Sport.pl

Dziś wieczorem w CRS: Wzmocniony Pinar i kompletny Stelmet żegnają się z Euroligą

Stelmet BC Zielona Góra pierwszy raz od sześciu tygodni zagra dziś w kompletnym składzie. I byłoby szalenie miło dodać do tego dwa inne komplety: punktów i kibiców na trybunach.
Okazja trafia się wręcz symboliczna. Piątek 18 grudnia 2015 r. to może być ostatni występ polskiej drużyny w Eurolidze.

Bo Euroliga zacieśnia swój krąg z 24 do 16 drużyn. Chce tylko kluby z wielkimi halami, budżetami i wielkimi drużynami. Mistrz Polski nie przystaje do towarzystwa.

Potwierdza to zresztą bieżący sezon. Stelmet stracił szansę na awans do Top 16 już przed tygodniem. Rzecz jednak w tym, że te szanse były nikłe już na starcie euroligowych rozgrywek i na żadnym etapie nie wyglądały inaczej. Budżety klubów podpowiadały, że mistrzowie Polski nie ugrają wiele. 0:10 nie byłoby niczym dziwnym. Ale jest szansa na 3:7, czyli najlepszy bilansem polskiej drużyny w Eurolidze w ostatnich kilku sezonach. Żeby się udało, trzeba w piątek, w meczu, który w zielonogórskiej arenie CRS zacznie się o godz. 19, pokonać mistrzów Turcji.

Pinar Karsiyaka Izmir nie zrobi prezentu, mimo że, podobnie jak Stelmet, nie awansuje do Top 16 Euroligi. Bo w naturze sportowców leży walka o ucieczkę z ostatniego miejsca.

W pierwszej rundzie Pinar wygrał ze Stelmetem 77:66. W rewanżu zielonogórska drużyna wreszcie zagra w kompletnym składzie. Po wyleczeniu kontuzji do treningów wrócili skrzydłowi: Vlad Moldoveanu i Nemanja Djurisić. A pierwszy z wymienionych wyleczył się nie tylko z kontuzji, lecz także z myśli o przeprowadzce do Naptunasa Kłajpeda.

Z obozu mistrzów Turcji kadrowe wieści są jednak mocniejsze. Drużynę wzmocnił Bracey Wright. Zagra też Justin Carter, którego brakowało w pierwszym starciu.

Pinar trzyma się w grze ciekawego, acz obarczonego ryzykiem założenia. Koncentruje się na obronie strefy podkoszowej, zmuszając przeciwników do rzucania z dystansu. Jeżeli przeciwnikowi służy rzut, Pinar ma problem. Jeżeli trójki nie wpadają, problem spada na przeciwnika.

- Oczywiście nie możemy tylko stać za linią i rzucać, trzeba będzie jednak podjąć próby przedarcia się pod ich kosz. Wiemy, jak i dlaczego przegraliśmy w Izmirze. Popełniliśmy za dużo strat. Pinar, złożony z atletów, kontrował i wygrał. Teraz trzeba ograniczyć straty - zapowiedział Saso Filipovski, trener Stelmetu.

Czy mistrzom Polski wypada snuć plan zamachu na Pinar, skoro ledwie kilka dni temu nie zdołał ograć Startu Lublin?

- Odpoczęliśmy i nabraliśmy sił - zapewnia Filipovski.

Bez względu na rozstrzygnięcie piątkowego meczu w CRS obie drużyny po Nowym Roku zagrają w Eurocup.

Więcej o: