Sport.pl

Ruch Chorzów. Maciej Mizia: Postawą niebieskich jestem zawiedziony, ale nie zaskoczony [WYWIAD]

- Radziłbym zapomnieć, że Ruch Chorzów potrafi grać pięknie jak Barcelona - bo po meczu z Niecieczą i takich komentarzy nie brakowało - mówi Maciej Mizia, wieloletni kapitan niebieskich.

Zostań najlepszym managerem w lidze!



Cztery porażki z rzędu (w tym w Pucharze Polski z Lechem Poznań) mocno zachwiały wiarą kibiców Ruchu Chorzów w to, że ich zespół stać na miejsce w mistrzowskiej ósemce.

Wojciech Todur: Który obraz Ruchu Chorzów jest bliższy prawdy? Ten sprzed kilku tygodni, który efektownie wygrywał z Termalicą, ogrywał Piasta i Górnika, czy może ten ostatni, który ma w nogach trzy ligowe porażki z rzędu?

Maciej Mizia: - Jestem zawiedziony tym, co prezentuje ostatnio Ruch, ale nie zaskoczony. Jeżeli ktoś sądził, że ten młody i niedoświadczony zespół będzie co tydzień odprawiał z kwitkiem kolejnych rywali, chyba jest niepoważny. Waldemar Fornalik niemal co mecz powtarza, że ten zespół jest w budowie, a ci, którzy sądzą, że jest inaczej, powinni się szybko obudzić. Młodzi mają potencjał, ale są nieobliczalni i mają problemy z ustabilizowaniem formy. Zespół popełnia błędy w obronie. Nie ma wielkiej siły przebicia w ataku. Dobrze, że przyszła ta przerwa na reprezentację, bo na tę chwilę dobrze to nie wygląda.

A problemy kadrowe? Może to jednak przez nie Ruch zaczął gubić seryjnie punkty?

- W tym też jest dużo prawdy. Podczas meczu z Pogonią Szczecin spojrzałem na składy drużyn i pomyślałem, że Waldek nie ma kogo wpuścić na boisko. To dotyczy szczególnie linii ataku. Mariusz Stępiński to ciekawy zawodnik. Na pewno nie można odmówić mu chęci do walki i umiejętności. Traci masę sił na walkę z obrońcami rywala, ale nie dostaje należytego wsparcia od kolegów. Gdy w kadrze Ruchu był Eduards Visnakovs, wyglądało to inaczej. Łotysz potrafił dłużej przytrzymać piłkę. Oddawał więcej strzałów. Potrafił też zapracować na faule. Nawet jeżeli niewiele z tego wynikało, to były to jednak momenty, gdy chwile wytchnienia miała obrona drużyny. Teraz tego nie ma. Piłka zbyt szybko wraca przed bramkę Ruchu i w końcu ktoś musi się zagapić. Popełnić błąd. A potem już prosta droga do straconej bramki i porażki.

Jak temu zaradzić?

- Radziłbym zapomnieć, że Ruch potrafi grać pięknie jak Barcelona - bo po meczu z Niecieczą i takich komentarzy nie brakowało. Ruch musi grać swoją piłkę, opartą przede wszystkim na determinacji i konsekwencji. Młodzi gracze, jak Patryk Lipski czy Maciej Urbańczyk, rokują bardzo dobrze, ale brakuje im jeszcze doświadczenia, żeby poderwać zespół do walki w czasie kryzysu. Tych chłopaków stać na zaskakujące, a przede wszystkim skuteczne zagrania. Za chwilę jednak mogą spuścić głowy i popełnić taki błąd jak chociażby Urbańczyk w ostatnim meczu z Pogonią. To była kosztowna wpadka, bo zakończona golem. Dlatego tak wiele będzie teraz zależało od Marka Zieńczuka, Łukasza Surmy, Rafała Grodzickiego... Jeżeli oni nie udźwigną tego ciężaru, to z Ruchem będzie źle.

Rafał Grodzicki w meczu z Pogonią był jednym z najlepszych piłkarzy Ruchu Chorzów, a gdy schodził z boiska z czerwoną kartką, był przez część kibiców obrażany.

- To dla mnie niedopuszczalne i niezrozumiałe. Przez wiele lat byłem kapitanem Ruchu i takich przykrości nie doświadczyłem. Rafał na pewno na to nie zasłużył. Zdecydowanie był wyróżniającym się graczem Ruchu. Zresztą nawet gdyby nie był, to co? To jest powód, żeby go obrażać? Przecież wyszedł na boisko, żeby oddać zdrowie i serce za swój klub. Czasami jednak po drugiej stronie boiska staje lepszy i wygrywa.

Wspomina pan o ważnej roli Łukasza Surmy. Ale i po nim też coraz częściej widać, że nie ma sił, żeby zasuwać przez pełne 90 minut.

- To prawda. Często po odbiorze piłki czy przy wyprowadzaniu akcji nie kontynuuje gry aż do pola karnego rywala. Oddaje piłkę do kolegi, a sam szykuje się już na kolejną akcję w defensywie. Tyle że mnie to nie przeszkadza. Szanuje siły, bo ma ich coraz mniej. To jednak dla Ruchu piłkarz wciąż niezastąpiony. Trudno wyobrazić mi sobie drugą linię niebieskich bez Łukasza. To właśnie on ustawia młodych. Kieruje nimi. Bez niego wyglądałoby to jeszcze gorzej. On zawsze był typem piłkarza, który potrzebował gry, żeby zbudować formę. Teraz gra aż za dużo. Jemu też przysłużą się te dwa tygodnie bez ligi.

Coraz częściej zwraca się uwagę na to, że Ruch ma albo młodych, albo doświadczonych graczy. Brakuje tych w najlepszym dla piłkarza wieku...

- Ruch miał takich graczy, że wspomnę Kuświka, Starzyńskiego czy Babiarza, którzy grali na Cichej jeszcze w minionym sezonie. Nie chcę się teraz wymądrzać, ale fakt, że to trio odeszło z klubu i na dodatek Ruch nie zarobił na tym złotówki, jest dla mnie wielkim nieporozumieniem.

Wiem, że piłkarz może się uprzeć i powiedzieć: "róbcie co chcecie, a ja nowej umowy nie podpiszę". Odejdzie więc za darmo, a kasę za podpis zgarnie do kieszeni. Tak to jednak wyglądać nie powinno. Brakuje mi w tym wszystkim jakiegoś partnerstwa, wdzięczności. Weźmy takiego Starzyńskiego. To przecież Ruch zrobił z niego piłkarza. Zainwestował kupę kasy. Doprowadził do gry w reprezentacji Polski. Przyszedł moment, że piłkarz postawił przed sobą nowy cel. Pojawiły się oferty z innych klubów. Co stało na przeszkodzie, żeby wtedy przedłużyć umowę? Powiedzieć: "odchodzę, ale oddam część z tego, co we mnie zainwestowaliście". Zapewniam, że znalazłby się niejeden klub, który wyłożyłby za Starzyńskiego gotówkę. No i byłyby pieniądze na tych, których dziś na Cichej brakuje, czyli piłkarzy do grania, a nie do nauki.

Najlepszy transfer lata to:
Więcej o: