Sport.pl

Euroliga: Ech, ta ostatnia minuta... W niej solidny Żalgiris i najbardziej bezradny Stelmet BC

Długo, długo prowadzili. Byli blisko, ale na koniec zeszli z boiska ze spuszczonymi głowami. Koszykarze Stelmetu BC nie mogą sobie wiele zarzucić za obronę. Nie brakowało w niej serducha. Kiedy jednak w najważniejszych minutach zazgrzytał i zaciął się zielonogórski atak, to nie odblokował się już do końca meczu i szansa na zwycięskie otwarcie euroligowego sezonu umknęła. Żalgiris Kowno zdobył Zieloną Górę, zwyciężając 66:62.
Mistrzowie Polski przywitali się z Euroligą kwartą pt.: "Może nie stać nas na topowe gwiazdy, ale bronić umiemy". Przez nieomal pełne pięć minut walki Żalgiris Kowno upolował w Zielonej Górze ledwie jedno trafienie do kosza. Wprawdzie gospodarze meczu nie mogli się pochwalić o wiele większą zdobyczą, niemniej prowadzili, dość skutecznie bili się o ofensywne zbiórki i bodaj z jednym wyjątkiem nie dawali swoim gościom szans na kontry, a na tym trenerowi Saso Filipovskiemu zależało ogromnie. Dopiero w ostatniej minucie pierwszej kwarty Żalgiris dwa razy zgubił defensywę Stelmetu BC, skasował część strat. Niestety, tkwiła w tym zapowiedź lepszych chwil dla zespołu z Kowna i gorszych dla graczy z Zielonej Góry.

Filipovskiemu mogło się nie podobać, że w drugiej kwarcie bieg wydarzeń przyspieszył. Bo akcje jego zespołu stawały się tyleż krótkie, co nieskuteczne. Jak na standardy szkoleniowca ze Słowenii działo się tak ogólnie za dużo i brakowało w tym porządku. Rywale, też nie bez trudu, ale jednak dochodzili do wyczyszczonych rzutowych pozycji. Na dowód sprawniej zorganizowanego ataku ostro przebijali (11:3 po dwóch kwartach, a 8:18 po czterech) gospodarzy meczu liczbą asyst. I pokazywali, że w strefie podkoszowej potrafią być naprawdę mocni.

Gdy Stelmet BC przegrywał 22:28, najbardziej przebojowy wśród mistrzów Polski gracz Mateusz Ponitka najpewniej uznał, że nie wypada mu dłużej zwlekać z powstrzymywaniem swego wrodzonego ciągu na kosz. Małą solową seryjką Ponitka wyrównał rachunki z Żalgirisem. A po tym już do końca tej części meczu obie ekipy szły ramię w ramię.

Przerwę w meczu chyba lepiej wykorzystał trener Stelmetu BC. W każdym razie na boisku wyglądało to tak, jakby w szatni mistrzów Polski kilka razy i z mocnym naciskiem padło słowo "obrona". Drugie przykazanie dotyczyło odpowiedzialności w ataku. Krok po kroku, minuta po minucie koszykarze z Zielonej Góry złożyli z tego 10-punktową przewagę (52:42). I przed końcem trzeciej kwarty Żalgiris zareagował na to nerwowym pośpiechem, z czego początkowo wychodziło więcej błędów niż pożytku. Tak że przed finałową kwartą sytuacja rysowała się dość obiecująco. Niepokoił jednak pewien fakt. Adam Hrycaniuk, center Stelmetu BC, wisiał na włosku z czterema faulami na koncie.

Filipovski musiał przechować Hrycaniuka na ławie. A jego nieobecność pod atakowanym koszem pozostawała niezauważona, ponieważ z dystansu nie mylił się Vlad-Sorin Moldoveanu. Rzucał, trafiał i nie było co zbierać. Na niespełna osiem minut przed końcem meczu Stelmet BC wygrywał 58:49. Zaczynały się najważniejsze minuty pierwszej bitwy o Top 16 Euroligi. Ale właśnie wtedy zagrzmiały trzypunktowe litewskie armaty, a odpowiedzi nie było. Zawodnicy zespołu z Zielonej Góry zagotowali się. Przy remisie 62:62 Filipovski musiał przerwać passę gości. Poprosił o czas. I w sumie uszczelnił po nim obronę. Tyle że ataku nie uzdrowił. Licznik zaciął się na 62. I nawet rzuty wolne przychodziły z pomocą! W ostatniej minucie Żalgiris sięgał po ważne trafienia, przewagę 66:62 i kontrolę nad finiszem. Koszykarzom Stelmetu BC zostawało 17 sekund, żeby wymyślić i wykonać coś jednocześnie szybko i dobrze. Pech chciał, że Litwini mieli jeszcze margines na przerywanie ataków faulami bez groźby narażania się na rzuty wolne. Z marginesu skorzystali. I wyszło na to, że mistrzom Polski euroligowy start się nie udał.

STELMET BC ZIELONA GÓRA - ŻALGIRIS KOWNO 62:66

KWARTY: 17:15, 18:19, 18:12, 9:20

STELMET BC: Moldoveanu 16 (3), Koszarek 14 (2), Ponitka 9, Reynolds 4, Hrycaniuk 2 oraz Bost 6 (1), Borovnjak 6, Gruszecki 3, Djurisić 2, Szewczyk 0, Zamojski 0.

ŻALGIRIS: Jankunas 17, Seibutis 11 (1), Vougioukas 2, Ulanovas 0, Kalnietis 0 oraz Motum 16 (2), Hanlan 14 (3), Javtokas 5, Pocius 1, Lekavicius 0.

Więcej o: