Sport.pl

Koszykarze Stelmetu na planecie Barcelona. Ściskamy kciuki!

- Choćbyśmy zrobili wszystko idealnie i dokładnie tak, jak chcemy, na Barcelonę może być za mało - przyznaje Saso Filipovski, trener Stelmetu BC. Zielonogórska drużyna nigdy nie grała z tak potężnym rywalem. Ale dziś wieczorem o godz. 21 zagra. Transmisja w Canal+ Sport 2.
Barcelona nie dostała się ostatnio do Final Four Euroligi, latem doszło do kilku zmian w składzie, a jednak przed tygodniem wielkiej katalońskiej nie udało się zacząć nowego euroligowego sezonu triumfalnie. To chyba tyle, ile możemy uskładać wieści ku pokrzepieniu serc zielonogórskich kibiców przed dzisiejszym występem mistrzów Polski w Barcelonie.

Kwestia wpadania trójek

Niestety, Saso Filipovski, trener Stelmetu BC, nie znajduje w tym okoliczności łagodzących... - Barcelona przegrała w Izmierze [62:71], bo przy otwartych pozycjach koszykarze pudłowali z dystansu to, co zwykle trafiają. Kilku zawodników mają nowych [m.in. słynnego Portorykańczyka Carlosa Arroyo], jednak trener został ten sam [Pascal Xavi], a to znaczy, że budowany misternie i latami system nie zmienił się. To jest drużyna na miarę mistrzostwa Euroligi - wyrokuje Filipovski. Wśród cech systemu gry Barcelony wyróżnia m.in. kontrataki i trafienia z dystansu. - Oni mają aż pięciu zawodników, którzy więcej i lepiej rzucają za trzy punkty niż za dwa. Są zdyscyplinowani. Znakomity obwód, szybkie czwórki, a do walki pod koszami mają dryblasów - powiedział trener Stelmetu BC. Trzeba się liczyć z tym, że barcelońskie dryblasy zdominują bitwę w strefie podkoszowej.

Jak Turów dostawał baty

Traf chciał, że rok po roku koszykarski mistrz Polski trafia w Eurolidze do jednej grupy z Barceloną. Przed rokiem taki zaszczyt miał PGE Turów Zgorzelec. Pierwsze starcie odbyło się w Barcelonie i pierwsza kwarta wyglądała dla mistrzów Polski obiecująco. Zgorzelecka drużyna przegrywała tylko 21:23. Trochę na zasadzie - im dalej, tym gorzej - ekipa ze Zgorzelca poległa 67:86.

Rewanż w Zgorzelcu też nie zaczął się złowróżbnie - 16:20. Ale później była już rzeź. PGE Turów przegrał we "własnej" hali (w Lubinie) z Barceloną 65:104.

Głos z Barcelony: - Musimy wygrać, żeby nie wiem co!

Pascual Xavi, trener Barcelony, zaznacza przed spotkaniem, że nie jest pewny występu swoich dwóch ważnych graczy, m.in. silnego skrzydłowego Justina Doellmana. - Pierwszy euroligowy występ nowego sezonu we własnej hali zawsze ma szczególną wagę. Tymczasem rywal z Zielonej Góry jest mocny i niebezpieczny w obronie oraz w atak - docenia Xavi.

- Żeby jednak nie wiem co, musimy wygrać - dodaje Aleksander Vezenkov, skrzydłowy z Bułgarii.

Tak czy owak święto

Nadzieja mistrzów Polski w tym, że drużyny prowadzone przez trenera Saso Filipovskiego z reguły nie dają się wciągać w otwartą strzelaninę, wymianę na zasadzie - kto więcej nawrzuca.

W pierwszych meczach sezonu atak Stelmetu BC szwankuje, nie przynosi punktów, lecz obrona trzyma poziom. Graczy o zbliżonym poziomie udało się zakontraktować tylu, że nikomu nie powinno dziś brakować tchu. Oby zatem zielonogórska obrona nie pękła dziś wieczorem pod naporem gwiazd i systemu Barcelony.

Jakkolwiek to się potoczy, zielonogórski klub obchodzi dziś święto. Stanie do walki z rywalem, na którym się wzoruje. Czy nogi nie zatrzęsą się pod koszykarzami Stelmetu, gdy staną dziś na planecie Barcelona? - Oczywiście, Barcelona jest wielkim faworytem meczu. Ale chcemy pokazać, że my też trenujemy i walczymy - zapowiedział Filipovski

Więcej o: