Sport.pl

Marcin Cabaj wspomina: Klops przydarzał mi się raz na pół roku

PRZEGLĄD PRASY. Były bramkarz m.in. Cracovii opowiada na łamach ?Przeglądu Sportowego? o swojej karierze.

Chcesz więcej? Polub Kraków - Sport.pl

Cabaj w Cracovii grał od 2003 do 2010 roku i przeszedł z nią drogę od III ligi do ekstraklasy. Miał upadki i wzloty. Po awansie do najwyżej klasy rozgrywek radził sobie bardzo dobrze. W pierwszych czterech meczach nie puścił gola. - To było robione na adrenalinie, która czułem, gdy wszedłem do bramki. Nie wiem, czy jakiś inny polski bramkarz miał takie wejście do ekstraklasy. W rundzie jesiennej puściłem raptem cztery gole, co jest bardzo dobrym wynikiem - przekonuje.

Potem Cabajowi przez lata wytykano jednak wstydliwe błędy. Złośliwi jego wpadki nazywali "cabajami". - Gdyby wziąć kalendarz, toby się okazało, że "klops" przydarzał mi się raz na pół roku. Był jednak na tyle spektakularny, że wszyscy o tym mówili. Potem nie wolno było mi zrobić najmniejszego błędu, wytykano mi nawet każde wybicie piłki w aut... - twierdzi Cabaj.

Spektakularny błąd przytrafił mu się w meczu przeciwko. Cracovii. W 2013 r. grał w Sandecji i w drugiej połowie przepuścił piłkę pod nogą, kiedy próbował ją przyjąć. Dzięki temu krakowianie wygrali 2:1. - Ktoś zeznał, że przed meczem w spotkałem się w Tesco z właścicielem Cracovii Januszem Filipiakiem i on ma to na nagraniu. Sprawa trafiła do PZPN. Musiałem jeździć i się tłumaczyć, co robiłem, z kim się spotykałem. Gość od nagrania szybko się wycofał. A szkoda, bo chętnie założyłbym mu sprawę o pomówienie - wspomina bramkarz.

Dziś Cabaj jest w Cracovii trenerem grup młodzieżowych. Został też grającym trenerem bramkarzy Porońca Poronin.

Cały wywiad w "Przeglądzie Sportowym"

Więcej o: