Sport.pl

Górnik Zabrze. Zbawcą klubu jest Małgorzata Mańka-Szulik. Reszta to intruzi [KOMENTARZ]

Od dłuższego czasu obserwuję, w jaki sposób prezydent Małgorzata Mańka-Szulik rządzi Górnikiem Zabrze. I jestem pod wrażeniem. Wcześniej nie pomyślałbym, że klub odgrywający w polskiej piłce tak ważną rolę można sprowadzić do funkcji własnej marionetki.


Gdyby jeszcze prezydent Zabrza specjalnie się z tym ukrywała, ale nie - ona wręcz się tym chwali. Idealnie pokazuje to spłata klubowych długów, której w tym roku podjęło się miasto. Bo choć te grube miliony zabrano z kieszeni mieszkańców (większość z nich pewnie nawet o tym nie wie), to bohaterem została - a jakże - Małgorzata Mańka-Szulik. - Chcemy podziękować wszystkim tym, którzy przyczynili się do tego, że otrzymaliśmy licencję w pierwszym terminie, bez żadnych sankcji. W pierwszej kolejności chciałbym podziękować władzom miasta, a w szczególności pani prezydent Zabrza, Małgorzacie Mańce-Szulik. To dzięki jej determinacji udało się wdrożyć proces restrukturyzacji finansów Górnika - to wypowiedź Andrzeja Pawłowskiego, prokurenta klubu (i oczywiście człowieka Mańki-Szulik), którą w maju cytowała internetowa strona Górnika. Nie wiadomo tylko, gdzie ową determinację pani prezydent dostrzegł - w zadłużaniu klubu przez lata kolejnymi milionami czy załataniu tej ogromnej dziury pieniędzmi mieszkańców?

Intruz

Szkoda, że tak nieprawdopodobnie zdeterminowana Małgorzata Mańka-Szulik nie była w rozmowach z inwestorami, którzy chcieli przejąć klub. Przykładowo, taki Andrzej Kuchar, były właściciel Lechii Gdańsk, który przyjechał do Zabrza z myślą finalizacji tematu, został potraktowany wręcz jako intruz.

To słowo-klucz. Intruzem jest tu bowiem każdy, kto chce zaburzyć wymyślony przez prezydent Zabrza "porządek". Zarówno ten potencjalny inwestor, jak i inicjatywa kibiców o nazwie Socios Górnik. Stowarzyszenie funkcjonuje co prawda jeszcze na tyle krótko, że trudno wartościować, czy jest inicjatywą dobrą, czy złą, ale akurat w tym przypadku to nieistotne. Istotne jest to, jak widzi je Mańka-Szulik. Na początek więc dwa niewygodne fakty:

- istnienie Socios Górnik jest pani prezydent bardzo nie na rękę, bo jego władze od początku mówią o chęci posiadania w radzie nadzorczej klubu swojego przedstawiciela. Perspektywa to bardzo odległa (nawet gdyby stowarzyszenie rozwijało się w bardzo szybkim tempie), ale Mańka-Szulik czuje się zagrożona. Tak długo jak rządzi miastem, tak długo w Górniku będzie decydować o wszystkim;

- skoro Socios Górnik nie może - z punktu widzenia pani prezydent - rosnąć w siłę, to Mańka-Szulik robi wszystko, by nie doszło do podpisania umowy o jego współpracy z klubem. Taka umowa oznaczałaby pewnie, że stowarzyszenie zyskałoby sporo nowych członków, a wtedy już trudniej byłoby je ignorować. Choć - rzecz jasna - oficjalnie pani prezydent nie odgrywa tu żadnej roli. Nie wygląda, żeby się w to mieszała. Gniew tych kibiców, którzy chcą zawarcia umowy, koncentruje się więc na zarządzie klubu. Tyle że ten nie ma w tym przypadku nic do powiedzenia.

Gdzie media z Zabrza?

Kiedy stowarzyszenie ogłosiło, że chce przekazać do klubu sprzęt sportowy o wartości 36 tysięcy złotych, pojawił się zatem problem. Z jednej strony - nie można nie przyjąć czegoś, na co złożyli się kibice; z drugiej - jak ktoś przynosi prezent, to wypada go w jakiś sposób docenić, podziękować. A to - jak już wspomniałem - nie wchodzi w grę. Z nieznanych przyczyn (to oficjalna wersja) wspólną konferencję prasową Górnik więc odwołał, a na kilka godzin przed przekazaniem na Roosevelta tych wszystkich kartonów ze sprzętem władze stowarzyszenia spotkanie z dziennikarzami zorganizowały na własną rękę. Nie zmienia to natomiast faktu, że medialny potencjał tej akcji w dużej mierze został zmarnowany. Zmarnowany z premedytacją.

I tak jak wielu mieszkańców nie wie, że Mańka-Szulik ich pieniędzmi naprawia własne błędy - kreując się przy tym na zbawcę klubu - tak również z natrafieniem na informację o wspomnianym sprzęcie mogli mieć kłopot. Na konferencji prasowej Socios Górnik dziwnym trafem zabrakło bowiem zabrzańskich mediów. Byli m.in. dziennikarze Dziennika Zachodniego i Radia Katowice, ale ci, którzy tematem powinni być zainteresowani w pierwszej kolejności i mieli na spotkanie pięć minut drogi piechotą - przyjść "zapomnieli". Oczywiście, pani prezydent na pewno nic o tym nie wie. Sęk w tym, że wśród tychże zabrzańskich mediów jest chociażby finansowana z publicznych pieniędzy Telewizja Zabrze. Telewizja, która - jak się zorientowałem - transmituje każde przecięcie wstęgi w wykonaniu Mańki-Szulik, nawet jeśli samo wydarzenie jest mało znaczące.

Konkretna odpowiedź naczelnika

O komentarz poprosiłem redaktor naczelną TV Zabrze, ale że nie odpowiedziała, napisałem na skrzynkę mailową Małgorzaty Mańki-Szulik. W efekcie dostałem odpowiedź Dariusza Krawczyka, naczelnika Wydziału Kontaktów Społecznych Urzędu Miejskiego w Zabrzu.

"Prezydent miasta zgodnie z ustawowymi kompetencjami zarządza sprawami publicznymi o znaczeniu lokalnym. Dotyczy to m.in. gospodarki komunalnej, oświaty, ładu przestrzennego, ekologii, ochrony zdrowia i środowiska, pomocy społecznej, upowszechniania kultury oraz wielu innych dziedzin. Jedną ze sfer aktywności prezydent miasta jest koordynowanie i nadzór nad realizacją strategii rozwoju sportu. Mieści się w tym zakresie zarówno dbałość o tworzenie, uzupełnienie i utrzymywanie niezbędnej infrastruktury (np. budowa stadionu, kortów tenisowych, bieżni lekkoatletycznej, sal gimnastycznych w szkołach, boisk wielofunkcyjnych itd.) jak również wsparcie w zapewnieniu właściwych warunków do działalności klubów sportowych.

Pani prezydent popiera również życzliwość, zaangażowanie i gotowość do włączania się w mecenat nad ośrodkami pełniącymi rolę animatorów życia sportowego w mieście przez stowarzyszenia i organizacje społeczne.

Bieżące sprawy klubów sportowych znajdują się jednak w obszarze kompetencyjnym osób odpowiedzialnych za funkcjonowanie tych jednostek. Osoby te pracują nad prawidłowym przebiegiem działań związanych nie tylko z wykonywaniem statutowych zadań klubów, ale także z relacjami z otoczeniem społecznym".

Czy pan jest członkiem Socios Górnik?

Innymi słowy - typowe urzędowe regułki, które nic nie wnoszą. Zadzwoniłem więc do ich autora z prośbą o poważną odpowiedź od Mańki-Szulik. Niestety, wyrecytował te same banały. Choć pojawiły się też dwie nowości: sugestia, że jestem nierzetelny i pytanie pod tytułem: "czy pan jest członkiem Socios Górnik?". Brawo! Jak widać, zabrzańska władza mierzy innych swoją miarą - ktoś, kto zadaje niewygodne pytania, powątpiewa w geniusz władzy, musi mieć w tym jakiś ukryty interes. Otóż nie, nie musi. Wiem, dla ludzi siedzących w polityce tyle lat to może być szokujące, ale - proszę mi wierzyć - tak też można.

Więcej o: