Sport.pl

Sasza mówi: - Przepraszam! Rodzinna imprezka, parę piwek...

- Miałem kilka tygodni przerwy, byłem w domu, na Ukrainie. Rodzinna imprezka, alkohol, piwko jedno, drugie. Podjąłem złą decyzję - przyznał 21-letni Aleksandr Łoktajew, żużlowiec Falubazu. Zła decyzja zapaćka mu karierę. Zielonogórski klub też nie wyjdzie z tego bez szwanku.
Łoktajew wpadł na dopingu w niedzielę 28 czerwca po meczu w Toruniu, gdy został wylosowany do kontroli antydopingowej. Badania wykryły w jego organizmie zakazaną substancję THC.

Łoktajew zdobył wtedy 4 pkt, zielonogórska drużyna przegrała 43:46. Ale za lepszy bilans w dwumeczu zdobyła tzw. punkt bonusowy. Teraz straci ową zdobycz.

Sasza: Podjąłem głupią decyzję

Wczoraj rano zielonogórski klub dostał oficjalną informację o wpadce żużlowca. Kilka godzin później zwołał konferencję, na której żużlowiec miał się pokajać.

- Będę mówił trochę wolniej, bo dowiedziałem się o wynikach kontroli dopiero dziś i jestem w szoku. Chcę powiedzieć wszystkim kibicom, że ich przepraszam. Naprawdę, bardzo przepraszam. Moje punkty zostaną odjęte, a cała drużyna straciła punkt. I to jest na dziś największa przykrość. Powiem tak, była przerwa - parę tygodni. Przyjechałem na Ukrainę. Mieliśmy rodzinną imprezę, urodziny. Zebraliśmy się, był alkohol, piwko jedno, drugie. No i podjąłem głupią decyzję. Popełniłem błąd, za który poniosę duże konsekwencje. Głupio mi, przepraszam - powtarzał Łoktajew. Po tym wyszedł. A gospodarze konferencji z góry zaznaczyli, że Sasza nie będzie odpowiadał na pytania.

Frątczak: nie pomagałem unikać kontroli

Gdy zawieszony w prawach zawodnika żużlowiec znikł za drzwiami, głos zabrał Jacek Frątczak, dyrektor sportowy zielonogórskiego klubu: - Cóż, młody człowiek... Podjął głupią decyzję, do tego doszedł brak kontroli. Stało się. Zapalił jointa. Co mogę dodać oprócz tego, że jest mi niezmiernie przykro...

Frątczak dementował plotki i spekulacje, jakoby Łoktajew miał zgłaszać przed meczem w Toruniu, że ma coś na sumieniu i obawia się, że badania mogą wyjść pozytywnie. Zaprzeczył też, jakoby sam miał pomagać Saszy w uniknięciu kontroli.

- Poinformowałem zawodników, że będzie kontrola, co jest moim obowiązkiem. Prosiłem, by przyznali się, jeśli coś spożyli. Nikt mi nic nie zgłosił. Informacja o wytypowanych numerach przyszła później. Dopiero wtedy zawodnik wyznał lekarzowi, że palił marihuanę. Ale przecież nie jestem w stanie wycofać zawodnika z badania, to by było pomocnictwo w przestępstwie - tłumaczył Frątczak.



Czy marihuana może pomagać żużlowcom? - Nie wpływa na poziom sportowy, ale jest zakazania, jak alkohol, w dodatku Polsce nielegalna - przypomniał Frątczak.

Kontrole? W taki sport się nie bawię

Zielonogórski klub ma poważniejszy problem z dopingowiczami. Wszak rok temu wpadł Patryk Dudek i jego zawieszenie jeszcze się nie skończyło. Jednak właśnie po tej wpadce klub postawił na edukację. - Nasz lekarz prowadził mnóstwo szkoleń o tym, co wolno, a czego nie. Dochodziło do zabawnych sytuacji, gdzie zawodnicy pytali, czy mogą stosować przed meczem krople do nosa. Szkoliliśmy ich o suplementach i środkach dopingujących. Ale nie wyobrażam sobie w klubie "godzin policyjnych", psów i testów przed każdym meczem. W taki sport to ja się nie bawię - zastrzegł Frątczak.

Co się stanie z Saszą? Na pewno zostanie zawieszony na rok-dwa lata. Czy Falubaz go wyrzuci? - Nie ma decyzji. Podejmie ją zarząd w konsultacji z radą nadzorczą. Chcemy się jeszcze spotkać z samym zawodnikiem. Senator Dowhan może powiedział coś w emocjach ["Dla Łoktajewa nie ma miejsca w Falubazie" - cyt. z "Przeglądu Sportowego" - red.], ale formalna decyzja jeszcze nie zapadła - zapewnił Marcin Grygier, odpowiedzialny za marketing w klubie.