Sport.pl

Dwa oblicza Effectora w starciu z wicemistrzem Polski

Kibice w Hali Legionów obejrzeli w sobotni wieczór dwie "wersje" ekipy Dariusza Daszkiewicza: waleczną i prezentującą niezłą siatkówkę oraz zatrważająco bezradną.
Jako pierwsze na parkiecie zaprezentowało się to dużo gorsze oblicze Effectora. Kielczanie zupełnie nie radzili sobie w przyjęciu, po trzech punktowych zagrywkach Mateusza Miki przegrywali 1:7 i błyskawicznie stracili chęć do dalszej walki. Trener Daszkiewicz już po piętnastu wymianach wykorzystał dwie przerwy na żądanie, a złość na swoich podopiecznych odreagował zaskakującymi zmianami. Absolutny debiut w Plus Lidze zaliczyli rozgrywający Jakub Gontarewicz i środkowy Patryk Więckowski, ale losów seta otwarcia, co oczywiste, odwrócić nie mogli.

Wystarczyło kilka minut, by gospodarze przeszli cudowną metamorfozę. Dzięki dużo lepszemu odbiorowi, więcej okazji do wykazania się dostał wreszcie Michał Kędzierski (notabene najlepszy zawodnik kieleckiej drużyny w tym spotkaniu). Młody rozgrywający postawił na sprawdzone i najpewniejsze rozwiązania - co chwila, z premedytacją, uruchamiał na zmianę środkowych: Mateusza Bieńka i Andreasa Takvama. Ci, mając idealne dogranie, mylili się niezwykle rzadko, toteż wyrównana walka w tej partii trwała niemal do samego końca (8:7, 12:12, 15:16). W decydującym momencie gdańszczanie odskoczyli co prawda na dystans czterech punktów (23:19), ale po trzech z rzędu punktach Effectora musieli do ostatniej piłki drżeć o końcowy wynik.

W trzeciej odsłonie dobrze dysponowanych środkowych wreszcie wsparły skrzydła. Przebudził się zwłaszcza mało efektywny, do tej pory, Sławomir Jungiewicz. To on, dwoma asami serwisowymi, wyprowadził swój zespół na pierwsze w meczu dwupunktowe prowadzenie (13:11), to po jego skutecznym zbiciu o blok, w istotnej fazie tej partii, gospodarze mieli już trzy "oczka" w zapasie (19:16), to wreszcie do niego należało ostatnie słowo przy piłce setowej.

Nadzieję na sprawienie niespodzianki przez swoją drużynę kieleccy kibice mieli jeszcze przez kilka chwil. Kluczowym fragmentem czwartego seta okazały się cztery z rzędu stracone punkty przed drugą przerwą techniczną. Najpierw zagrywkę zepsuł Adrian Buchowski, potem miejscowym "wpadły" w boisko dwie niezbyt trudne zagrywki Wojciecha Grzyba, a losy pojedynku przesądziła długa wymiana, zakończona szczęśliwym atakiem Miki.

W środę (godz. 17) Effector zagra w Bydgoszczy z Łuczniczką.

Effector Kielce - Lotos Trefl Gdańsk 1:3 (11:25, 22:25, 25:23, 17:25)

Effector: Kędzierski (2), Jungiewicz (18), Bieniek (17), Takvam (8), Wierzbowski (1), Buchowski (3), Sobczak (libero) oraz Gontarewicz, Więckowski, Vitiuk (5), Maćkowiak

Trefl: Falaschi (4), Schulz (26), Grzyb (6), Ratajczak (7), Schwarz (7), Mika (22), Gacek (libero) oraz Stępień, Dębski, Troy, Hebda

MVP meczu: Damian Schulz (Trefl) Widzów: 2000

Więcej o: