Sport.pl

Euroliga: Mistrz Polski blisko jak nigdy, ale w ostatniej minucie jak zawsze - zaniemógł i znów przegrał

Było tak: Stanęła rosyjska Lokomotywa, solidna, okazała, bogactwo z niej spływa... Mistrz Polski się wytężał, ale nie dźwignął, taki to ciężar... W piątek w trzeciej kolejce rozgrywek grupy C Euroligo Stelmet BC Zielona Góra przegrał we własnej hali z Lokomotivem Kubań Krasnodar 75:83.
Rosyjska drużyna nie powieliła grzechu wielkiej Barcelony, która przed tygodniem podarowała mistrzom Polski łatwiuteńki start do meczu i prowadzenie 12:2. W piątek na boisku w Zielonej Górze rzeczy od pierwszej akcji toczyły się inaczej. Koszykarze obdarzyli się szacunkiem i strasznie mocną obroną.

Trener Saso Filipovski dwa dni przed starciem ułożył pean na cześć snajperskich zdolności graczy Lokomotivu. Po czym tak zaplanował i egzekwował zadania defensywne, że oddział snajperów z Krasnodaru ustrzelił przez kwartę ledwie 13 pkt. Dzięki takiej obronie Stelmet BC z reguły prowadził. I chociaż bardziej chodziło o przewagę dającą więcej dobrego samopoczucia niż bezpieczeństwa oraz marginesu na błędy, to zielonogórski zespół realizował plan. O dominacji lidera euroligowej grupy C nie było mowy. Duże nazwiska w składzie Lokomotivu nie tworzyły drużyny większej aniżeli ta, którą na boisku dowodził Łukasz Koszarek. Walka była wyrównana. Żal, że mistrzowie Polski nie utrzymali równego i mocnego poziomu obrony. Zapłacili za to. W końcówce drugiej połowy seria strat ze strony koszykarzy Stelmetu BC, z drugiej zaś strony seria przechwytów i kontr złożyły się na mały zwrot w meczu. Na tym etapie górowali goście z Rosji, którzy dość istotnie bili Stelmet skutecznością - 57 proc. Lokomotiv, 29 proc. Stelmet - rzutów za dwa punkty. Bazowali zatem na środkach pewniejszych. A przy tym niemal na równi szukali rzutowych pozycji poprzez serie podań i akcje zespołowe oraz pojedynki jeden na jednego. Tak czy owak istotna różnica w procentach celności nie odbijała się w całościowym wyniku po dwóch kwartach meczu - 38:40. Działo się tak bo Vlad Moldoveanu i Przemysław Zamojski perfekcyjnie trafiali trójki, na dodatek niemal wszyscy w zielonogórskiej drużynie znakomicie wykorzystywali okazje z linii rzutów wolnych. A okazji dostali w pierwszej połowie całkiem sporo. Trener gości Georgios Bartzokas i jego zawodnicy tak sugestywnie dziwili się, gdy sędziowie gwizdali im faule, jakby pierwszy raz mieli do czynienia z podobnymi interpretacjami zagrań, po których mistrzowie Polski zyskiwali rzuty wolne i dokładali do dorobku pojedyncze punkty. Sędziowie konsekwentnie trzymali się swoich założeń. I m.in. dlatego Chris Singelton, groźny podkoszowy Lokomotivu, już po kilku minutach trzeciej kwarty wpadł w stan zagrożenia, łapiąc czwarte przewinienie.

Mecz toczył się wtedy dość spokojnym i regularnym rytmem z 6-7-punktową przewagą zespołu z Rosji. Trybuny zawrzały dopiero w ostatniej minucie przedostatniej kwarty, gdy pod naporem obrony mistrzów Polski piątka graczy Lokomotivu trzy razy ugotowała się i pogubiła, próbując wyprowadzić piłkę z własnej połowy. Stelmet kontrował. Skasował straty. I podłoże pod thriller było w zasadzie gotowe. Temperaturę studziły tylko powtarzające się awarie zegara nad jednym z koszy.

Kiedy zegar nie przeszkadzał, na boisku działo się! I nie było już mocnych, tylko źle trafieni... Nawet znakomity rozgrywający Lokomotivu - Malcom Delaney pudłował i gubił piłkę. Chociaż trzeba mu przyznać, że w ciężkich chwilach brał odpowiedzialność na siebie i zwykle dawał radę.

W Stelmecie BC długo ładunek energii na ławce rezerwowych musiał kumulować Szymon Szewczyk. Ale i on doczekał swojej szansy w meczu. A kiedy wreszcie wkroczył na parkiet, nie stał z boku! Walczył, bił się. To właśnie on rzutem z dystansu wyprowadził Stelmet na prowadzenie 65:62. Wkrótce po tym Lokomotiv doprowadził do wyrównania. Później zestawy remisowe przewijały się wielokrotnie. Aż w ostatniej minucie... Stelmet znów zaniemógł. Robił to w dwóch wcześniejszych euroligowych meczach. Niestety, nie znalazł metody na przypadłość słabego finiszu. W piątkowy wieczór wyglądało to tak: co atak, to błąd. Cały wcześniejszy wysiłek zdał się na nic. Rosjanie skorzystali. Lepiej panowali nad nerwami, mylili się rzadziej. Choć było więc blisko jak nigdy, to skończyło się jak zawsze... Mistrzowie Polski przegrali w Eurolidze trzeci kolejny mecz. Lokomotiv trzeci raz z rzędu zwyciężył.

STELMET BC ZIELONA GÓRA - LOKOMOTIV KUBAŃ KRASNODAR 75:83

KWARTY: 15:13, 23:27, 19:19, 18:24

STELMET: Moldoveanu 16 (2), Ponitka 9, Borovnjak 8, Koszarek 6, Reynolds 1, oraz Bost 16 (1), Zamojski 7 (2), Szewczyk 7 (1), Djurisić 3 (1), Hrycaniuk 2, Gruszecki 0.

LOKOMOTIV: Delaney 25 (2), Claver 13 (1), Broekhoff 12 (3), Voronov 9, Singelton 6, oraz Bykov 5, Zubkov 6 (1), Draper 7, Zozulin 0.

Więcej o:
Skomentuj:
Euroliga: Mistrz Polski blisko jak nigdy, ale w ostatniej minucie jak zawsze - zaniemógł i znów przegrał
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX