Sport.pl

Cracovia - Korona Kielce. Punkt na koniec roku

Niewykorzystany rzut karny, cztery gole i nerwowe obgryzanie paznokci do ostatniej minuty. Mecz z Koroną Kielce był dla Cracovii jak cały rok - szalony.
To był ostatni mecz Cracovii na własnym stadionie w 2015 r. Klub nawoływał, by podziękować drużynie za duży postęp i dobre wyniki. Trener Jacek Zieliński apelował do kibiców, by przyszli i pomogli dopingiem. A oni liczyli, że będzie jak zwykle przy ul. Kałuży - efektowna gra, dużo bramek i przede wszystkim siódme(!) z rzędu ligowe zwycięstwo na własnym boisku. "Statystyki mówią same za siebie. Nie pozostaje nam nic, tylko podziękować drużynie" - mówił spiker jeszcze przed pierwszym gwizdkiem.

Początek jak marzenie

Taki jak zwykle był przede wszystkim początek. Kto spóźnił się na mecz o kilka minut, nie zobaczył pierwszego gola. Mateusz Cetnarski przed meczem odebrał nagrodę dla najlepsze piłkarza listopada w ekstraklasie, ale główne role grali inni. Paweł Jaroszyński znów potwierdził, że jest w coraz lepszej formie, a Deniss Rakels - że strzelanie przychodzi mu z dziecięcą łatwością. Polak w trzeciej minucie popędził więc skrzydłem, dośrodkował jak należy, a Łotysz nie miał problemów ze zdobyciem 13.(!) gola w sezonie.

Według dobrze znanego przy Kałuży scenariusza bramka dałaby gospodarzom swobodę, a w efekcie - kolejne gole i pewne zwycięstwo. A jednak tylko podrażniła gości. Piłkarze Korony przyjechali pod Wawel po serii czterech z rzędu meczów bez zwycięstwa, ale o kolejnym nie chcieli słyszeć.

Krakowianie nie zawsze utrudniali im zadanie. W defensywie momentami grali tak, jakby sami prosili się o gola. Airan Cabrera kilka razy sam był chyba zaskoczony, że ma dużo miejsca przed polem karnym. A kiedy w końcu przyzwyczaił się do nieporadności rywali, bez kłopotu wygrał pojedynek główkowy i trafił do siatki.

Wzmocnienia potrzebne z tyłu

Do kadry wrócił Bartosz Kapustka, ale usiadł na ławce. Trener postawił na tych samych piłkarzy, których przed tygodniem wystawił na boisku lidera w Gliwicach. 19-letni reprezentant Polski wszedł po przerwie, próbował siać zamieszanie, ale nie pomógł.

Druga połowa mogła zacząć się jak pierwsza, a Cetnarski znów dać ekspertom pretekst do pochwał. Zamiast tego zmarnował idealną sytuację sam na sam. Choć miał dużo czasu, to trafił prosto w bramkarza Dariusza Trelę. A zaraz z gola cieszyli się kielczanie - Cabrera znów nie miał kłopotów, by dojść do strzału głową i nie dać szans Grzegorzowi Sandomierskiemu.

Trener Zieliński kilka razy powtarzał, że priorytetem jest znalezienie typowego napastnika, ale co mecz dostaje jasny sygnał - wzmocnienia potrzebne są głównie z tyłu. A jeśli ciągle miał wątpliwości, to być może rozwiał je Bartosz Rymaniak, który w bezsensowny sposób sfaulował w polu karnym Bartłomieja Pawłowskiego i dał Koronie kolejny prezent. Skórę obrońcy i całej drużynie uratował Sandomierski, który obronił strzał Cabrery z 11 metrów.

"Szybciej, nie ma czasu" - krzyknął jakiś kibic. Krakowianie spieszyli się jak mogli, a jak trwoga to ostatnio - wiadomo - do Rakelsa. Łotysz dostał precyzyjne podanie od Marcina Budzińskiego i wyrównał. Do końca kibice zrywali się z miejsc, ale kolejnej równie dobrej sytuacji nie udało się stworzyć.

Zwycięstwo już kolejkę przed końcem roku mogłoby Cracovii dać pewność, że zimę spędzi na podium ekstraklasy. Remis oznacza, że krakowianie mają dwa punkty przewagi nad Pogonią Szczecin i tracą dwa do drugiej Legii Warszawa.

Cracovia - Korona Kielce 2:2 (1:1)

Bramki: Rakels (3., 80.) - Cabrera (19., 58.)

Cracovia: Sandomierski - Deleu, Rymaniak (70. Zjawiński), Polczak Ż, Jaroszyński (62. Wójcicki) - Dąbrowski, Covilo - Rakels, Cetnarski, Jendriszek (62. Kapustka) - Budziński Ż

Korona: Trela - Fertovs, Dejmek, Wilusz, Sylwestrzak - Jovanović, Grzelak Ż - Pawłowski (69. Pylypczuk), Aankour Ż (76. Marković), Sierpina Ż - Cabrera (88. Trytko).





Więcej o: