Sport.pl

Zagłębie Sosnowiec. Robert Stanek: Działamy jak wywiad, prześwietlamy piłkarzy [ROZMOWA]

- Mamy swoje atuty i jeżeli będziemy na nie mocno stawiać, to rywale będą mieć z nami problem. Perspektywy także są dobre. Mamy prezydenta, który chce silnego Zagłębia w Ekstraklasie i to na nowym stadionie. Przed Zagłębiem niepowtarzalna szansa - mówi Robert Stanek, dyrektor sportowy Zagłębia Sosnowiec.
Zagłębie Sosnowiec szybko podnosi głowę po latach spędzonych w drugiej lidze. Jest wiceliderem tabeli. Czy beniaminek zaatakuje z rozpędu także Ekstraklasę? 

Wojciech Todur:- Gdzie ucho nie przyłożyć, to wszyscy chwalą Zagłębie. Ekspert Polsatu Sport Wojciech Kowalczyk stwierdził nawet, że gracie obecnie najlepszą piłkę w pierwszej lidze.

Robert Stanek: - To miłe. Mocno pracowaliśmy na taką opinię. Budowa tej drużyny zaczęła się w marcu minionego roku. Krok po kroku tworzyliśmy ekipę, która skoczy za sobą w ogień. Każdy trener to powtórzy, że nie zawsze umiejętności, nawet najwyższe, są warte tyle samo co charakter. Liczy się przede wszystkim umiejętność pracy w zespole. Satysfakcja z tego, że przebywa się razem. Wtedy łatwiej podnieść się po porażce, a i radość z wygranej napędza potem mocniej. Nasi piłkarze się lubią. Jeżdżą razem na wakacje, przyjaźnią się ich rodziny. Wspólnie bawimy się przy grillu. Chodzimy razem pośmiać się z kabaretu i obejrzeć w kinie Jamesa Bonda. Zagłębie jest dla nas drugim domem.

Dobra gra, coraz lepsze wyniki na pewno nie umkną uwadze bogatszych klubów. Czy nie obawia się pan, że zimą Zagłębie może stracić kilku kluczowych zawodników? Myślę chociażby o Martinie Pribuli, Michale Fidziukiewiczu, czy Jakubie Araku.

- Nie sądzę. Myślę, że piłkarze Zagłębia mają przede sobą jeszcze wiele do zdobycia i będą chcieli to zrobić razem. Z tą szatnią i w tym klubie. Podpisując umowy z nowymi zawodnikami, proponowaliśmy im dłuższe umowy, bo stabilizacja jest ważna nie tylko dla nich, ale i dla klubu. Wiadomo, że może zdarzyć się i tak, że ktoś położy na stół takie pieniądze, że transfer stanie się możliwy. Taka jest piłka i my tego nie zmienimy. Można jednak ograniczyć takie ryzyko. Dlatego już teraz mogę poinformować, że Pribula przedłuża kontrakt i zostaje z nami na dłużej.

Po podpisaniu kontraktu z Jakubem Wilkiem, byłym reprezentantem Polski, stwierdził pan, że dostaje oferty od piłkarzy, których nigdy nie podejrzewał o to, że mogą chcieć grać w Zagłębiu.

- Może to ten długi czas, jaki spędziliśmy w drugiej lidze sprawia, że w niektóre ofert trudno mi teraz uwierzyć? Tyle, że fakty są dziś takie, że jesteśmy dobrze zorganizowanym klubem z ambicjami, który należy do ścisłej czołówki pierwszej ligi. Nie da się ukryć, że jesteśmy atrakcyjnym pracodawcą. Każdego dnia dostaję od pięciu do dziesięć maili z ofertami od piłkarzy i menedżerów. I zdarzają się też gracze na europejskim poziomie. Sami też szukamy nowych piłkarzy, a to oznacza, że lista potencjalnych wzmocnień jest bardzo długa. Analizujemy, oceniamy, bo najgorsze co moglibyśmy zrobić, to popsuć to, co z takim trudem zbudowaliśmy. Decydując się na transfer, działamy jak wywiad. Prześwietlamy piłkarza. Dowiadujemy się jak zachowuje się w szatni. Jaki jest poza boiskiem. Czy wspiera go rodzina... Nie chcemy popełnić błędu.

Wróćmy na boisko... W bramce Wojciech Fabisiak czy Matko Perdijić? Trener Artur Derbin powiedział, że to pan podejmie decyzję.

- Trudne pytanie. Teraz jeszcze nie odpowiem. Matko Perdijić długo czekał na swoją szansę. Na tym, że stanął między słupkami w ostatnim meczu z Chrobrym Głogów, zaważyła też choroba Fabisiaka. Od biedy Fabisiak mógł zagrać, ale obserwując, jak Matko prezentuje się na treningach, uznałem, że to jest właśnie ten moment. Matko nie zawiódł, a my mamy teraz problem.

Perdijić to doświadczony bramkarz, ale w ostatnich sezonach w meczach pod presją grał bardzo mało. Nie było obaw?

- Rzeczywiście, siedział najczęściej na rezerwie. Doświadczenie, umiejętności, a przede wszystkim wielka chęć, żeby znowu poczuć adrenalinę związaną z walką na boisku, podpowiadały mi, że Perdijić nie zawiedzie.

W sezonie 1990/91 rywalizował pan o miejsce w bramce Zagłębia z Grzegorzem Harasiukiem. To była niespotykana sytuacja, gdyż zmienialiście się między słupkami niemal co tydzień.

- Walczyłem wtedy nie tylko z Grześkiem, ale i Markiem Pietrkiem. To był taki pomysł trenera Zbigniewa Mygi. Najlepszy miał się wykuć w boju, dlatego każdy z nas dostawał szansę. Ten pomysł nie do końca się sprawdził. Sezon zakończył się wtedy barażami z Jagiellonią Białystok. No i tak wyszło, że w pierwszym meczu broniłem ja, a w drugim Grzesiek. Historia tych meczów jest dobrze znana kibicom Zagłębia. Na Stadionie Ludowym przegraliśmy 0:2. Nie popełniłem wtedy błędów, ale i tak dwa razy szukałem piłki za plecami. W rewanżu, gdy mało kto na nas stawiał, wyrównaliśmy stan rywalizacji, a w karnych okazaliśmy się lepsi.

To może warto powtórzyć manewr trenera Mygi?

- Może lepiej nie... Nie wspominam dobrze tamtego sezonu. Te ciągłe rotacje męczyły mnie i Grześka. Bramkarz potrzebuje spokoju. Ten komfort psychiczny przekłada się potem na jego dyspozycję na boisku.

Awans do pierwszej ligi firmował pan jako trener. Teraz jest pan już dyrektorem sportowym. Nie tęskno za miejscem na trenerskiej ławce?

- To był świadomy wybór, więc na pewno nie będę narzekał. Już będąc pierwszym trenerem, miałem wpływ na budowę drużyny, więc nie jest to dla mnie zupełna nowość. Zagłębie to mój klub. Często mówię, że wychowałem się tuż obok, w linii prostej 200 metrów od Stadionu Ludowego. Mówię tak, bo to jest prawda. Kocham ten klub i mógłbym dla niego pracować w każdej roli.

Zagłębie chce grać w Ekstraklasie, ale to był plan na dwa, trzy lata. Może warto wykonać ten skok już w pierwszym podejściu?

- Na pewno nie będziemy sztucznie odwlekać takiej chwili. Zagłębie zawsze wychodzi na boisko z myślą o wygranej. A co wydarzy się na koniec? Mamy swoje atuty i jeżeli będziemy na nie mocno stawiać, to rywale będą mieć z nami problem. Perspektywy także są dobre. Prezydent Sosnowca Arkadiusz Chęciński też chce silnego Zagłębia w Ekstraklasie i to na nowym stadionie. Przed Zagłębiem niepowtarzalna szansa.

Patrzy pan w ogóle na tabelę?

- Rzadko. Nie ma co się napawać miejscem w czołówce, bo jednak na tym etapie sezonu nic to nie znaczy. Piłkarze często mówią, że na tabelę nie patrzą i jest w tym wiele prawdy. Tyle, że większość z nas i bez patrzenia wie, co tam się dzieje. Jaką ma się przewagę, kto goni, a kto ma problemy. To przecież nasze życie.

Stwórz własną drużynę i WYGRAJ LIGĘ!



 

Więcej o: