Sport.pl

GKS Tychy. Zbliża się czas decyzji. "Nie mamy milionów na transfery"

Piłkarze GKS-u Tychy zawodzili w większości drugoligowych meczów, więc teraz części z nich przyjdzie zapłacić za przeciętną postawę na boisku.
Facebook? » | A może Twitter? »


GKS Tychy zakończył pierwszą część sezonu ze stratą ośmiu punktów do miejsca premiowanego awansem. To dużo. Przed sezonem wydawało się, że spadkowicz z pierwszej ligi wygra drugoligowe rozgrywki w cuglach. Doświadczony trener, czyli Kamil Kiereś, stabilny budżet, nowy stadion i mocny skład - to miały był główne składowe oczekiwanego sukcesu. Sukcesu, który jeżeli przyjdzie, to na razie rodzi się w olbrzymich bólach.

W czasie rundy jesiennej kibice GKS-u mieli olbrzymie zastrzeżenia do gry swoich ulubieńców. "Koniec lansu i gwiazdorzenia. Macie wygrywać albo do widzenia" - to tylko jedno z haseł, które wywieszali na stadionowym ogrodzeniu sympatycy tyskiej drużyny.

- Najbliższe dni poświęcimy na ocenę i analizę. Trener ma rozłożyć drużyną na czynniki pierwsze. Chcemy dokładnie wiedzieć kto zawiódł, a kto wyróżnił się na plus - mówi Grzegorz Bednarski.

Prezes klubu na razie nie chce mówić o nazwiskach. W czasie rundy jesiennej najwięcej zastrzeżeń było jednak do tych, którzy mieli być liderami drużyny. Zawodników, którzy pożegnają się z klubem można więc szukać na poniższej liście: Marcin Wodecki, Mariusz Zganiacz, Tomasz Górkiewicz, Damian Szczęsny, Mateusz Bukowiec... Tak naprawdę zmian i pożegnań powinno być jednak znacznie więcej.

- Na pewno nie możemy doprowadzić do tego, żeby odeszło, a potem przyszło kilkunastu graczy. Nie możemy budować drużyny na nowo, bo może zabraknąć na to czasu. Konieczny jest retusz. Poważny, ale w ramach zdrowego rozsądku. Na razie wstrzymujemy się z decyzjami kadrowymi, bo musimy mieć też pewność, że zawodnicy, których pozyskamy dadzą drużynie więcej jakości od tych, których mamy dziś w drużynie - podkreśla Bednarski.

O konkretne wzmocnienia może być jednak o tyle trudno, że w Tychach nie mają pieniędzy na gotówkowe transfery. - Nie mamy milionów do wydania. Będziemy szukać zawodników wolnych. Takich, którzy rozwiążą swoje kontrakty z dotychczasowymi pracodawcami. Nie zamykamy się również na zagranicę. Przykład Piasta Gliwice pokazuje, że za naszą południową granicą można znaleźć wielu wartościowych graczy - kończy prezes GKS-u.

Więcej o: