Sport.pl

Prezes Lecha Poznań Karol Klimczak: Mecz z Videotonem to dla nas mecz pięciolecia

Lech Poznań odsłonił tablicę z zasadami, jakimi mają kierować się piłkarze. - To dobry moment - mówi prezes Karol Klimczak
Wśród zasad, jaki zapisano na tablicy są takie: "Jesteśmy tu, bo walkę mamy we krwi, nigdy się nie poddamy, kochamy zwyciężać, chcemy być najlepsi, najlepsze jest przed nami, drużyna jest siłą, szanujemy zasady gry, futbol to nasze życie, nasze barwy i historia to duma i honor, razem możemy wszystko".

Uważa pan, że to dobry moment na prezentowanie zasad klubu w błysku fleszy? Drużyna jest w kryzysie, przegrywa.

- Oczywiście jedną decyzją mogliśmy spowodować, że nie odsłonilibyśmy tablicy zasad naszego klubu, ale moim zdaniem to jest właśnie dobry moment, żeby to zrobić. Jak się zdobywa mistrzostwo Polski wtedy wszystko jest łatwe i proste, a jest taki moment, że po prostu wszyscy, poczynając od kapitana, przez zawodników, pracowników, kibiców, wszyscy razem musimy pokazać, że jesteśmy mocni razem. Że walczymy do końca i, że z tego powiedzmy słabszego okresu wyjdziemy. Bo wyjdziemy, bo taka jest piłka, wyjdziemy już za chwilę.

Spadł pewnie panu kamień z serca, kiedy UEFA odwiesiła decyzję o zamknięciu stadionu? Sam pan mówił, że to mecz z Videotonem to może być najważniejszy mecz w tym roku.

- To jest mecz pięciolecia w klubie. Nie ma wątpliwości. Natomiast UEFA na razie jedynie zawiesiła wykonanie kary. Wiedząc, jakie są ich procedury, wskazaliśmy, że w pierwszej kolejności prosimy - z uwagi na krótki czas do tego meczu - o zawieszenie tej kary, na co UEFA przystała i teraz będzie rozpatrywać nasze odwołanie. Być może podtrzyma tę karę, być może ją złagodzi, tego nie wiemy. Jesteśmy w takiej sytuacji, że czekamy na orzeczenie w sprawie odpalenia rac na meczu z Bazyleą u nas oraz zachowań niepożądanych przez UEFĘ na meczu wyjazdowym w Bazylei. No i czekamy na rozpatrzenie naszego odwołania w sprawie wyjazdowego meczu w Sarajewie. Tak to proceduralnie wygląda. Spotkałem się z ultrasami z Piły, przegadaliśmy temat i wszyscy jesteśmy zgodni, że trzeba robić tak, żeby było dobrze dla klubu.

Awans do fazy grupowej Ligi Europejskiej jest w stanie wymazać z pamięci fatalny początek sezonu?

- Nie patrzymy na to w tych kategoriach. Nie ma w tej chwili paniki w klubie. W Lechu jest tylko jeden piłkarz, Dariusz Dudka, który w swojej karierze grał w ogóle mecze co trzy dni. Jak mówimy o piłkarzach z największych niemieckich, hiszpańskich, czy włoskich klubów, to oni często od wejścia do drużyn seniorskich grają w rytmie meczowym co trzy dni. W polskiej lidze takiego rytmu nie mamy, bo tak nie gramy. Nie gramy w pucharach, nie gramy na kilku frontach, więc dla wszystkich piłkarzy to jest nowe doświadczenie, musimy się tego uczyć.

Ale jest pan mocno przejęty złym startem ligi?

- Nie jest tak, że tego nie widzę, ale spróbujmy na to spojrzeć szerzej, przez pryzmat celów, które sobie stawialiśmy i stawiamy. Bardzo dobra końcówka poprzedniego sezonu w rundzie mistrzowskiej, bardzo dobry okres przygotowawczy, dobre sparingi, Superpuchar Polski, podczas którego gramy to, co właśnie chcieliśmy grać. Przytrafiły się niestety pojedyncze kontuzje, zaczęły rotacje w składzie, nie ma tych, na których mamy opierać rozgrywanie piłki w środku, no i zaczynamy się gubić, popełniamy indywidualne błędy. Analizujemy sytuację, ale też podchodzimy do tego wszystkiego ze spokojem, tym bardziej że przed nami mecz z Videotonem, który jest dla nas meczem pięciolecia.

Mówi pan, że tak czy tak kiedyś z kryzysu wyjdziecie. Ale kiedy? Bo jeśli nie uda Wam się z Videotonem...

- No to wyjdziemy za miesiąc, sześć miesięcy albo rok. Klub będzie funkcjonował jeszcze sto lat albo nawet jeszcze dłużej i w takiej perspektywie należy to rozpatrywać. Tutaj się nic nie zmieni w koncepcji pracy, w stylu pracy, jeżeli - odpukać - coś złego stanie się w meczu z Videotonem. Oczywiście, nie podchodzimy do siebie bez refleksji i staramy się eliminować działania, które są nieskuteczne. Dalej będziemy robić swoje. Brak awansu będzie bardzo gorzką pigułką do przełknięcia, ale poradzimy sobie z nią. Spójrzcie na naszą Tablicę Zasad. Jesteśmy tu, bo razem możemy wszystko. Cel na teraz to faza grupowa, potem odbicie się w Ekstraklasie i walka o najwyższe cele oraz osiągnięcie jak najlepszego wyniku w europejskich pucharach.

Brak awansu do fazy grupowej Ligi Europejskiej zepsuje wam konstrukcję budżetu?

- Na pewno zmusi nas do pewnych ruchów, po to, żebyśmy mogli funkcjonować kolejny rok.

Ktoś z klubu będzie musiał odejść?

- To nie jest kwestia tego, że jeśli odpadniemy, to w zaciszu swojego gabinetu podejmiemy jakieś decyzje o sprzedaży piłkarzy. Zwykle to raczej wygląda odwrotnie, kupujący przychodzi i mówi, że chce kupić.

Czyli sugeruje pan, że nie ma konkretnych ofert na zawodników Lecha?

- W tej chwili podporządkowujemy wszystko dwumeczowi z Videotonem i ucinamy wszelkie inne tematy, także transferowe.

A awans do fazy grupowej mógłby odwlec ewentualny transfer?

- Na pewno pomógłby zachować dobrą atmosferę w klubie, pokazać, że robimy dobrą robotę i że zmierzamy w dobrym kierunku. Pozwolić spokojnie wprowadzać do zespołu młodych chłopaków. Pojawiło się kilku nowych piłkarzy i oni muszą być wprowadzani, po to, żeby Lech też funkcjonował dobrze za dwa i trzy lata. Karol Linetty i Tomasz Kędziora nie zawsze przecież byli tym Linettym i tym Kędziorą. Kiedyś to byli młodzi chłopcy. Teraz mówimy o Piotrze Kurbielu czy Krystianie Sanockim tak jak kiedyś o tamtych. Oni też kiedyś będą musieli wejść do pierwszej drużyny. Jeśli będziemy grać na kilku frontach, siłą rzeczy ci chłopcy zaczęliby grać trochę więcej, no i to byłoby z korzyścią dla nich i dla klubu.

Potwierdza pan doniesienia belgijskiej prasy o tym, że na testach w Lechu ma pojawić się Iworyjczyk Sekou Cisse?

- Yhm, czytaliśmy nawet te doniesienia. Interesujące. Nie dementuję i nie potwierdzam.



Więcej o: