Sport.pl

Transferowy remis Wisły Kraków z Ruchem Chorzów

W ostatnich latach nie brakuje piłkarzy, którzy zamieniali Ruch na Wisłę czy Kraków na Chorzów. Oba kluby nieźle na tym wychodzą. - Jest remis - uważa Wojciech Grzyb.

Chcesz więcej? Polub Kraków - Sport.pl



W piątek Wisła podejmuje Ruch. W ostatnich 10 sezonach w Krakowie i Chorzowie grało 14 piłkarzy, którzy w życiorysie mogą wpisać sobie nazwy obu klubów. Przy Reymonta i Cichej wciąż występuje po czterech zawodników z przeszłością w drużynie najbliższego rywala. Wspomnienia z Chorzowa mają Maciej Jankowski, Maciej Sadlok, Michał Buchalik i Łukasz Burliga. W piątek do Krakowa powrócą za to Marek Zieńczuk, Łukasz Surma, Michał Szewczyk i Mariusz Stępiński.

Wypróbowana trasa

Transferowe szlaki między Wisłą i Ruchem na przełomie wieków przetarł Marcin Baszczyński. Piłkarskie szlify zbierał w Chorzowie, ale to z zespołem z Reymonta związał się na najlepsze lata kariery - zdobył sześć tytułów mistrza kraju, pojechał z kadrą na mistrzostwa świata. W 2003 roku jego śladami podążył Damian Gorawski.

- W Chorzowie zacząłem strzelać bramki i chyba stąd wzięło się zainteresowanie Wisły. Jeszcze w trakcie sezonu zaczęliśmy rozmowy. Ruch nie robił mi problemów z przenosinami, bo za pół roku wygasał mój kontrakt i to była ostatnia okazja, by dostać za mnie jakieś pieniądze. Kluby dogadały się tak, że przeszedłem do Krakowa za długi Ruchu wobec kilku zawodników - opowiada Gorawski.

Trafił wtedy ze spadkowicza do mistrza kraju z wieloma reprezentantami Polski. - Wisła była najsilniejsza w kraju, każdy marzył, by w niej grać. Trochę się obawiałem, że trafię na ławkę. Przychodziłem jako napastnik, ale trener Henryk Kasperczak znalazł mi pozycję prawego pomocnika. Tam był Kalu Uche, ale akurat był skłócony z klubem, chciał odejść i na tym skorzystałem. A jak wywalczyłem miejsce w składzie, to grałem cały czas - wspomina Gorawski.

Krakowianie po raz ostatni sięgnęli po mistrzostwo w 2011 roku. Od tamtej pory balansują między piątym a ósmym miejscem. A Ruch, choć biedniejszy, w ostatnich czterech sezonach dwukrotnie był na podium.

Do Wisły trafiają czołowi gracze z Chorzowa, a przy Cichej odnajdują się zazwyczaj piłkarze w Krakowie niechciani albo tacy, którzy mecze przy Reymonta oglądali z końca ławki rezerwowych lub trybun. Tak w 2009 roku było z Andrzejem Niedzielanem. - W Wiśle mu nie poszło, Ruch wyciągnął do niego rękę. Odwdzięczył się i strzelał bramkę za bramką. Siłą chorzowskiej drużyny jest fajna atmosfera w szatni. Sam tam byłem, jest w niej coś budującego - mówi Gorawski.

Kto bardziej korzysta?

W 2011 roku do Chorzowa - przez grecką Xanthi i Lechię Gdańsk - trafił Marek Zieńczuk. W Ruchu byli też Sebastian Janik i Michał Szewczyk, którzy w Wiśle mieli problemy z przebiciem się do pierwszej drużyny.

Latem w Krakowie zrezygnowano z Mariusza Stępińskiego. 20-letni napastnik podpisał kontrakt z Ruchem i w 11 meczach ekstraklasy zdobył siedem bramek. W poprzednim sezonie w 25 meczach dla Wisły trafił tylko dwa razy.

- Rośnie napastnik z prawdziwego zdarzenia. Być może służy mu to, że po sprzedaży Eduardsa Visniakovsa właściwie nie ma konkurencji. W jego golach nie ma przypadku, obserwuje bramkarza i posyła piłkę tam, gdzie go nie ma. Niektórzy porównują go nawet z Thierrym Henrym, choć oczywiście daleko mu do jego klasy. Stępiński jest silny, szybki, to daje mu pewność w grze. Na pewno jest wzmocnieniem Ruchu - podkreśla Wojciech Grzyb, były gracz chorzowskiego zespołu.

Z kolei Wisła przed rokiem dokonała małej "rozbiórki" Ruchu, który w 2014 roku zajął trzecie miejsce w ekstraklasie. Do Krakowa przenieśli się Sadlok, Buchalik i Jankowski.

- Gdy oglądałem mecz Jagiellonii z Wisłą, uderzyło mnie, że bramkę zdobył Jankowski, a w akcję zamieszany był Burliga, który zgrał mu piłkę. Po chwili Maciek strzelił gola po rzucie rożnym wykonanym przez Sadloka. Wszyscy grali w Chorzowie. Z drugiej strony w Ruchu występują Zieńczuk czy Surma. Wydaje mi się, że w tych wzajemnych transferach jest remis - ocenia Grzyb.



Więcej o: