Sport.pl

Boris Pesković z Pogoni: Dawid dostał szansę rehabilitacji i ją wykorzystał

Nie było zabawy w chowanego, bo najłatwiej się zakopać pod kocem w autokarze i do nikogo przez całą podróż się nie odzywać. Ale my czekaliśmy na reakcję Dawida i on od razu właściwie zareagował - mówi Boris Pesković, trener bramkarzy Pogoni Szczecin.
W niedzielę Pogoń zagra z Legią w Warszawie. Dużo wskazuje na to, że najwięcej pracy będzie miał Dawid Kudła. Bramkarz Pogoni bardzo kiepsko wypadł w meczu z Cracovią, gdzie wpuścił trzy kuriozalne bramki, ale w pełni zrehabilitował się w spotkaniu z tzw. podtekstami z Górnikiem Zabrze. Jak wypadnie w niedzielę na tle Dusana Kuciaka, który ma opinię najlepszego bramkarza polskiej ekstraklasy?

Rozmowa z trenerem bramkarzy Pogoni

Jakub Lisowski: Czy pan w jakiś sposób przeczuwał, że w Krakowie może nastąpić taki kataklizm? Może coś zbagatelizowaliście?

Boris Pesković: Cały mikrocykl treningowy przygotowujący do spotkania przepracował normalnie, fizycznie na nic nie narzekał, nic nie sygnalizował. Jeszcze w pierwszej połowie - spisywał się dobrze, jak cały zespół w obronie, ale po przerwie zabrakło mu już koncentracji. Uważam, że to najważniejsza przyczyna tego słabego występu. Ja będę zawsze podkreślał, że raz na 10 spotkań bramkarz może puścić słabą bramkę, ale jedną. Zastanawiałem się, co się stało, i wiem, że Pogoń z tej jesieni to już zupełnie inny zespół niż w poprzednich rundach. W poprzednich sezonach bramkarz miał w każdym meczu 6-7 sytuacji, gdzie musiał się wykazać i wybronić. A tej jesieni - takich interwencji jest zdecydowanie mniej. To zasługa całego naszego bloku defensywy, ale i Dawida.

Kto po tamtym występie szybciej się chował: Dawid przed panem czy pan przed głównym trenerem Czesławem Michniewiczem?

- Nie było zabawy w chowanego, bo najłatwiej się zakopać pod kocem w autokarze i do nikogo przez całą podróż się nie odzywać. Ale my czekaliśmy na reakcję Dawida i on od razu właściwie zareagował: wziął winę na siebie, ale i czekał na szansę rehabilitacji. Dostał ją i wykorzystał.

Przemknęło przez głowę, by na mecz z Górnikiem Zabrze zmienić bramkarza? Dawid był po kiepskim występie, w Szczecinie gra pod większą presją, bo zastąpił w bramce Radosława Janukiewicza, którego bardzo lubili kibice, a w dodatku Górnik go wychował i pożegnał. Nie zawsze wychodzi, gdy się bardzo chce...

- Różne myśli przebiegły po głowie, ale przecież nie mogliśmy przekreślić Dawida po pierwszym słabym występie. Bramkarze muszą mieć większe zaufanie, a Dawid wcześniej nas nie zawiódł. Dobrze się prezentował w meczach grupy mistrzowskiej poprzedniego sezonu, dobrze w tym. Z myślą o rywalizacji o pierwszy skład ściągnęliśmy latem Kubę Słowika, ale mieliśmy świadomość, że jest po operacji i do grania będzie gotowy powiedzmy od piątej kolejki. Dawid miał szansę pokazać, że to on zasługuje na grę i do tej pory nie wpuścił Kuby do bramki. Nie będę tu wychwalał Dawida, bo przecież we wcześniejszych meczach nie miał zbyt wielu mega fajnych interwencji, bo po prostu koledzy do tego nie dopuszczali, ale błędów też nie miał. Od paru kolejek drużyna ma słabszy okres, więc automatycznie bramkarz ma więcej roboty i on musi pomóc. Mocno się jednak wkurzyłem na to, że na pięć strzałów Cracovii wpadły cztery bramki. Katastrofa.

Dawid sam dał sygnał, że będzie na Górnika gotowy?

- Mógł mieć różne myśli. Tym bardziej że widzi Kubę Słowika na treningach, jego zaangażowanie, formę, umiejętności. Nikt w klubie nie ma zastrzeżeń do Kuby, pracuje bardzo mocno na swoją szansę i może wkrótce ją otrzyma, ale póki co numerem jeden pozostał Dawid. Ale to nie było tak, że jeszcze w krakowskiej szatni ustaliliśmy, że pozostanie w składzie. Taki sygnał wyszedł dwa dni później, bo musiał nastąpić etap analizy.

Z zabrzanami uratował Pogoni skórę...

- To był dla niego najtrudniejszy mecz, bo takie błędy potrafią się ciągnąć, a jeszcze jest wychowankiem Górnika. Ale spisał się bardzo dobrze i potwierdził, że ma mocną głowę. Ja mu powtarzałem, by grał swoje, by nie myślał o niczym innym, tylko dobrze przewidywał, gdzie poleci piłka przy dośrodkowaniach, gdzie mogą strzelać zabrzanie. I był skoncentrowany. Rywal przyjechał się bronić, ale w kontrach i przy stałych fragmentach gry potrafił stworzyć sobie bramkowe sytuacje. Niech to będzie tylko jedna w meczu - bramkarz musi trzymać koncentrację i to wybronić. Jeśli tych okazji jest więcej - to inaczej też pracuje głowa bramkarza. Ale klasowego bramkarza poznaje się właśnie po tym, czy daje radę w takich trudnych spotkaniach.

Daje?

- Na razie daje. Z jednego meczu nie będziemy robili afery, po jednym słabym występie nie będziemy wyrzucać bramkarza ze składu.

Kudła czy Kuciak?

- Jeden i drugi są solidnymi bramkarzami. Dawid ma dużo mniejsze doświadczenie, bo ma dopiero pierwszą rundę grania za sobą. A Dusan - ma za sobą dobre lub bardzo dobre występy w Słowacji, Rumunii i od kilku sezonów jest numerem jeden z Legii. Jego ogranie w ligach i reprezentacji jest widoczne, ale w Warszawie nie musi to być najważniejsze.

Rozmawiał Jakub Lisowski