Sport.pl

Darcy Ward jest przytomny. Jest przy nim przyjaciel. I nie pytajcie o więcej

- Operacja trwała dwie, dwie i pół godziny. Po operacji stan pacjenta jest stabilny, sam oddycha, jest przytomny, odpowiada na pytania. Coś więcej będę mógł przekazać za dwa dni - tak lekarz Robert Zapotoczny określił sytuację australijskiego żużlowca Darcy'ego Warda, który w niedzielę wieczorem na stadionie w Zielonej Górze upadł na tor w ostatnim wyścigu ostatniego w sezonie meczu. Po upadku prawdopodobnie nigdy nie będzie już mógł ścigać się na żużlu, a nawet chodzić.
"Prawdopodobnie", bo nazajutrz po wypadku i operacji klubowy lekarz Falubazu Zielona Góra już nie powtórzył tego, co miał mówić w niedzielę późnym wieczorem.

- W emocjach wydostał się już jakiś przekaz do mediów. Poprzestańmy na tym. Przecież to część tajemnicy lekarskiej. A Darcy jest w takim stanie, że nawet nie wypada mi pytać, czy zgodziłby się, bym informował ludzi o wszystkich szczegółach. W środę, jeśli uzyskam zgodę Darcy'ego, będzie dobry czas, by powiedzieć coś więcej - mówił w poniedziałkowe popołudnie Zapotoczny. Kilkanaście godzin wcześniej miał wyjawić reporterowi "Przeglądu Sportowego", że "dla Warda nie ma nadziei. Rdzeń zgilotynowany. Uszkodzone kręgi C6 i C7".

W poniedziałek Zapotoczny nadziei już nie odbierał: - Nie ma w medycynie terminów "zawsze" i "nigdy". Trudno zawyrokować, w którą stronę to się potoczy. A medycyna z dnia na dzień robi przecież ogromne postępy - rozważał. Dodał także, że do zielonogórskiego szpitala przyjechał przyjaciel Darcy'ego Warda - australijski żużlowiec Chris Holder. - Odwołał swój występ w lidze angielskiej, by Darcy nie był sam w tych trudnych chwilach - opowiadał lekarz.



Ostatnia szarża sezonu

W niedzielę wieczorem drużyna Falubazu Zielona Góra walczyła w ekstralidze z GKM Grudziądz. Zielonogórski zespół bardzo pewnie wygrał na własnym torze 57:33. Ward błyszczał. (2,3,3,2) - z takim dorobkiem stanął na starcie ostatniego wyścigu dla najlepszych zawodników meczu. Gdy taśma poszła w górę, Australijczyk zaciekle ścigał rywala Artema Łagutę (GKM Grudziądz). Do zamknięcia meczu zostało ledwie jedno okrążenie, wtedy Ward dopadł przeciwnika, zahaczył o jego motocykl. I padł na tor, a zaraz po tym z impetem rzuciło go na bandę, niestety akurat na prostej, czyli tam, gdzie nie zabezpieczały jej pneumatyczne przęsła.

Karetka odwiozła Australijczyka do szpitala, a trzej żużlowcy dokończyli mecz, ponownie rozgrywając ostatni wyścig.

Miał być lekiem na pech

Wcześniej cały ligowy sezon Falubaz Zielona Góra stał pod znakiem kontuzji czołowych zawodników. Na kilka miesięcy ze startów musiał się wycofać m.in. lider polskiej kadry i zielonogórskiego zespołu Jarosław Hampel. Gdy urazy dopadały także innych asów, a marzącemu o mistrzowie Falubazowi wymykały się szanse na play-off, w połowie lipca szefowie klubu odpalili bombę transferową. Skorzystali z okazji, że do wzięcia jest 23-letni nieprzeciętnie utalentowany dwukrotny mistrz świata juniorów Darcy Ward i sprowadzili Australijczyka do Zielonej Góry.

Zielona Góra gwarantowała starty

Jak to się stało, że sportowiec był do wzięcia? Wracał do startów po okresie zawieszenia za alkoholową wpadkę. Rok wcześniej próbował wystartować w turnieju Grand Prix Łotwy, mimo że we krwi miał alkohol. Dostał wtedy karę: 10 miesięcy zakazu startów w zawodach żużlowych. Wiele wskazywało na to, że kiedy kara się skończy, żużlowiec znów wybierze klub z Torunia, w którym wcześniej startował. Torunianie przerwali jednak negocjacje. - Klub nie może i nie zamierza spełnić jego oczekiwań. Zapewniam, że nie chodzi o finanse. Nie zamierzamy również dochodzić od Warda podpisania kontraktu w oparciu o zawarty list intencyjny - napisał na Facebooku Przemysław Termiński, prezes KS Toruń. - Doskonale rozumiemy, że po rocznej przerwie chce mieć głównie gwarancję startów, a tej nie możemy mu zapewnić. Nie możemy mu zapewnić również tego, z kim będzie lub nie będzie jechał w drużynie w kolejnych meczach.

Przeprosiny za podeptany szalik

Prezesi Falubazu tkwili pod ścianą, skład im się sypał, i nie mieli podobnych dylematów. Z dumą poinformowali o kontrakcie. - Ta wiadomość zelektryzowała nie tylko Zieloną Górę, ale całą Polskę, ponieważ takiej klasy zawodnik, który ma szansę bić się o najwyższe trofea, to olbrzymie wzmocnienie - oceniał senator Robert Dowhan, który odbudowywał żużlową potęgę Falubazu.

- Jazda w SPAR Falubazie to dla mnie nowy rozdział. Jestem bardzo podekscytowany, że tutaj trafiłem, dla mnie to ogromna szansa na naprawdę dobry sezon - komentował Ward. - Wierzę, że uda nam się awansować do play-off - dodał.

Jeździł dla Falubazu wspaniale, skutecznie i widowiskowo. Większość wyścigów wygrywał, jak chciał. A jednak nie wszyscy fani witali go z otwartymi ramionami. Zapamiętali, że w 2009 r. australijski żużlowiec po finale ekstraligi ostentacyjne podeptał szalik w barwach klubu z Zielonej Góry. Torunianie z Wardem w składzie przegrali wtedy oba mecze o złoto.

Australijczyk kajał się: - Przepraszam za moje zachowanie, byłem bardzo młody i nie zdawałem sobie sprawy, że to może mieć takie konsekwencje - stwierdził. - Chcę pokazać, że się zmieniłem i jazda w Falubazie to dla mnie nowy rozdział.

Grupki szalikowców to nie wzruszyło. Na pierwszym meczu, gdy Falubaz walczył ze Spartą Wrocław, powitali Australijczyka płachtą z napisami, że Darcy nigdy nie będzie jednym z nich i żeby wynosił się z Falubazu.

Prawdopodobnie ci sami ludzie w niedzielny wieczór wykrzykiwali z trybun: "Koniec kariery!". Australijczyk leżał wtedy na torze i czekał na pomoc...

Dowhan, nie zważał na grupkę protestujących. Jeszcze przed ostatnim meczem zapewniał, że zrobi wszystko, by zatrzymać Australijczyka w Zielonej Górze. Dodawał jednak, że będzie to trudne, bo chodzi o żużlowca, którego chcieliby mieć u siebie wszyscy prezesi klubów z ekstraligi.

Róże dla Darcy'ego

Od rana kibice Falubazu zmawiają się na Facebooku, by wesprzeć młodego żużlowca. Planują spotkać się dziś o godz. 19 pod bramą zielonogórskiego szpitala, by razem przejść pod oddział neurochirurgii. - Każdy kibic przynosi ze sobą jeden kwiat róży. Gdy zobaczy tyle kwiatów, będzie wiedział, ilu jest z nim kibiców - piszą na stronie wydarzenia.

- Dziękujemy tym kibicom, którzy w obliczu tragedii potrafili zachować godność i człowieczeństwo - powiedział Marcin Grygier, reprezentujący Falubaz w mediach.

Zielonogórska drużyna w niedzielę zakończyła ligowy sezon. Zajęła piątą lokatę. Nie awansowała do play-off, nie grozi jej też spadek z ekstraligi.



Więcej o: