Sport.pl

Siarka - Stelmet, druga połowa 32:23. Sensacja? Nie, bo była też pierwsza połowa

Nie tak dobrze, by wypinać piersi do orderu, ale nie tak źle, by martwić się o rozstrzygnięcie meczu... Koszykarze Stelmetu BC Zielona Góra zwycięsko odrobili ligową zaległość. W poniedziałek pokonali Siarkę w Tarnobrzegu 64:54. W pierwszej jakby chodziło o pogrom. Ale w drugiej o to, żeby mecz już się skończył...
Trener Saso Filipovski zwracał uwagę, że jego drużyna wyróżnia się w całej koszykarskiej Europie. Czym?

Splot z terminarza Euroligi i Tauron Basket Ligi wpakował w mistrzów Polski w sesję czterech wyjazdowych spotkań z rzędu. - Jak tu znaleźć czas na treningi pośród nieustannych podróży między Izmirem, Tarbobrzegiem i Kownem? - głowił się Filipovski.

Zdawało się jednak, że w poniedziałek los wyciągnął rękę do trenera Stelmetu BC. I podarował takiego przeciwnika, z którym dało się tak zagrać, by jednocześnie dołożyć do kolekcji kolejne zwycięstwo, a przy tym jeszcze sobie potrenować.

Warunek konieczny: zielonogórska drużyna musiała mocno potraktować początkowe minuty, by pokazać Siarce, kto tu rządzi oraz nie tworzyć podłoża pod ligową sensację. Przez dwie kwarty tak się działo. Mistrzowie Polski solidnie bronili. Tarnobrzeski zespół nie dostawał pozycji pod koszem, pudłował z dystansu i w sumie potrzebował sporo czasu (kilkanaście minut), by złamać barierę 10 zdobytych punktów.

Według żelaznych zasad swojego szkoleniowca gracze zespołu z Zielonej Góry dominowali: zbiórkami 35:14! (w połowie meczu), mocną obroną oraz skutecznością rzutów.

Nie warto się upierać, że mistrzowie grali wtedy zachwycająco oraz płynnie. Ale przecież Siarka, kilka razy już w tym sezonie wygrała. I chociaż możliwości kadrowe ma tak skromne, że nawet nie wypada wspominać o dwóch kontuzjach w Stelmecie, to też starała się bronić, zbierać i polować na przechwyty.

Z tych starań i zaangażowania długo wychodziło Siarce tylko i aż tyle, że przegrywała nie więcej niż 20-25 punktami. I kiedy zdawało się, że to kres możliwości gospodarzy meczu, po przerwie w spotkaniu stało się coś, co Filipovskiego zaniepokoiło. A właściciel zielonogórskiego klubu Janusz Jasiński mógłby nawet sformułować opinię: Widać, że Stelmet już puchnie...

Skończyła się mowa o dominacji mistrzów, którzy przegrali trzecią kwartę 10:12. I w czwartej części nie bardzo potrafili zaprzeczyć, że doszło do tego na zasadzie wypadku przy pracy. Wielkiej woli ani wielkiej gry nie było. Raz nie udało się wykorzystać kontry: trzech na jednego. Bardziej chodziło o to, żeby zwycięsko dociągnąć do końca. I z tym kłopotu nie było. Zwycięstwo Stelmetu nie podlegało wątpliwości ani przez chwilę.

SIARKA TARNOBRZEG - STELMET BC ZIELONA GÓRA 54:64

KWARTY: 8:19, 14:22, 12:10, 20:13

SIARKA: Bell 14 (2), Robbins 8, Patoka 5, Wall 4, Harris 0 oraz Zalewski 12 (1), Młynarski 9, Paul 2, Pandura 0.

STELMET BC: Gruszecki 16 (1), Hrycaniuk 6, Moldoveanu 4, Koszarek 3 (1), Mateusz Ponitka 2 oraz Szewczyk 15 (1), Zamojski 10 (1), Djurisić 4, Bost 4, Marcel Ponitka 0, Zywert 0.