Sport.pl

Synowiec: Znakomity finał bronił honoru polskiego żużla

Finały żużlowych lig nie były budującymi widowiskami. W Tarnowie mecz o brąz nikogo nie interesował, w Ostrowie doszło do kompromitacji i tylko mecz o złoto bronił honoru polskiego żużla i to bronił skutecznie.
Gorzów.sport.pl i dziennikarze Gazety bliżej Ciebie - znajdź nas na Facebooku!

Mecz Unii Leszno i Betardu Sparty Wrocław był widowiskiem przedniej marki, na niesłychanie wysokim poziomie sportowym i pełnym dramaturgii aż do 14. wyścigu. Unia była najlepszym zespołem w ciągu całego sezonu i 20 tysięcy kibiców w tym 60-tysięcznym mieście miało powody do szalonego szczęścia. Leszno to zresztą bardzo ciekawe zjawisko na polskiej mapie żużla, bo teren rolniczy i miasto nieduże, a żużlowcy są znakiem rozpoznawczym tego miejsca w Polsce od kilkudziesięciu już lat. Co więcej - Leszno zawsze było zarządzane mądrze i miało szczęście do charyzmatycznych prezesów (Rufin Sokołowski, Józef Dworakowski, a teraz Piotr Rusiecki). Gdyby popatrzeć na rzecz całą historycznie, to myślę, że Unię Leszno można uznać za najbardziej poukładany zespół w historii polskiego żużla.

W tym miejscu przyznaję, że wydarzenie w ostrowskim parkingu przebiło nawet finał play-off w ekstraklasie. Awantura po meczu Ostrów - Daugavpils, w której udział wzięli prezesi z Ostrowa i trener tego zespołu Marek Cieślak, była pokazem chamstwa i buractwa w wykonaniu szefów klubu, którzy przekroczyli wszelkie granice i całe szczęście, że natychmiast po ujawnieniu kompromitujących nagrań zrezygnowali oni ze swoich stanowisk.

Niestety co do zasady, mieli oni rację, a Marek Cieślak - "Wielki Mag" - uważany słusznie za najlepszego polskiego trenera wszech czasów, chyba na zawsze poplamił swój wizerunek. Najważniejszy i dla niego i dla całego Ostrowa mecz sezonu prowadził bowiem pod mocnym wpływem alkoholu, a kiedy ten fakt upubliczniono, tłumaczył się jak sztubak złapany na kradzieży śliwek. Nic, absolutnie nic go nie usprawiedliwia, tym bardziej, że kłamał, mówiąc, że wypił po meczu. Badanie bowiem wykazało, że zawartość alkoholu godzinę po meczu miała tendencję spadkową, czyli, że pił on albo w jego trakcie, albo co gorsza już przed jego rozpoczęciem.

Żużlowcy ryzykują na torze życiem, a żadne używki, nawet symboliczne użycie alkoholu, nie są tolerowane. Jak więc mógł trener kadry Polski i człowiek legenda po pijaku prowadzić zespół w trakcie meczu? Nie ma na to żadnego usprawiedliwienia, choć w mediach są broniące go głosy. Jego zachowanie godziło w wizerunek ligi i żużla w ogólności, a ostrowianie, którzy liczyli na sukces, mogą się czuć po prostu oszukani. Człowiek legenda oblał mało ważny dla niego egzamin, ale splamił honor w sposób wyjątkowo haniebny. Słuchając wypowiadanych przez niego po meczu głupot, czułem po prostu zażenowanie i zawód. Nie wiem, czy w tej sytuacji będzie mu łatwo znaleźć nowego pracodawcę, nawet jeśli nie zostanie zdyskwalifikowany. A powinien, bo jeśli "wisiał" Patryk Dudek, a teraz wisi Aleksandr Łoktajew, to nie może być tak, że wywinie się słynny "Polewaczkowy", jak go nazwał przed laty redaktor Bartłomiej Czekański. Swoją drogą ten przydomek znalazł teraz swój nowy kontekst.

Na koniec sezonu możemy mieć jeszcze jedno kompromitujące wydarzenie, na co się w tej chwili mocno zanosi. Mianowicie wyproszenie z ekstraligi "Lokomotywy" z łotewskiego Daugavpils. Łotysze awansowali w uczciwej walce, a teraz, jeśli zechcą w ekstralidze wystartować, będą musieli zarejestrować w Polsce spółkę akcyjną (koszty), zatrudnić dwóch polskich seniorów (brak dobrych Polaków na rynku) i dwóch polskich juniorów (to zupełnie niewykonalne, bo oni szkolą i to dobrze juniorów łotewskich). A być może też każe się im wybudować w Polsce stadion. Oczywiście, że takich warunków Łotysze nie spełnią i w ekstralidze nie wystartują. Po co więc ich było mamić, że jeżdżąc w pierwszej lidze - od wielu lat - kiedyś pojadą w żużlowej elicie? To, co się szykuje jest nieprzyzwoite, bo w ich miejsce pojedzie przegrany Ostrów, albo jeszcze bardziej przegrany Grudziądz. O kant tyłka rozbić tak rozumiane zasady fair play.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali, obecnie radny

Więcej o: