnie, że wysocy zawodnicy mieli największe kłopoty na tej murawie i co chwilę się przewracali. Łukasz nie grał jednak przeszło dwa miesiące i musi wracać do rytmu meczowego. Dlatego teraz będzie grał regularnie - mówi Michniewicz, którego zdanie podziela sam zainteresowany. - Chyba nikt nie czekał na ten sparing tak bardzo jak ja. Nie grałem przez dwa miesiące i czekałem aż w końcu wrócę na boisko. Z nogą wszystko jest już chyba w porządku, choć nadal staram się na nią uważać.

To był ostatni raz w Pobierowie?

Pogoń przed wylotem do Turcji rozegra jeszcze dwa sparingi. W środę zmierzy z Błękitnymi Stargard, a w sobotę z Kotwicą Kołobrzeg. Ten drugi mecz przeniesiono do Szczecina.

- Zrobiliśmy to pierwsze dla kibiców, a po drugie dlatego, że płyta przy Pomarańczowej jest już murawą nowej generacji i jest w zdecydowanie lepszym stanie - tłumaczy Michniewicz. - Gdyby była możliwość, to już z Mewą byśmy tam zagrali.

Na razie nie wiadomo natomiast gdzie odbędzie się środowa potyczka z zeszłoroczną rewelacją Pucharu Polski.

- Gramy dopiero o 16, więc do południa będzie czas, aby sprawdzić w jakim stanie jest płyta w Pobierowie. Znacznie lepiej wygląda chociażby nasze boisko treningowe przy ośrodku, które co prawda nie jest wymiarowe, ale sparing tam i tak byłby znacznie bardziej wartościowy - kończy opiekun Pogoni.