Sport.pl

Śląsk zbliżył się na punkt i oszalał. Stelmet BC zachował spokój

Mihailo Uvalin, trener koszykarzy Śląska Wrocław, po porażce 67:76 ze Stelmetem BC Zielona Góra mógł powtórzyć to, co kilka dni wcześniej opowiadał Saso Filipovski, trener Stelmetu BC, gdy przegrał w Eurolidze z Żalgirisem. Mianowicie kwestię o paraliżującym strachu wobec szansy na wygraną z faworytem oraz o to, że w najważniejszych minutach meczu liczą się doświadczenie i spokój. Mistrzowie Polski na finiszu poniedziałkowego starcia we Wrocławiu zachowali zimną krew. Ich rywale, i owszem, wcześniej mieli w meczu dobre chwile, jednak nie wtedy, gdy to było im potrzebne najbardziej.
Koszykarze Śląska zrobili wiele, żeby napytać sobie biedy już na samym starcie. Dziwne, bo klasa rywala w sposób naturalny powinna wzbudzić więcej gigantycznej koncentracji niż rozrzutności. Tymczasem przez kilka minut swobodą cieszył się as Stelmetu BC - Mateusz Ponitka. Migiem upolował 10 pkt. A w odpowiedzi gospodarze spotkania gubili się, tracili piłkę. Zaś ich trener Mihailo Uvalin tak spierał się z sędziami, że już w pierwszej kwarcie zarobił przewinienie techniczne.

Serb działał jednak z wyrachowaniem. Wiedział, że musi natychmiast wyrwać swoich zawodników, którzy dali się zagonić do "narożnika". W przeciwnym razie groził im nokaut jeszcze w pierwszej połowie meczu.

Śląsk podniósł się z kolan. Skasował część strat. Młodzi Amerykanie, chociaż oczywiście nie tylko oni sami, grali sprawnie i skutecznie. Pod atakowanym koszem radził sobie środkowy Jarvis Williams.

Przed walką bodaj wszyscy konkurenci na jego pozycji w Tauron Basket Lidze mogą patrzeć na 22-latka z góry. Ale już na boisku okazuje się, że niedostatek kilku centymetrów da się zrównoważyć, jeżeli ma się serce do walki i talent do gry.

Najważniejszy przekaz: Śląsk pozbierał się po słabym starcie, ograniczył straty, wyprowadził kilka kontr. Wystarczyło, żeby spotkanie się wyrównało. Nie wystarczało, by dogonić wielkiego faworyta z Zielonej Góry. Kłopot grania ze Stelmetem BC polega bowiem na tym, że kiedy jeden atut traci moc, natychmiast wyłaniają się kolejne. Jeszcze nie wszyscy w składzie mistrza Polski spełniają oczekiwania, jeszcze wiele się nie udaje, lecz w realiach TBL i tak jest bogato. Albo Vlad-Sorin Moldoveanu ustrzeli trójkę, albo Dejan Borovnjak wygra pod koszem pojedynek jeden na jednego, albo obrona wyłowi przechwyt. I przez większość poniedziałkowego meczu te historie składały się na 10-13-punktowe prowadzenie Stelmetu BC. Wszystko jednak do czasu...

W połowie trzeciej kwarty wrocławska drużyna zacnie broniła i dzięki temu zbliżyła się na 6 pkt, później na 4 pkt. Aż na minutę przed końcem kolejna kontra Śląska i kolejne znakomite zagranie Brandona Heatha dały wynik 54:56. Koszykarze z Wrocławia chyba poczuli, że nie taki mistrz straszny... I może kilka minut później właśnie to ich zgubiło?

W czwartej kwarcie po trójce Mateusza Jarmakowicza pościg był już najbliżej jak się da za plecami uciekającego Stelmetu - 57:58. Obłok sensacji nadciągnął nad boisko w Orbicie. Szybko jednak został rozwiany poprzez pudła zawodników Śląska oraz profesorskie podania kapitana Stelmetu BC - Łukasza Koszarka (10 asyst w meczu). W najważniejszych akcjach mistrzowie zachowali spokój. Śląsk kilka razy oszalał w ataku, za co zapłacił.

ŚLĄSK WROCŁAW - STELMET BC ZIELONA GÓRA 67:76

KWARTY: 18:24, 17:19, 19:13, 13:20

ŚLĄSK: Williams 14, Chanas 10 (1), Kowalenko 9 (1), Madden 7 (1), Jankowski 6 (2) oraz Jarmakowicz 9 (1), Heath 8 (1), Smith 4, Sutton 0, N. Kulon 0, Stawiak 0.

STELMET BC: Borovnjak 15, Ponitka 12 (2), Moldoveanu 10 (2), Reynolds 8, Koszarek 6 oraz Bost 9 (1), Zamojski 8 (2), Gruszecki 4, Djurisić 4, Hrycaniuk 0, Szewczyk 0.

Więcej o: