Sport.pl

Stadion Śląski. Henryk Wieczorek: Ruch i Górnik potrzebują się nawzajem

- Bez Stadionu Śląskiego nie byłoby polskiej i śląskiej piłki. Nie byłoby medali mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich. Nie byłoby mistrzowskich tytułów Ruchu Chorzów i Górnika Zabrze - podkreśla Henryk Wieczorek, medalista mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich.
Facebook? » | A może Twitter? »


Wreszcie kończy się modernizacja Stadionu Śląskiego w Chorzowie. Za rok o tej porze budowlańcy mają opuścić mury obiektu. Potem jeszcze kilka miesięcy na kontrole i techniczne odbiory i latem 2017 r. ma nastąpić huczne otwarcie. O to, ile Stadion Śląski znaczył dla polskiej piłki, a także jak wyobraża sobie przyszłość tego obiektu zapytaliśmy Henryka Wieczorka - piłkarza, a potem trenerem, który w czasie kariery połączył Ruch Chorzów i Górnika Zabrze.

Wojciech Todur: Myśli Pan "Stadion Śląski" i pierwsze skojarzenie?

Henryk Wieczorek: - To moje miejsce. Lata mojej młodości. To właśnie tutaj, w szkółce Stadionu Śląskiego w Chorzowie, zaczęła się moja przygoda z piłką, która zaprowadziła mnie z czasem na igrzyska olimpijskie i po mistrzostwo Polski. Ile to już lat minęło? Pierwszy trening zaliczyłem na Śląskim w roku 1962. Aż trudno uwierzyć.

Nie wszyscy myślą o Śląskim z takim sentymentem. Wypomina się setki milionów złotych jakie zainwestowano w jego modernizację. Przedłużający się w nieskończoność remont.

- Mieszkam nieopodal Śląskiego. Widzę go ze swojego okna. Te ostatnie lata, gdy modernizacja została wstrzymana z powodu wady elementu, który miał stabilizować konstrukcję dachu, były dla mnie okropne. Wiele razy musiałem wtedy wysłuchiwać przykrych słów moich sąsiadów, czy znajomych. "A dlaczego oni tego stadionu nie zburzą!", "A na co on komu!" - powtarzało się, a mnie krwawiło serce.

Bez tego stadionu nie byłoby polskiej i śląskiej piłki. Nie byłoby medali mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich. Nie byłoby mistrzowskich tytułów Ruchu Chorzów i Górnika Zabrze.

Temu miejscu należy się olbrzymim szacunek. Cieszę się, że powoli zbliża się dzień, gdy znowu otworzy trybuny przed kibicami.

Jednak przed laty Śląski był w Polsce areną piłkarską numer 1, a teraz ma silną konkurencję w postaci nowych stadionów w Warszawie. Gdańsku, Wrocławiu i Poznaniu. Jak sobie z tym poradzić?

- Realia rzeczywiście są inne. Nie będziemy mieć już monopolu na organizowanie spotkań reprezentacji Polski, dlatego tym bardziej ważne jest, żeby Śląski miał swojego gospodarza. Potrzebny jest klub, który zapewni mu życie na co dzień.

Czyli Ruch Chorzów. Podoba się Panu pomysł przeniesienia niebieskich z Cichej na Stadion Śląski?

- Trudny temat. Był czas, gdy zadecydowanie opowiadałem się za budową nowego stadionu przy ul. Cichej. Będąc jeszcze przewodniczącym Rady Miasta w Chorzowie otrzymałem pismo od władz Ruchu. Jego przekaz był jasny. Prezes Dariusz Smagorowicz widzi przyszłość niebieskich na Stadionie Śląskim. W tej sytuacji zasadne stało się pytanie - Po co budować w mieście kolejny obiekt?

Wielkie kluby grają na wielkich stadionach. Niech Ruch dołączy do tego grona. Szkoda, że wzorem Turynu, Mediolanu, czy Monachium na Śląskim nie mogą grać na przemian dwa kluby.

Był przecież pomysł, żeby Śląski był też domem GKS-u Katowice.

- No właśnie o tym klubie myślę. Ale to się nie uda. Kibice mają za duży wpływ na to, co dzieje się w klubach. A fani Ruchu i GKS-u nigdy nie będą chcieli dzielić razem jednego stadionu. Szkoda, bo zdrowy rozsądek podpowiada, że to byłoby najlepsze rozwiązanie. Kibice kierują się jednak przede wszystkim emocjami.

Co Ruch Chorzów może zyskać dzięki przeprowadzce na Śląski?

- Na pewno wzrośnie prestiż klubu. Stanie się bardziej atrakcyjny dla sponsorów i reklamodawców. Na Cichej jest ciasno. Za ciasno dla firm, które lubią działać z rozmachem. Na Śląskim Ruch automatycznie stanie się najatrakcyjniejszym klubem na Śląsku. Najatrakcyjniejszym dla sponsorów, bo przecież wiadomo, że kibice chodzą swoimi drogami.

Przeciwnicy przeprowadzki argumentują, że Ruch nie ma aż tylu kibiców, żeby zapełnić trybuny giganta. Mają rację?

- Władze klubu zapewniają, że mają pomysł jak temu zaradzić. Tyle, że realia są dziś takie, że mecze Ruchu ogląda na Cichej około sześć tys. osób. To bardzo mało. Dziwię się, że kibice nie potrafią w większej liczbie docenić tego, że ich ukochany klub gra ciekawą i skuteczną piłkę. Za moich czasów byłoby to nie do pomyślenia. Średnia kręciła się wtedy wokół 20 tysięcy. Wierzę, że Ruch wciąż ma w sobie ten potencjał, żeby rozpalać emocje dziesiątek tysięcy sympatyków. Może to właśnie Śląski będzie takim zapalnikiem?

Zaskakuje pana postawa piłkarzy Ruchu?

- A kogo nie zaskakuje? Latem stracili kilku ważnych zawodników. Odeszli Filip Starzyński, Grzegorz Kuświk, Bartek Babiarz. Kontuzji doznał Michał Helik. Pół składu poszło w rozsypkę. Trener Waldemar Fornalik zbudował nowy zespół szybciej, niż można było się spodziewać. Zaskoczyli przede wszystkim młodzi. Zadziwia Mariusz Stępiński, który mimo młodego wieku przewinął się już przez wiele klubów, ale w żadnym z nich nie grał tak dojrzale i skutecznie.

Patryk Lipski sprawił, że nieodczuwalna jest strata Starzyńskiego. Młody zawodnik bardzo dobrze wywiązuje się z roli lidera drugiej linii. Równie ważną rolę odgrywają też zawodnicy starsi. W innych klubach skreśleni, czy niechciani. Którą to już młodość przeżywa Łukasz Surma?

Surma to ciekawy przypadek. Rekordzista w liczbie rozegranych ligowych meczów. Przekroczył już liczbę 500. spotkań i wcale nie zamierza się zatrzymać. W pana czasach piłkarze schodzili jednak z boiska znacznie wcześniej.

- Ta granica wieku, czyli potencjalnego końca kariery cały czas się przesuwa. W moich czasach piłkarz trzydziestoletni uchodził już za emeryta. Gracza, który powoli schodzi już z piłkarskiej sceny. Dziś wygląda to zdecydowanie inaczej. Mądrzy, dobrze prowadzący się zawodnicy, potrafią wydłużyć swoją karierę i z powodzeniem grać nawet do czterdziestki. Surma może nie biega już tak szybko jak kiedyś i może czasami brakuje mu też sił. Ma jednak serce do gry i doświadczenie. Piłka go szuka. Dużo na boisku przewiduje. Myślę, że po zakończeniu tego sezonu jeszcze przedłuży umowę z Ruchem.

A co pan powie o Górniku Zabrze? Aż tak dobrze mu się nie wiedzie.

- To drugi bliski mi klub. Spędziłem w Zabrzu siedem lat. Wybiłem się tam do reprezentacji Polski. Górnik zawodzi, ale ostatnie tygodnie daję nadzieję, że coś tam drgnęło. Że w końcu ruszą w górę tabeli. Do ósemki pewnie już się nie wdrapią, ale liczę na spokojne utrzymanie.

Kibice muszą pamiętać, że Górnik i Ruch potrzebują się nawzajem. To właśnie ta lokalna rywalizacja nakręcała kolejne sukcesy i medale mistrzostw Polski. Liga bez Ruchu lub bez Górnika to rozgrywki do zapomnienia.

Teraz Ruch i Górnik są w cieniu Piasta Gliwice, lidera Ekstraklasy.

- Tej drużynie należą się olbrzymie słowa uznania. Na początku myślałem - pewnie tak, jak większość - że się wyszumieją, wygrają kilka spotkań i wrócą tam, gdzie ich miejsce, czyli do środka tabeli.

Piast jednak nie chce się zatrzymać. Trener Radoslav Latal stworzył dobrze rozumiejący się kolektyw. Ten zespół z tygodnia na tydzień dojrzewa. Sam kreuje swoich liderów. Przecież Kamil Vacek dopiero w Gliwicach osiągnął formę, która dała mu powołanie do reprezentacji Czech. Ten zespół nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Będzie mistrzem Polski?

- Do tego jeszcze daleka droga. Ale tego, że sezon zakończą na podium jestem pewny. Piast gra wyrafinowaną piłkę. Widać w tym jakość. Oby tak dalej.

Więcej o:
Komentarze (7)
Stadion Śląski. Henryk Wieczorek: Ruch i Górnik potrzebują się nawzajem
Zaloguj się
  • czerwona.kartka

    Oceniono 4 razy 2

    „Dlaczego 31 maja 2009 po spadku Górnika zapanowała na Górnym Śląsku wielka, spontaniczna radość? Jeśli nie rozumiecie, to tutułem przypomnienia:
    Górnik powstał 14 grudnia 1948 roku, dzień później powstała PZPR. Powstała ze „zjednoczenia PPR i PPS czyli w wyniku wcielenia siłą PPS do PPR-u. Zjazd zjednoczeniowy, który utworzył równie legendarną co Górnik PZPR został zapowiedziany już 10 marca 1948. Termin zjazdu unifikacyjnego był zatem znany 9 miesięcy przed stworzeniem w Zabrzu pierwszego Koła Sportowego Zrzeszenia Górnik. Datę zjazdu zjednoczeniowego nowej komunistycznej partii wyznaczono dokładnie na 15 XII tegoż roku, twórcy Górnika doskonale wiedzieli jaki mogą zbić kapitał na utworzeniu klubu w przeddzień tej daty!!! W ten sam dzień utworzyć Górnika nie można było, bo kolidowało by to z tak zacną datą. 15 grudnia wszystkie informacje poświęcone były w ludowej Polsce utworzeniu nowej przewodniej siły narodu – PZPR.
    Powstanie wzorcowego socjalistycznego molocha sportowego o wdzięcznej radzieckiej nazwie Górnik miało być preludium dla tego wielkiego wydarzenia. Podobnie zresztą powstał sam Górnik, do klubu Zjednoczenie wcielono przymusowo wcześniej niezależne kluby: Skrę, Concordię i Pogoń. Wcielenie takie oznaczało po prostu ich brutalną likwidację! Ta data i okoliczności to nie przypadek. Przy zakładaniu Górnika uczestniczył zresztą delegat PPR – towarzysz Łączyński. Dlaczego tak wszystko łączono? To było podstawowe założenie stalinizmu: unifikacja i ujednolicenie społeczeństwa i wszelkich organizacji celem ułatwienia sprawowania nad nim ścisłej kontroli. Zbrodniczy zamysł zbrodniczego systemu. Dlaczego wcielano do Zjednoczenia? Bo była to sportowa komórka wytworu komunizmu – tzw. zjednoczeń węglowych, czyli państwowych kombinatów czuwających nad wydobyciem węgla, powstałych po wywłaszczeniu poszczególnych kopalń od prywatnych właścicieli i skomasowaniu ich w przemysłowe, prawdziwie stalinowskie megakombinaty.
    Tak przedstawiają się „zaszczytne” i jakże romantyczne początki tego tworu! Nie mają w Polsce analogii. Tej szukać trzeba w ZSRR, tam już w latach 30. powstawały przy kombinatach górniczych tzw. Szachtiory (czyli Górniki), będące ich sportowymi komórkami. Pełna unifikacja sportu ze strukturą totalitarnego państwa. Reasumując, akt stworzenia „wielkiego Górnika” nie miał nic wspólnego z niepokalanym poczęciem, przypominał raczej brutalny gwałt. Był owocem przestępstwa – sowietyzacji polskiego sportu. Na koniec cytat z książki pt. O tytuł mistrza Polski, encykl. Fuji, s. 80:
    „Gdy pamiętać, że za fuzją 4 liczących się klubów, które w końcu 1948 dały początek Górnikowi, stały niemałe środki finansowe i sprzyjające propagandowym celom partyjne decyzje polityczne, rozwój zabrzańskiego klubu nie może dziwić”.
    Nie dziwicie się, że pomysłodawcą przeszczepienia tych wzorów do Zabrza był pół-Rosjanin i komunista – Gajdzicki. Później był za to znienawidzony i musiał ukrywać się przed kibicami klubów, które zniszczył. Z tego propagandowego kombinatu uciekali piłkarze wcielonych do niego klubów. Zjawisko było o tyle dotkliwe, że kluby te prezentowały przed wcieleniem ich do Zjednoczenia znacznie wyższy poziom sportowy. Początki klubu nikną więc w oparach absurdu: piłkarze nie chcieli grać w Górniku a kibice nienawidzili twórcę tego tworu. Takie są jego groteskowe początki: kombinat państwowy, nie dość, że bez kibiców to jeszcze traktowany wrogo przez mieszkańców miasta w którym powstał.

  • czerwona.kartka

    Oceniono 3 razy 1

    państwie sport miał jednak ściśle wyznaczoną rolę (zjawisko to występowało w każdym totalitarnym ustroju, wystarczy wskazać przykład III Rzeszy), należał do tych form oddziaływania na społeczeństwo, o których Lenin pisał, że są „pasami transmisyjnymi partii do mas”. Opisy „dramatycznych” i „zwycięskich” bojów Górnika pozostaną na zawsze zabytkiem komunistycznej propagandy i przyczynkiem do badań nad skutecznością manipulacji opinią publiczną w epoce komunizmu.
    Można by jeszcze dodać jak po tej klęsce z londyńskimi kogutami i przegraniu w 1962 tytułu mistrzowskiego z biedną Polonią Bytom, o mało nie zachwiała się pozycja zabrskiego Górnika (pojawił się pomysł zbudowania sztandarowego klubu górnictwa gdzie indziej – w Sosnowcu). Jak dla celów propagandowych organizowano mecze Górnika na Śląskim, rozdając za darmo bilety na kopalniach. Władza pragnęła sukcesów sportowych, sukcesy repreznetantów PRL były sukcesami władz PRL! Propagandzie sukcesu sport służył przez cały okres Polski Ludowej.

    Górnik powstał, na Śląsku, w Polsce, ale pomysł i sam założyciel przybyli ze wschodu. Ze wschodu przybył też reżim polityczny, który umożliwił dokładne skopiowanie rozwiązań radzieckich i powstanie tego tworu. W propagandzie komunistycznej klub pełnić miał rolę piłkarskiego odpowiednika mocarza pracy i bohatera socjalizmu – górnika. Pompowano w sztandarowy klub górnictwa duże pieniądze, bo odpowiednik czołowej klasy robotniczej Polski na piłkarskich boiskach także miał wyrabiać 200% normy.
    Górnik w niepodległej Polsce to prawdziwy zabytek komuny. Najprawdziwszy relikt zniewolenia, pozostałość stalinizmu, jak pomniki ku czci Armii Czerwonej czy Pałac Kultury. Olbrzymie pieniądze na odrestaurowanie tego komunistycznego dinozaura wyłożył niemiecki koncern Allianz, mający równie nieciekawą proweniencję. Współudział w dojściu Hitlera do władzy (był sponsorem nazistów jeszcze przed 1933 rokiem) i współudział w holocauście, z czerpaniem z niego wielkich profitów. Dzięki ubezpieczaniu życia gazowanych Żydów, jednoczesnym ubezpieczaniu obozów koncentracyjnych i zagrabieniu pięniędzy z polis zagazowanych, stał się po wojnie, właścicielem olbrzymiego kapitału. Tym samym mógł zdobyć pozycję hegemona na rynku ubezpieczeń. Dziś utopił w ten spróchniały komunistyczny twór miliony złotych a Górnik mimo 4 budżetu w ekstraklasie (30 milionów zł. na sezon 2008/2009), wydaniu dużych pieniędzy na transfery i na olbrzymią gażę Kasperczaka (2 razy wiecej niż Maciej Skorża!) zakończył rozgrywki na ostatnim miejscu. Okazał się być piłkarskim PGR-em, olbrzymie nakłady nie pomogły, produkcja była niedochodowa i cały proces zakończył się katastrofą.
    Na zakończenie trochę propagandowej poezji, jeśli ktoś dalej nie wierzy, ten wiersz powstał naprawdę i na zamówienie władz a autorem był niejaki Broniewski:

    „Zabrze”
    Prędzej, górniku, głębiej, górniku,
    węgla pokłady rąb,
    w twojej kopalni, na twym chodniku
    staje ojczyzny zrąb.

    Pod twym oskardem padł kapitalizm,
    nadszedł wolności czas.
    Więcej żelaza, węgla i stali
    dla robotniczych mas!

    Węgiel ogrzeje, węgiel nakarmi,
    z węgla nasz Wspólny Dom,
    węgiel - to siła Ludowej Armii,
    droga ku jasnym dniom.

    Nie dla bogaczy-wyzyskiwaczy
    dzisiaj wyciskasz pot:
    Polska robocza czeka i patrzy,
    czeka i pług, i młot.

    Prędzej, górniku, śmielej, górniku,
    w przyszłość twą jasną idź,
    dąż zastępami współzawodników,
    w trudzie pierwszeństwo chwyć.

    Twoja ta ziemia, twoja na zawsze
    węgiel, żelazo, stal!
    Zabrze na przedzie, prowadzi Zabrze
    w socjalistyczną dal.

    Tradycje to mogą miec kluby przedwojenne ale nie komunistyczny twór stworzony na potrzebę resortu górnictwa i partyjnej propagandy. Dorośnijcie i przestańcie wierzyć w bajki o wielkim Górniku – legendzie polskiego futbolu.”

  • czerwona.kartka

    Oceniono 3 razy 1

    Najlepszym przykładem propagandy systemu była zbiorowa histeria po dotarciu wizytówki socjalistycznego górnictwa do finału najsłabszego z pucharów europejskich – Puchary Zdobywców Pucharów (nie bez powodu został zlikwidowany 10 lat temu!). W finale Górnik przegrał z przeciętnym Manchesterem City, który nigdy później nie sięgnął już po europejskie trofeum. Do finału dostał się dzięki… szczęśliwemu losowaniu. „Pokonanym” rywalem w losowaniu była słabiutka Roma, przedstawiana w komunistycznej prasie jako potentant europejskiej piłki! Tymczasem klub w dziesięcioleciu 1965-1975 ani razu nie zajął nawet miejsca na ligowym podium, niejednokrotnie kończąc rozgrywki w drugiej połowie tabeli. Z Górnikiem grał tylko dlatego, że udało mu się zdobyć krajowy puchar. Mimo, że faktycznym faworytem spotkania był Górnik (znajdujący się co roku na ligowym podium i grający niemal corocznie w Pucharze Mistrzów), nie zdołał ani razu pokonać włoskiego średniaka. Awansował dopiero dzięki szczęśliwemu rzutowi monetą.
    W finale gwiazdorzy z Górnika przestraszyli się stawki meczu i tradycyjnie w decydującym starciu polegli. W kraju odtrąbiono jednak wielki sukces! Świętowanie klęski było możliwe tylko w PRL-u. Próbowano w oparciu o te smutne wydarzenie dowodzić wybitności klubu… Przecież żaden inny nie dotarł… Zapominano tylko dodać, że żaden inny nie miał takich warunków w PRL-u. To Górnik był hegemonem politycznym, sportowym i dodatkowo najbogatszym klubem. Któż inny miałby więc wyręczyć krezusa? 1957-1972 rok w rok na podium; 1963-1972 rok w rok z jakimś trofeum a mimo to reprezantacyjny klub gomułkowszczyzny nie sięgnął w przeciwieństwie do innych socjalistycznych kombinatów typu Steaua, Crvena Zvezda, Dinamo Zagrzeb, Dynamo Kijów, Dinamo Tibilisi, Slovan Bratysława czy nawet biedniutki Magdeburg, po europejski puchar.
    W Pucharze Mistrzów, który był zawsze najlepszym miernikiem wartości klubów Górnik grał fatalnie. Wystąpił w nim 12 razy (!) i 6-krotnie odpadł w pierwszej rundzie. Na 12 występów najbogatszy klub PRL-u jedynie jeden raz dotarł do ćwierćfinału! Lepszy bilans mają: Legia, Widzew, Ruch, Wisła. W Pucharze UEFA Górnik grał pięciokrotnie i jego największy sukces to 1/16. Poza sezonami 1968 i 1970 wyniki Górnika w pucharach są dramatycznie słabe, a biorąc pod uwagę fakt, że klub w latach 1957-1972 cały czas był na szczycie (zdobywając 10 mistrzostw i 6 pucharów, zasiadając 16 razy pod rząd na podium MP) i nie notował żadnych kryzysów formy wyniki te są kompromitujące. Dzięki usilnej propagandzie udało się jednak zatrzeć takie wrażenie. Udało się tym łatwiej, że olbrzymie środki inwestowane w Górnika przynosiły oczywiście efekt na krajowym podwórku, gdzie najsilniejszy składowo i finansowo Górnik nie miał żadnej poważnej konkurencji.
    Pomimo tych faktów wielu prostym ludziom, wychowanym w systemie komunistycznym, Górnik kojarzy się jeszcze dziś z olbrzymimi sukcesami międzynarodowymi! Komunistyczna ideologia skolonizowała więc skutecznie proste znaczenie sportu. Sportu, który na ogół nie jest związany z polityką, a nawet – zgodnie z olimpijską tradycją – powinien być apolityczny. W komunistycznym państwie sport miał jednak ściśle wyznaczoną rolę (zjawisko to

  • czerwona.kartka

    Oceniono 3 razy 1

    Zabawnym jest fakt, że przygoda Górnika z Pucharem Mistrzów zaczynała się jednak pod hasłem zatarcia „niechlubnych wyników poprzedników”. Wydawane w olbrzymich nakładach ulotki propagandowe (w formie książeczek) zawierały informacje, że wielki Górnik idzie na podbój Europy. Po klęsce w Londynie i kilku dalszych niepowodzeniach wizytówki górnictwa, jedna z kolejnych „ulotek” wydana we wrześniu 1964 nie zaczynała się już od buńczucznych zapowiedzi tylko od usprawiedliwień: „wyniki górników byłyby lepsze gdyby sprzyjało im szczęście w losowaniu”. Do potęg które złośliwy los postawił na drodze „wiecznego pechowca” – Górnika, zaliczone zostają: Tottenham (europejski średniak), Austria Wiedeń (mniej niż średniak) i Dukla Praga. Za komentarz do największej klęski polskiej drużyny w dziejach Pucharu Mistrzów/Ligi Mistrzów poza pokaźnym zestawem usprawiedliwień służy krzepiące stwierdzenie, że „nie był to mecz do jednej bramki”. Cieżkie zmagania Górnika z Austrią (1963) kwitowane są słowami, iż zabrakło „łutu szczęścia” (na temat 1:0 na Stadionie Śląskim). Arcydziełem kłamstwa jest zaś relacja o autentycznie szczęśliwym awansie po dodatkowym meczu z Austrią. Po zdobyciu w I połowie dwóch bramek, w II połowie tego meczu trwał nieustanny szturm bramki Górnika, a Górnik całą druga połowę się bronił, stracił jednak tylko jedną bramkę i wygrał ostatecznie awans 2:1. Fatalna postawa zespołu przedstawiona została jednak jako efekt „niefortunnej taktyki”. Wysoka porażka Górnika w następnej rundzie, na wyjeździe w Pradze (Dukla-Górnik 4:1) określona jest po raz kolejny jako „ogromne szczęście” Dukli. Dotkliwa porażka dokładnie w takim samym wymiarze (znów lanie 4:1!) rok później określona jest jako „jeszcze bardziej pechowa”. Nad losem Górnika mścił się zapewne jakiś demon-reakcjonista, bo cóż innego mogło spowodować taką niekończąca się serię potwornego pecha? W 1967 roku Górnik dał kolejny popis ulegając w II rundzie Pucharu Mistrzów CSKA Sofia 0:4.
    W 1968 w kolejnej broszurce czytamy zaklęcie by górnicy zagrali tak wspaniale jak gdy „przed laty rzucili na kolana Tottenham”. W tymże 1968 roku, w pierwszym meczu Górnik przegrał w Manchesterze tylko 2:0 jednak komunistyczna prasa znowuż rozpatrywała niezwykły pech czempiona…. W tym samym czasie brytyjski Times wytypował 6 rozpaczliwych obron Huberta Kostki do tytułu „nie z tego świata” i zastanawiał się nad tym jakim cudem Manchester United nie strzelił Górnikowi więcej bramek…

  • czerwona.kartka

    Oceniono 3 razy 1

    To niestety tylko wierzchołek góry lodowej. Można by się rozpisywać na temat wyznaczenia Górnika do roli sztandarowego koła zrzeszenia Górnik, analizować sylwetki pierwszych prezesów z których jeden był działaczem Niemieckiej Partii Komunistycznej a drugi przodownikiem pracy awansowanym w błyskawicznym tempie, po kilkudniowym kursie (!!! Słynne hasło: nie matura, lecz chęć szczera), na stanowisko dyrektora kopalni. Rozwodzić się dlaczego mieszkańcy Radlina nie chcieli mieć u siebie centralnego klubu - wizytówki górnictwa, w efekcie czego sztandarowe koło zrzeszenia Górnik postanowiono przenieśc do Zabrza. Można wymieniać aparatczyków którzy wspierali go w komunie, a byli to ludzie z najwyższych szczebli władzy. Komu i dlaczego zależało na tym by stworzyć wizytówkę hołubionego przez władze zawodu. Przypominać, że wśród najwybitniejszych piłkarzy lat 50., 60. i 70. nie ma ani jednego wychowanka, że Górnik słynął z pasożytowania na innych śląskich klubach, które zwyczajnie okradał, łamiąc niejednokrotnie statuty PZPN-u i posiłkując się przy tym oferowaniem znakomitych sztygarskich pensji. Okoliczności transferów niektórych piłkarzy do Górnika mają iście mafijną genezę i zamieszani w nie byli najważniejsi decydenci PRL-u. Rzadko kto dziś pamięta, że Górnik nigdy nie stracił piłkarza na rzecz CWKS-u Legii. Wręcz potrafił wyciągnąć z Legii takich asów jak Kowala czy Pohla, wykradzionych wczesniej przez wojskowych z małych śląskich klubów. To jedyny taki przypadek w PRL-u: całkowita odporność na zabiegi potężnych ponoć wojskowych patronów Legii.
    Do historii komunistycznej propagandy przeszły prasowe relacje z kompromitacji Górnika w Londynie, kiedy został ośmieszony przez Tottenham wynikiem 8:1. Prasa lamentowała nad okrucieństwem barbarzyńskich Anglików. Nie można było pisać o kompromitacji wizytówki górnictwa – nie wypadało. W rzeczywistości piłkarze Tottenhamu, który nigdy nie zawojował Pucharu Mistrzów grali po prostu swoje – angielską piłkę. Gwiazdorzy z Górnika nie podołali presji i byli po prostu znacznie słabsi piłkarsko, przyzwyczajeni do tego, że nikt w kraju nie był w stanie stawić im oporu. Wzorowi socjalistyczni górnicy zostali po prostu stratowani na Ścieżce Białego Jelenia (White Hart Line). Czytając jednak relacje o tym meczu w komunistycznej prasie można było pomyśleć, że Górnik powinien awansować dalej, jedynie kapitalistyczny spisek powstrzymał jego marsz ku zwycięstwu… Jan Kowalski, jeden z gwiazdorów tamtej drużyny, ogłoszony przez komunistyczną prasę ofiarą Anglików analizował sytuacje po upadku komuny: „Owszem odniosłem kontuzję, ale nie było to wynikiem jakiejś szczególnie brutalnej gry Anglików. Mieli taki styl, grali po prostu zdecydowanie i tyle. Oni nie byli złośliwi, nie byli chamscy”.

  • czerwona.kartka

    Oceniono 3 razy 1

    Wrogość wobec pomysłodawcy, nieukrywana awersja piłkarzy i kibiców do nowego tworu jest faktem historycznym. Nie dziwcie się, że w Zabrzu nie wiedzą gdzie i z kim Górnik rozegrał swój pierwszy mecz – to nie było ważne, nikt tego nie notował, nikogo to nie obchodziło. Liczyło się ile Górnik wyrobił % sportowej normy i czy piłkarze pilnie uczestniczyli w wykładach z marskizmu i leninizmu. Wiemy natomiast, że pierwszy mecz międzynarodowy drużyna Górnika rozegrała z Armią Czerwoną, ale domyślaliście się chyba?
    Zaraz po powstaniu Górnik otrzymał od władz prezent – wybudowany jeszcze przez nazistów stadion na 12000 miejsc. Zaplecze zostało ufundowane, trzeba było zacząć werbować ludzi (normalny klub powstaje w odwrotny sposób: najpierw zdobywa popularność i miłość kibiców a dopiero ewentualnie potem wsparcie władz).
    Nie pytajcie się też skąd wzięły się egzotyczne w polskiej przedwojennej piłce nazwy typu: Górnik, Stal, Gwardia, Kolejarz, CWKS (W ZSRR: Szachtior, Metalurg, Dynamo, Lokomotiw, CSKA) itd. To tylko zwykłe kopie „doskonałych” rozwiązań radzieckich. Trudno doszukiwac się w Polsce klubów o równie jednoznacznym powiązaniu ich narodzin ze stalinowską zagładą przedwojennych struktur piłkarskich. W marcu zapowiedziano na grudzień 1948 roku utworzenie jednej jedynie słusznej partii (PZPR), we wrześniu usunięto od władzy Gomułkę za odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne a w październiku 1948 roku rozpoczęto aresztowania przedwojennych działaczy piłkarskich którzy nie wstąpili do PPR, lub krytykowali komunistyczne porządki. W grudniu 1948 istniało już 60 nowych państwowych kombinatów sportowo-zakładowych.
    Ciekawostką jest fakt, że nigdzie na zachodzie Europy nie powstał klub o odpowiedniku nazwy „Górnik”, w Polsce zaś nazwa ta pojawiła się dokładnie w chwili rozpoczęcia reorganizacji polskiego sportu na wzór radziecki. Nie trzeba chyba dodawać, że nazwa ta pojawiła się znacznie wcześniej niż w Polsce na obszarze ZSRR. Co ciekawe klub z Zabrza gra pod tym szyldem do dzisiaj, chociaż przygniatająca większość klubów pozbyła się stalinowskich, narzucanych odgórnie nazw.
    Reorganizacja sportu na wzór radziecki to było zniszczenie wszystkiego, całego dorobku przedwojennego piłkarstwa. W latach 1948-1949 zlikwidowano w Polsce autonomiczne kluby piłkarskie, podporządkowując je państwowym zrzeszeniom. Doszło do olbrzymiej nacjonalizacji klubów piłkarskich. Kluby zostały po prostu zagrabione przez państwo. Można było zatrzeć niewygodne przedwojenne nazwy klubów, to co dla jednych było tragedią dla innych stało się jednak radością i źródłem powstania – narodził się Górnik, towarzysz Górnik! O okolicznościach tych wydarzeń nie dowiecie się jednak w ugładzonych notkach dziennikarskich o „wielkim” Górniku. Prawda jest politycznie niepoprawna. Już kilkanaście lat po powstaniu fałszowano w Górniku jubileusze istnienia, wymazano też nazwisko pierwszego prezesa i nikt z kibiców ani klubowych działaczy nie znał prawdy. Odkryto ją dopiero przy powstawaniu monografii klubu w latach 90. To daje do myślenia.

  • czerwona.kartka

    Oceniono 3 razy 1

    NIe ma klubu górnik zabrze. Są złodzieje i komuniści. Wypie...ć z Górnego Śląska.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX