Sport.pl

Zagłębie Sosnowiec. Leszek Baczyński: Zagłębie jest równe największym polskim klubom [WYWIAD]

- Stadion Ludowy zostanie. To już będzie zawsze serce naszego klubu. Taka nasza parafia. A raz na tydzień - w niedzielę - pójdziemy do kościoła w innej dzielnicy. Największego, najpiękniejszego, który będzie dumą całego miasta. Potem jednak przyjdzie poniedziałek i wrócimy do domu, na Kresową - mówi Leszek Baczyński, honorowy prezes Zagłębia Sosnowiec.
Jesteś kibicem z Zagłębia? Dołącz do nas na fejsie! >>  

Zagłębie Sosnowiec po siedmiu latach wegetacji w drugiej lidze w końcu gra na miarę oczekiwań kibiców. Po trzech wygranych z rzędu zespół dołączył do pierwszoligowej czołówki. Czy zatrzyma się w ekstraklasie? Także o tym opowiada nam Leszek Baczyński, były piłkarz, trener i prezes klubu ze Stadionu Ludowego.

Wojciech Todur: - Zaskakują pana wyniki Zagłębia?

Leszek Baczyński: - Nie. Według mnie wszystko dzieje się zgodnie z planem i zdrowym rozsądkiem. Bardzo nie lubię, gdy w odniesieniu do klubu czy samej drużyny używa się określenia "budować". Zagłębie to nasz dom, który budowano ponad sto lat temu. Raz jest na bogato. Innym razem pieniędzy brak, ale mamy mocne fundamenty, których nic i nikt nie skruszy.

Tak więc dom stoi, a tylko od nas zależy, jak go urządzimy. Ostatnie lata były trudne. Największy kryzys nastąpił po odejściu sponsorujących klub Włochów. Zostały kontrakty i wymagania na poziomie ekstraklasy, a realia drugoligowe. Klub ratował nieżyjący już Krzysztof Szatan. W bardzo trudnym - chyba najtrudniejszym czasie - klubowe straty przejął prezes Marek Adamczyk. Kolejne roszady w strukturze właścicielskiej klubu odbijały się też na wynikach zespołu.

Gdy przejmowałem klub z rąk Marka Adamczyka, bieda wyglądała już z każdego kąta. To wtedy cięliśmy na czym popadnie i niemal skończyło się to spadkiem do trzeciej ligi. Kto pamięta jeszcze, że niemal cudem uratował nas świętej pamięci trener Jerzy Wyrobek? Potem krok po krok zaczęliśmy wychodzić z marazmu. Coraz mocniej w finansowanie klubu zaangażowało się miasto. Te wodorosty, które się za nami ciągnęły, w końcu udało się zostawić w tyle. Ruszyliśmy z miejsca i płyniemy coraz szybciej.

Do ekstraklasy?

- Tego się nie da zaplanować, ale można temu pomóc. Tyle że trzeba stawiać sobie taki cel. Bo jak ktoś pomyśli, że bladą du... zostanie, to tak właśnie będzie. W piłce, na boisku, nie można zatrzymywać się w pół drogi.

Nie powiem, że Zagłębie wywalczy awans, bo w tej lidze jest osiemnaście drużyn i każda potrafi grać w piłkę. Zagłębie też jednak potrafi, a przy tym ma atut, którym bije większość. Trochę już w życiu widziałem i wiem, że atmosfera, jaka dziś panuje w szatni, jest wyjątkowa. To zgrana i dobrze rozumiejąca się grupa ludzi, którzy lubią ze sobą przebywać. To, co teraz powiem, jest mocno wyświechtane, ale to taki zespół, który kieruje się zasadą "jeden za wszystkich, wszyscy za jednego".

To pewnie zapracowali na to również trenerzy.

- Moje dzieci... Artur Derbin, Tomek Łuczywek, Robert Stanek... Przecież w sprawach Artura i Tomka to nawet do ich szkół chodziłem. Wprowadzałem ich do drużyny, gdy ta odradzała się po upadku na początku lat 90. To był zespół wychowanków. Dzieciaków, które wyrastały w miłości dla tego klubu. Oni nie obrażali się, gdy było biednie, bo kochali ten swój dom - Zagłębie. A domu się przecież nie wybiera.

I oni teraz też nie przychodzą na Stadion Ludowy jak do pracy. Takim ludziom łatwiej zarazić entuzjazmem grupę piłkarzy.

Kiedyś mówił pan, że bardzo trudno znaleźć trenera dla Zagłębia.

- Bo to prawda. Nie wiem, w czym rzecz, ale tutaj każdy przybysz czuje się obcy. To nie przypadek, że w ostatnich latach zespół grał i rozwijał się najlepiej za czasów trenera Krzysztofa Tochela. Również przecież zagłębiaka i byłego piłkarza naszego klubu.

Trenerzy - powiedzmy z zewnątrz - często natrafiają na ścianę, której nie potrafią obejść ani przeskoczyć. Kibice na Stadionie Ludowym są bardzo wymagający. Wyłapują często słabości takiej osoby i gdy nie ma wyników, potrafią mocno zaleźć za skórę. Trzeba mieć mocną psychikę, żeby sobie z tym poradzić. Dlatego ludziom stąd jest łatwiej. Mają większy kredyt zaufania. Zapracowali na szacunek przez lata, gdy grali dla tego klubu, a wcześniej ściskali kciuki, siedząc na trybunach.

Mamy więc swoje zagłębiowskie osobowości i cieszmy się z tego. Fajnie, że na nasze mecze przyjeżdżają teraz przedstawiciele Ruchu Chorzów, Górnika Zabrze czy Wisły Kraków. To pokazuje, że nasza praca jest doceniania nie tylko w Sosnowcu.

Dobre wyniki Zagłębia to także efekt współpracy z Legią Warszawa. Pan początkowo patrzył na ten mariaż krytycznym okiem?

- Wszyscy wiedzą, jaki jest Baczyński... Kocham ten klub i nie godzę się na to, żeby podporządkować się innym. Zawsze uważałem, że Zagłębie jest równe innym - nawet największym polskim klubom.

Trudno pogodzić mi się z rolą ucznia. Tyle że teraz patrzę już na to inaczej. Współpraca z Legią w żaden sposób nie zachwiała tożsamością klubu. Akademia jest zagłębiowska, a ludzie, którzy w niej pracują, to przede wszystkim zagłębiacy.

A przy okazji możemy przy tym skorzystać z rad i pomysłów z Legii. Mówią, że takim się stajesz, do kogo przystajesz. No to jeżeli ma się to sprawdzić, to chyba dobrze, że mamy za partnera największy polski klub.

To jeszcze zapytam na koniec o pana ukochany Stadion Ludowy. Plan miasta zakłada budowę nowego stadionu, ale w innym miejscu. Na Górce Środulskiej. Co pan na to?

- Mam swoje lata, ale jednak dostrzegam to, co się wokół mnie dzieje, i idę z duchem czasu. Zagłębie potrzebuje nowego stadionu, a jeżeli ten ma powstać na terenach Górki Środulskiej, to nie widzę w tym żadnego problemu. Pojechałem tam, zobaczyłem, oceniłem. Już widzę ten piękny obiekt - z halą i lodowiskiem. Na pewno będzie górował nad miastem i przyciągał wzrok.

Stadion Ludowy jednak zostanie. To już będzie zawsze serce naszego klubu. Taka nasza parafia. A raz na tydzień - w niedzielę - pójdziemy do kościoła w innej dzielnicy. Największego, najpiękniejszego, który będzie dumą całego miasta. Potem jednak przyjdzie poniedziałek i wrócimy do domu na Kresową.

Więcej o: