Sport.pl

Wisła Kraków. Krzysztof Bukalski: Arkadiusz Głowacki już jest legendą klubu [ROZMOWA]

- W latach 90. w ekstraklasie nie było tylu zawodników po trzydziestce. Teraz zmieniły się treningi, zapanował profesjonalizm, ale w moich czasach rywalizacja w klubach była dużo większa - Krzysztof Bukalski, były piłkarz Wisły Kraków.

Chcesz więcej? Polub Kraków - Sport.pl



Damian Gołąb: Kiedy kończył pan grać w piłkę, miał pan 37 lat. Za trzy miesiące w tym samym wieku będzie Arkadiusz Głowacki, który zapowiada, że po tym sezonie skończy karierę. Jego brak będzie dużą stratą dla Wisły?

- Na pewno, już jest legendą klubu. Ale na pewno znajdzie się dla niego jakieś miejsce w sporcie. Żal byłoby kogoś takiego tracić. Nie wiemy jednak, jaką obierze drogę. Koniec kariery takiego zawodnika zawsze jest dużą stratą. Ale przyjdą następni. Arek kiedyś też był młody, wchodził do zespołu i musiał wywalczyć pozycję ciężką pracą.

Po trzydziestce zmienia się sposób treningu i przygotowania do meczów?

Krzysztof Bukalski: W tym wieku wiadomo już na co można sobie pozwolić. Akurat Arek doskonale zna własny organizm i profesjonalnie podchodzi do zajęć, zresztą przymierza się chyba do roli trenera. Radzi sobie świetnie, widać, że gra idzie mu jeszcze bardzo dobrze.

Panu w końcówce kariery zdarzało się odpuszczać jakieś treningi, żeby być gotowym na weekend?

- W Górniku Zabrze, gdzie kończyłem grać w piłkę, nie byłem specjalnie traktowany ze względu na wiek. Raczej rzadko zdarzało się, żeby trener odpuszczał mi trening. Ale znałem już swój organizm i łatwiej mi było podejmować pewne decyzje, trenować tak, aby być na sobotę w optymalnej dyspozycji. Dzień wolny w jakiś sposób pomaga w dojściu do formy na konkretny mecz, jednak raczej takich zabiegów nie stosowałem.

Pan był środkowym pomocnikiem, Głowacki jest stoperem. Na tej pozycji łatwiej sobie poradzić w zaawansowanym piłkarsko wieku?

- Zawsze byłem typem zawodnika, który dużo biegał po boisku. Na pewno w środku pomocy biega się dużo więcej, ale Arek musi wykonać więcej sprintów. Lepiej wytrzymuje lepiej grę na tej pozycji, ale nie wytrzymałby na mojej. A ja nie dałbym rady na jego. To kwestia warunków genetycznych. Nie można mówić, ze ktoś ma łatwiej albo trudniej.

Trudno było panu podjąć decyzję o zakończeniu kariery?

- W pewnym momencie na treningu zauważyłem, że kilka razy nie zdążyłem do piłki. Wtedy powiedziałem sobie: o, na mnie chyba już czas, trzeba kończyć. To była świadoma, szybka decyzja. Wcześniej miałem bardzo szybką reakcję, byłem silnym zawodnikiem, potrafiłem na pięciu metrach wyprzedzić przeciwnika i zdążyłem zawsze "dzióbnąć" piłkę przed rywalem. W pewnym momencie zaczęło mi tego brakować. Kiedy zauważyłem, że nie nadążam i młodsi robią to szybciej, to był dla mnie jasny sygnał. Wtedy podjąłem decyzję. To trwało może dwa, trzy tygodnie.

Kiedy zaczynał pan grać w piłkę, w ekstraklasie zdarzali się piłkarze dobijający do czterdziestki, jak dziś Radosław Sobolewski czy Łukasz Surma?

- W latach 90. nie było tylu zawodników po trzydziestce. Tych w wieku 28-30 lat uważało się już za starych. Teraz wiek piłkarza znacząco się wydłużył. Zmieniły się treningi, sposób przygotowania do meczów, odżywiania. Zapanował profesjonalizm. Teraz na pewno zawodnikom jest łatwiej dłużej utrzymać formę. W moich czasach rywalizacja w klubach była jednak dużo większa.





Więcej o: