Sport.pl

Synowiec: Dziś ważne jest wyłącznie kto w ogóle pojedzie, a nie w jakim składzie

Sezon żużlowy w Polsce i na świecie właśnie się zakończył. Przez wiele lat w takiej sytuacji zaczynał się dla kibiców czas, kto wie czy nie ważniejszy od samej ligi, mianowicie okres transferowy i emocje z tym związane, bo sezon ligowy trwa krótko, więc trzeba było czymś wypełnić wielomiesięczną przerwę. Teraz jest inaczej. To, który zawodnik i w jakich barwach będzie jeździł, stało się mało istotne, bo ważniejsze jest kto do rozgrywek ligowych w ogóle przystąpi i czy da się skompletować choć dwie ligi, w miejsce dotychczasowych trzech.
Gorzów.sport.pl i dziennikarze Gazety bliżej Ciebie - znajdź nas na Facebooku!

Takiej sytuacji jaka jest obecnie nie było w polskim żużlu nigdy, bo na dzisiaj prawdopodobne jest, że połowa ligowców, od ekstraligi poczynając, a na drugoligowym Rawiczu kończąc, w sezonie 2016 nie wystartuje.

Ligi długo pożerały własny ogon i dzisiaj zdaje się, że pożarły już jego końcówkę. Mianownik kłopotów jest jeden - długi i brak finansowych perspektyw. Jedne kluby mówią o bliskim bankructwie, inne gwałtownie szukają środków, aby choć na chwilę (do uzyskania licencji) załatać dziury w budżecie, a reszta milczy licząc, że jakoś to będzie, a długi spłacą się same, albo, że pomogą władze miasta.

Tak więc żużlowa ekstraklasa liczy na razie siedem zespołów, w tym jeden z łapanki (Rybnik), bo w normalnej rywalizacji rybniczanie odpadli w półfinale play-off pierwszej ligi. Siedem ekip to oczywiście wyłącznie teoria, bo np. z Rzeszowa uciekli niemal wszyscy zawodnicy, a sam Rzeszów, po rezygnacji głównego sponsora, grozi natychmiastową upadłością klubu. Trzeba więc będzie robić kolejną łapankę. Chętny już jest. To GKM Grudziądz. Zespół bez stadionu, bo ten, który jest to lata pięćdziesiąte ubiegłego wieku, a także bez choć przyzwoitego składu (Okoniewski i Gollob na wyjazdach nie są w stanie wygrywać nawet z juniorami). Jeśli tak załatamy ekstraligowe dziury, to w przyszłym roku na siedem spotkań, co najmniej dwa można będzie sobie odpuścić, bo to będą zwykłe punktowane treningi.

Poza ekstraligą ma miejsce już tylko walka o życie. Połączenie pierwszej i drugiej ligi wydaje się być oczywistością, a i tak mało prawdopodobne jest, aby wystartowały zespoły:

z Lublina - długi, brak sponsorów i zainteresowania kibiców,

Rawicza - śladowe zainteresowanie tym sportem w mieście i okolicy oraz długotrwała stagnacja jeśli chodzi o wyniki,

Gniezna - długi, które nie maleją od kilku lat,

Częstochowy - w sezonie 2015 odpoczywała od żużla,

Opola - zbiera siły, ale czy nazbiera?

łotewskiego Daugavpils - nie wiadomo, czy nie obrażą się na polską ligę po tym, jak ich nie przyjęto do elity po uczciwie wywalczonym awansie,

Krakowa, a właściwie Nowej Huty, bo w samym Krakowie nikt o żużlu nie słyszał - brak porządnego stadionu i stagnacja wyników. Dodać do tego zestawu należy, że są małe szanse na to, aby reaktywowano żużel w Poznaniu, Świętochłowicach czy Warszawie, choć takie próby są od dawna czynione.

Nawet taka potęga jak Zielona Góra wykonuje rozpaczliwe ruchy w poszukiwaniu pieniędzy, w Gdańsku sytuacja jest mocno niestabilna i biedna, a zespół z Łodzi, choć stabilny finansowo, zależy wyłącznie od widzimisię charyzmatycznego, ale też kapryśnego właściciela Witolda Skrzydlewskiego.

Na koniec zostawiam Bydgoszcz, gdzie nowym carem został Władysław Gollob. Bydgoszcz to jeden z filarów polskiego sportu żużlowego, którego znaczenie w ostatnich latach systematycznie malało, tak jak i frekwencja na trybunach, a kolejni szefowie klubu nie mieli pomysłu jak z tej patowej sytuacji wybrnąć. Władze miasta w konkursie ofert postawiły na Władysława Golloba, podając "czarną polewkę" między innymi Szwedowi Andreasowi Jonssonowi, który też był zainteresowany kupnem klubowych akcji. Nadzieje na powrót do świetności są tam spore, ale ja myślę, że i nowy car sobie nie poradzi, bo mentalnie korzeniami tkwi w latach dziewięćdziesiątych, a obecny żużel to zupełnie inna bajka i stare, niegdyś dobre recepty się nie sprawdzają.

Summa summarum - wiele wskazuje na to, że za kilka lat wszystkie polskie kluby będą jeździły w jednej, chudej lidze, skąd nie będzie ani awansów, ani spadków, ani też splendorów, ale za to będzie normalnie, czyli tak jak już obecnie w Szwecji czy Anglii.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali, obecnie radny

Więcej o: