Sport.pl

Dlaczego piłkarze z rodowodem żużlowego Falubazu nie mogą korzystać z nazwy Falubaz

Jest trochę tak, jakby sparafrazować tekst piosenki Krawczyka: Mój przyjacielu, byłeś mi naprawdę bliski. Dałem ci to, tamto, siamto i wpuściłem pod swój dach. Nazwę tylko użyczyłem, a po tym nazwę wziąłeś sobie sam...
Skok w przeszłość: na początku lat 70. żużlowcy z Zielonej Góry zaczynają jeździć i odnosić sukcesy jako Falubaz. Ta nazwa to ukłon w stronę sponsora - zielonogórskiej fabryki zgrzeblarek, czyli maszyn włókienniczych.

W świadomości kibiców, których żużlowcy zwykle mieli mnóstwo, Falubaz zajął miejsce na stałe. Niemniej w 1991 r. nastała era KS Morawski, a później nazwa zmieniała się naprawdę wiele razy i bywała cudaczna. Aż w 2009 r. za prezesury Roberta Dowhana klub znów sięgnął po legendarny szyld Falubaz. I zdaje się, że tak już zostanie do końca.

Co działo się z Lubuską Fabryką Zgrzeblarek Bawełnianych Falubaz? Nadeszły czasy, że nie mogła trzymać pod swoimi skrzydłami klubu sportowego. Ale przetrwała. Po przekształceniach wciąż działa i dziś chyba ma się dobrze. Zatrudnia ponad 100 osób, zaopatruje fabryki w m.in. linie technologiczne do produkcji włóknin technicznych. Współpracuje z zielonogórskim klubem żużlowym.

Nadal jesteśmy na wycieczce w czasie: W 2010 r. kibice żużla zakładają stowarzyszenie KSF i zgłaszają drużynę do rozgrywek C klasy. Dwa lata później - to ważny moment - nawiązują współpracę z Akademią Piłkarską Piotra Reissa i tak powstaje Akademia Piłkarska Falubazu. Żużlowcy użyczają filii Reissa nie tylko nazwę, lecz także pomieszczenia na stadionie przy ul. Wrocławskiej.

Mniej więcej w tym samym czasie przestaje istnieć piłkarska Lechia Zielona Góra, a w mieście dominuje UKP, z własną szkółką, miejskimi dotacjami i zespołem ligowym UKP może patrzeć wysoko z góry na KSF i jego akademię. Do czasu...

Tu już zbliżamy się do teraźniejszości: Latem br. drużyna KSF dogania drużynę UKP w ligowej hierarchii. Szefowie obu klubów widzą, że są za biedni i za słabi, żeby rywalizować. Żyją głównie z tego, co da miasto. Dlatego łączą się. I aby zwabić na trybuny, zainteresować swoimi planami kibiców, chcą skorzystać z mocno rozreklamowanej marki Falubaz. Bo występy UKP przyciągały garstkę - jak mawiał spiker Andrzej Faltyński - "tych nielicznych, ale najwierniejszych widzów".

I teraz najciekawsze! Piłkarze, którzy od strony jednego swych założycieli mają w rodowodzie Falubaz, nie mogą korzystać z nazwy Falubaz. Tak! A dlaczego? Wyjaśnia nam Marcin Grygier, odpowiedzialny za marketing żużlowego Falubazu, a równocześnie wiceprezes piłkarskiego klubu z Zielonej Góry:

- Gdy zaczynaliśmy współpracę z Akademią Piotra Reissa, zawarliśmy wewnętrzną umowę na opatrzenie ich projektu szyldem Falubaz. Teraz oni na pewno spostrzegli, że w Zielonej Górze zawiązuje się poważna inicjatywa piłkarska z naszym udziałem. Najpewniej słyszeli też, że zabierzemy im mocno rozpoznawalną w mieście oraz w całym regionie nazwę. Wtedy, za naszymi plecami, poszli do prezesa Falubaz Polska S.A. [to spadkobierca Lubuskiej Fabryki Zgrzeblarek Bawełnianych] i wynegocjowali sobie, że w dziedzinie piłki nożnej mogą na wyłączność posługiwać się nazwą Falubaz - opowiedział Grygier.

Jaki z tego morał? Może np. taki, że poznaniacy zawsze byli lepsi w interesach niż zielonogórzanie. Albo inny: kiedy się wpuszcza kogoś pod swój dach, to szafę z tym co najcenniejsze należy jednak zamknąć.

Więcej o: