Sport.pl

Pech olsztyńskiego kierowcy w Rajdzie Barbórka

Adam Dowgird z Automobilklubu Warmińsko-Mazurskiego nie ukończył legendarnego Rajdu Barbórka. - Zaledwie 700 metrów przed metą piątego odcinka specjalnego, pojazd omówił posłuszeństwa - mówi kierowca.
Jak już wcześniej pisaliśmy na olsztyn.sport.pl, olsztyński kierowca rajdowy wraz z Michałem Syroką wzięli udział w 53. Rajdzie Barbórka Legend. Po stołecznych ulicach jechał repliką auta fabrycznego teamu FSO Polonez z 1987 roku. Dla kibiców motosportu była to jedna z niewielu okazji, by na własne oczy zobaczyć wiele historycznych samochodów, które rajdowe trasy pokonywały lata temu, w tym Renault 5 Turbo, Lancię Delta Integrale, Porsche 911 S.C. czy Toyotę Corolla GTI

Szybkie tempo od samego początku

Olsztyński kierowca już na pierwszym odcinku specjalnym narzucił szybkie tempo. Po przejechaniu prawie 10-kilometrowego oesu "Tor Służewiec", załoga Dowgird-Syroka zajmowała pierwsze miejsce w swojej klasie. - Na pierwszym osie trafiliśmy z odpowiednim doborem ogumienia - przyznaje olsztynianin. - Wybraliśmy oponę bez bieżnika, dzięki czemu wykręciliśmy na początku bardzo dobre czasu. Niestety później te same ustawienia okazały się dla nas niekorzystne. Koła mogliśmy zmienić dopiero po drugim odcinku specjalnym [wokół Stadionu Narodowego - red.].

Pechowy trzeci odcinek specjalny

Po dwóch oesach, załoga Dogwird/Syroka zajmowała 15. miejsce w klasyfikacji generalnej. Nic nie zapowiadało jednak tego, co stało się później. Jak opowiada olsztynianin, podczas wymiany kół zadecydowali o wyborze tzw. opon wodnych. - Jechało się na nich bardzo dobrze, aż do połowy trzeciego odcinka [Autodrom Bemowo - red.] - mówi Dowgird. - Wtedy przydarzyły się nam pewne problemy techniczne z samochodem. Podczas czwartej próby jechaliśmy bardzo asekuracyjnie, aby jeszcze bardziej nie uszkodzić auta. W końcu na piątym odcinku specjalnym, zaledwie 700 metrów przed metą, pojazd omówił posłuszeństwa.

I dodaje: - Rajdy samochodowe mają to do siebie, że auto z niewyjaśnionych do końca przyczyn potrafi odmówić posłuszeństwa. Z jednej strony ubarwia to całą konkurencją, a z drugiej rodzi dodatkowe kłopoty.

Barbórkę Legend wygrał Arkadiusz Kula, który kierował BMW E30. - Jego auto było ponad dwa razy mocniejsze od mojego - tłumaczy Adam Dowgird. - Trzeba też zauważyć, że cała stawka kierowców była bardzo wyrównana. Rajd Barbórka jest dosyć dziwną imprezą. Odcinki specjalne nie są długie i przez to kluczowym elementem decydującym o zwycięstwie staje się odpowiedni dobór opon.

Kierowca nie ukrywa, że chciałby jeszcze wystartować w niedzielnym Grand Prix Olsztyna. Wszystko zależeć będzie jednak od naprawy legendarnego Poloneza.

Więcej o: