Sport.pl

Ruch Chorzów. Golazo Patryka Lipskiego! Niebiescy znowu w czołówce ekstraklasy

Ruch Chorzów zrobił to, czego wszyscy kibice niebieskich od niego oczekiwali, i ograł beniaminka z Niecieczy. Kto wie, jak potoczyłby się ten mecz, gdyby nie genialne uderzenie Patryka Lipskiego.
ŚLĄSK.SPORT.PL w mocno nieoficjalnej wersji. Dołącz do nas na Facebooku >>

Dla wielu drużyn spotkania z Niecieczą to jedne z najtrudniejszych meczów w sezonie. I nie, wcale nie chodzi o klasę rywala. Po prostu kibice uważają, że wygrana z beniaminkiem to konieczność. Tu nie ma miejsca na pomyłkę, bo nawet remis będzie dużym rozczarowaniem. Kibice Ruchu też oglądali mecz z takim przeświadczeniem i pomrukiwali z niezadowoleniem nawet wtedy, gdy niebiescy mieli piłkę przy nodze, ale atakowali - zdaniem fanów - zbyt opieszale.

Tymczasem Nieciecza już zrzuciła przyciasne buty pierwszoligowca. Dwie kolejne wygrane z Zagłębiem Lubin i Górnikiem Zabrze pozwoliły piłkarzom z Małopolski uwierzyć, że nie będą tylko ligowym tłem. Na Cichej Termalika mogła skarcić Ruch już po dwóch minutach gry. Emil Drozdowicz ograł wtedy na prawej stronie boiska Marka Szyndrowskiego i Mateusza Cichockiego i dograł piłkę do Wojciecha Kędziory.

Napastnik z Niecieczy uderzył jednak źle, prosto w bramkarza Ruchu. Zupełnie tak, jakby chciał, żeby Matus Putnocky zapracował na interwencję kolejki.

Obecność Szyndrowskiego i Cichockiego w podstawowym składzie Ruchu była zaskoczeniem, bowiem dotąd na ich pozycjach grali Michał Koj i Paweł Oleksy. Zmian było jednak więcej, bowiem na rezerwie zostali też Maciej Urbańczyk i Rołand Gigołajew. Dzięki temu na prawym skrzydle znalazło się miejsca dla Kamila Mazka. Były piłkarz Legii pokazał się z dobrej strony w meczu Pucharu Polski z Wisłą Kraków, a w sobotę znowu popisał się asystą palce lizać. Jego podanie zamienił - na trzecią już bramkę w sezonie - Eduards Visnakovs.

Po zdobyciu gola Ruch rozegrał najlepszy - jak dotychczas - kwadrans w sezonie. Było szybko, z pomysłem, z dużą ilością strzałów i... golem dla Niecieczy, która zakończyła okres dominacji niebieskich dośrodkowaniem Dalibora Plevy i skutecznym strzałem głową Kędziory. To był pierwszy wyjazdowy gol beniaminka w ekstraklasie.

Kędziora to Ślązak z Gliwic. A Nieciecza generalnie byłymi graczami śląskich klubów stoi. W podstawowej jedenastce i na ławce rezerwowych naliczyliśmy aż dwunastu takich graczy. Ślązakiem jest też i trener, czyli Piotr Mandrysz. Także jego asystent Bartłomiej Bobla i dyrektor Marcin Baszczyński.

W Ruchu rzecz jasna Ślązaków również nie brakuje, ale na szczęście jest też i jeden gracz ze Szczecina. I to jaki gracz! Patryk Lipski od początku sezonu udowadnia, że nie było cienia przesady w tym, że porównywano go do Filipa Starzyńskiego - w ostatnich sezonach lidera drugiej linii niebieskich. Tak po prawdzie uważamy, że Starzyński na pewno nie dawał Ruchowi - gdy wchodził do drużyny - tyle, ile daje jej dziś Lipski.

Lipski ma zmysł do kombinacyjnej gry, dużo widzi, jest dobrze wyszkolony technicznie, a w meczu z Niecieczą okazało się, że potrafi też pięknie przymierzyć z dystansu. Uderzył jakby od niechcenia, a piłka jak zaklęta cięła powietrze, aż zatrzymała się pod poprzeczką bramki Niecieczy. Stukot opadających szczęk kibiców było słychać daleko poza stadionem.

O wyniku meczu i trzeciej wygranej niebieskich w sezonie przesądził Rołand Gigołajew, który wszedł na boisko w końcówce, a chwilę później w gąszczu nóg wpakował piłkę do siatki.

Gigołajew miał "wejście smoka" - jak to określił stadionowy spiker. Wszedł, strzelił gola, a po chwili został wyrzucony z boiska za przepychankę z Sebastianem Ziajką, który także został ukarany czerwoną kartką.

Ale to jeszcze nie był koniec emocji i bramek na Cichej. W doliczonym czasie gry na murawę wszedł Artur Lenartowski. Rezerwowy Ruchu wkrótce potem wykończył ostatnią, przepiękną akcję meczu, w której brali udział także Łukasz Surma i Mariusz Stępiński.

ŚLĄSK.SPORT.PL na Twitterze. Obserwuj już teraz >>

Więcej o: