Sport.pl

Rafał Gikiewicz: Odbudowałem się po problemach w Śląsku i marzę o Bundeslidze

- Odbudowałem się po pewnych problemach, jakie miałem w Śląsku. Teraz chcę walczyć o awans do Bundesligi - opowiada Rafał Gikiewicz, były bramkarz wrocławskiego klubu.
Bramkarz Rafał Gikiewicz trafił do Śląska w sezonie 2010/11. Ze Śląskiem wywalczył m.in. mistrzostwo i wicemistrzostwo Polski oraz Superpuchar. Na początku 2014 roku w ramach cięć i oszczędności został przesunięty do zespołu rezerw. Klub chciał, aby piłkarz zgodził się na obniżenie swoich zarobków, zawodnik nie akceptował tego rozwiązania.

Pat trwał do kwietnia 2014 roku - wówczas piłkarz zgodził się rozwiązać kontrakt za porozumieniem stron i odszedł ze Śląska. Wkrótce później Gikiewicz został zawodnikiem grającego w 2. Bundeslidze Eintrachtu Brunszwik.

Przemysław Mamczak: Nie awansował pan z Eintrachtem Brunszwik do 1. Bundesligi, ale ostatnie miesiące były dla pana raczej udane.

Rafał Gikiewicz: Mam z czego być zadowolonym, bo zagrałem w 36 z 37 wszystkich meczów ostatniego sezonu. Jednak najważniejszy jest zespół, a ten nie awansował do Bundesligi. Nie osiągnęliśmy tego, co chcieliśmy osiągnąć, więc za miniony sezon oceniłbym się na czwórkę z plusem.

Czego zabrakło wam, by awansować do 1. Bundesligi?

- Myślę, że jeżeli nie udaje się awansować, to brakuje umiejętności. Nie ma co się oszukiwać. W poszczególnych meczach brakowało nam szczęścia, ale pamiętajmy, że szczęście sprzyja lepszym...

Indywidualnie ten sezon był dobry. W rankingu został pan sklasyfikowany na 24. miejscu w 2. Bundeslidze.

- Tak, wiem o tym 24. miejscu. Ale proszę mi wierzyć: mógłbym być na 200. miejscu, byleby tylko zespół awansował do Bundesligi. Wyróżnienia indywidualne na pewno cieszą i mobilizują do cięższej pracy, ale nie one są w piłce najważniejsze.

Jest pan bardzo popularny w Brunszwiku. Kibice lekko oszaleli na punkcie "Gikiego"?

- Szanują moją pracę i mnie. A ja zawsze znajduję czas dla fanów, żeby zrobić sobie z nimi zdjęcie czy podpisać koszulkę. Nie tylko na boisku jestem profesjonalistą.

Uważa pan, że jest w Polsce niedoceniany?

- Tak do tego nie podchodzę. Cieszę się, że odbudowałem się po pewnych problemach, jakie miałem w Śląsku Wrocław. Robię swoje i tyle. 

W Polsce mało kto wspomina dziś o Rafale Gikiewiczu. To efekt tego, że 2. Bundesliga jest w Polsce niedoceniana, czy raczej tego, że wśród bramkarzy mamy tak olbrzymią konkurencję?

- Wpływ na to mają obydwie kwestie. Mamy świetnych bramkarzy, ale uważam też, że 2. Bundesliga nie jest doceniana w Polsce. Mimo tego cieszę się, że gram w Niemczech.

Mało który piłkarz po odejściu ze Śląska w ostatnich latach przebił się za granicą. Panu się udało.

- Do tego zawsze potrzebne są szczęście i zdrowie. Ważne, by omijały mnie kontuzje, a tak jest w moim przypadku. Jestem teraz w dobrej formie, ale żeby iść w górę, muszę trenować jeszcze ciężej.

Dlaczego właśnie panu się udało?

- Powtórzę to co mówiłem już wielokrotnie: "Kto nie ryzykuje, nie pije szampana".

W czasie gdy pan walczył o Bundesligę, Śląsk awansował do Ligi Europejskiej.

- Wiem o tym, bo śledzę polską ekstraklasę. Oglądałem mecze polskich drużyny w pierwszej rundzie LE i trzymałem za nie kciuki. Cieszę się, że zarówno Śląsk, jak i Jagiellonia, poradziły sobie z niżej notowanymi rywalami. Oby tak dalej.

Jakie ma pan plany na najbliższą przyszłość?

- Najważniejsze, aby być zdrowym. Jeśli zdrowie dopisuje można się rozwijać. A rozwój i jeszcze lepsza gra, to mój główny plan na przyszłość. 

Zostaje pan w Brunszwiku?

- Mam dwuletni kontrakt i będę w barwach Eintrachtu Brunszwik walczył o awans do Bundesligi.

A w przyszłości, jaki byłby dla pana wymarzony kierunek transferowy?

- Podoba mi się w Niemczech. Nie chciałbym się stąd ruszać.

Czy selekcjoner Adam Nawałka lub jego asystent Bogdan Zając kontaktowali się panem?

- Tylko raz miałem kontakt z trenerem reprezentacji. Kiedyś zadzwonił do mnie trener bramkarzy Jarosław Tkocz. Sztab kadry wie jednak co robi. Kiedy przyjdzie czas, na pewno i do mnie zadzwonią. 

Więcej o: