Sport.pl

Piast Gliwice. Bramkarz Rafał Leszczyński: Presja podcięła mi skrzydła

Po debiucie w kadrze miałem problemy nawet z łatwymi piłkami. Myślę, że to nie była "sodówka". To presja podcięła mi skrzydła. Nie potrafiłem sobie z nią poradzić. Z tyłu głowy pojawiała się myśl: "Teraz wszyscy na ciebie patrzą. Uważaj, żeby nie zrobić jakiegoś błędu, bo zaraz zacznie się jazda" - mówi Rafał Leszczyński, swego czasu sensacyjny kadrowicz Adama Nawałki, a dziś kandydat do bramki Piasta Gliwice.
O co Piast Gliwice zagra w przyszłym sezonie? Podyskutuj na Facebooku >>

"Niespodzianka" - to najmniej krzykliwe sformułowanie, jakim w listopadzie 2013 roku nazywano nominację do pierwszej reprezentacji Polski dla Rafała Leszczyńskiego. Przeważały bowiem "sensacja" czy "szok". Nic w tym dziwnego - Adam Nawałka powołał przecież ledwie 21-letniego golkipera, znanego tylko z występów w pierwszoligowym Dolcanie Ząbki. - Pierwsza myśl była taka, że ktoś sobie ze mnie robi jaja - nie krył Leszczyński. Selekcjoner jednak nie żartował. Zresztą, miał go na oku jeszcze wówczas, kiedy prowadził Górnika Zabrze. - Rafał to bardzo ciekawy chłopak. Już dzisiaj - mimo młodego wieku - prezentuje wysoki poziom. Potencjał ma ogromny - w ten sposób Nawałka argumentował swoją decyzję. Dziennikarze natomiast zaczęli zasypywać Leszczyńskiego prośbami o wywiad. - Przez pierwsze cztery dni telefon nie stygnął, bo cały czas był w użyciu. Później nie udzieliłem nawet 1/20 wywiadów, które przeprowadzono ze mną zaraz po tamtym powołaniu - przyznaje. To mniej więcej wtedy pojawiły się też spekulacje o zainteresowaniu nim ze strony Legii Warszawa. Ostatecznie nic z tego nie wyszło, ale ze wspomnianego zgrupowania kadry i tak wrócił z reprezentacyjnym debiutem (3:0 "ligowców" z Norwegią).

Na Zachodzie jest inaczej

Na pierwszy rzut oka wszystko układało się zatem jak należy, ale - paradoksalnie - wtedy zaczęły się problemy Leszczyńskiego. Na wiosnę w Dolcanie nie zbierał już tak dobrych not, w pewnym momencie wręcz zniknął z pola widzenia. - Nie ma co ukrywać, prezentowałem się bardzo słabo. Zdarzało się nawet, że w trakcie treningu nie potrafiłem złapać naprawdę prostej piłki. I w zasadzie do dzisiaj trudno mi powiedzieć, skąd się to wzięło... - przyznaje i kontynuuje: - Z perspektywy czasu wiem, że nie byłem na to wszystko przygotowany psychicznie. Nie chcę teraz szukać sobie usprawiedliwień, bo nie o to tu chodzi, ale wszyscy wiemy, że na Zachodzie wygląda to inaczej. Tam oprócz tego treningu piłkarskiego młody chłopak ma również trening mentalny. Ja takiego nie miałem, a dziś wiem, że bardzo by mi się przydał. Cały ten szum podciął mi skrzydła.

To nie "sodówka"

- W takich sytuacjach młodemu często uderza do głowy "sodówka". Chociaż pan na takiego nie wygląda...- zauważam. - Myślę, że to nie to - zaprzecza Leszczyński. - Bardziej chodziło o tę presję, z którą nie potrafiłem sobie poradzić. Z tyłu głowy pojawiała się myśl: "Teraz wszyscy na ciebie patrzą. Uważaj, żeby nie zrobić jakiegoś błędu, bo zaraz zacznie się jazda". Potrzebowałem trzech-czterech miesięcy, by sobie to wszystko poukładać. Mniej więcej od czerwca zeszłego roku umiem już skupić się wyłącznie na piłce. Nie zamęczam się myślami w stylu: "Zrobię błąd czy nie?". Koncentruję się na tym, żeby grać jak najlepiej. Tak po prostu - zapewnia. I rzeczywiście, poprzednim sezonem wrócił na właściwe tory. Po jego zakończeniu przyszedł natomiast czas na transfer do Piasta Gliwice. Ale początki w ekstraklasie do łatwych nie należą...

Notowania wzrosły

Choć klub z Okrzei starał się o Leszczyńskiego już od dłuższego czasu, ten na swój oficjalny debiut w pierwszym zespole wciąż czeka. Nie chodzi jednak o to, że 23-latek zawodzi, ale o fakt, że w świetnej formie znajduje się doświadczony Jakub Szmatuła. Od dobrych kilku miesięcy 34-latek jest nie do ruszenia, ma wręcz monopol na miejsce między słupkami. A jest przecież jeszcze jeden konkurent: 22-letni Słowak Dobrivoj Rusov, uznawany w ojczyźnie za bardzo zdolnego bramkarza. W tej sytuacji Leszczyńskiemu pozostają więc występy w rezerwach, które rywalizują w trzeciej lidze opolsko-śląskiej. Łatwizna? Nie w tym przypadku. Druga drużyna Piasta to jeden ze zdecydowanie najsłabszych przedstawicieli tego szczebla, przegrywa mecz za meczem. Nierzadko "do zera". Wystarczy wspomnieć, że ostatnio Leszczyński puścił chociażby cztery gole w spotkaniu z LKS-em Bełk, beniaminkiem ligi. - Wiadomo, takie mecze pewności siebie u bramkarza nie budują, ale staram się zrobić swoją robotę, jak najbardziej pomóc zespołowi - podkreśla.

Zastanawiam się, jak daleko mu do debiutu w ekstraklasie. - Jestem optymistą. Myślę, że od momentu pojawienia się w Piaście moje notowania wzrosły. Trener Latal widzi, że ciężko pracuję. Zresztą, podobnie jak Dobo [Dobrivoj Rusov, przyp. red.]. Ostatnio nawet wziął nas na rozmowę, docenił...